Każdy z nas ma jakieś obsesje. Nikt nie jest doskonały. Poseł Pitera ma obsesję mikrofonu i kamery. Obsesją kamer i mikrofonów jest poseł Pitera. Moja znajoma Semiramida Mamutowiczowa ma obsesję pisania, obsesją blogera Niewidzialna Ręka jest bloger Niewidzialna Ręka, obsesją blogera Niesłysząca Stopa jest chęć przyćmienia blogera Niewidzialna Ręka w obsesyjnym umiłowaniu własnej osoby. Premier obsesyjnie kocha ludzi. I zwierzęta. Z wzajemnością, co z kolei jest obsesją ludzi. I zwierząt. Wyborcy partii obsesyjnie chcą głosować i na premiera, i na posła Gowina, jednocześnie, chociażby znaczonymi kartami do głosowania. Moją obsesją jest żona. Można by rzec - wielką obsesją. Uspokajam, te wszystkie obsesje są niegroźne.
Gorzej, gdy ktoś ma kilka obsesji naraz. Gorzej dlatego, że mogą mu się niechcący pomylić. Do tragedii dochodzi jednak wówczas, gdy ktoś cały jest obsesją.
Jedną, wielką obsesją jest prezes. Zapewnia nas o tym człowiek, który obok posła Niesiołowskiego jest jedynym wyjątkiem od przedstawionej na początku tych uwag zasady. Człowiekiem tym jest Waldemar Kuczyński. Człowiek, który na zgłębienie wszystkich obsesji prezesa poświęcił znaczną część swego dość już długiego życia. Gdyby to tylko było możliwe, powinien dostać doktorat honorowy z psychiatrii. Mógły go przyznać sławny zakład w Tworkach.
Biorąc poważnie twierdzenia Waldemara Kuczyńskiego, a jest on wszak człowiekiem nad wyraz poważnym, rozważnym i spokojnym, trzeba się bać. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: prezes siedzi w swej kwaterze głównej, w swym pilnie strzeżonym przez zastępy pisowskich kominiarek bunkrze, w swym Kocim Szańcu, chciałby trochę odsapnąć, utulić kota, a tu raptem, jak ten, co krogulcze ma paznokcie, pojawia się przed nim obsesja. Prezes próbuje ją zwalczyć, ale nie może. Ulega jej. Na tym nie koniec. Obsesja jest obsesyjnie przebiegła. Ledwie prezes zatrzymał się na pierwszej swej obsesji, juz pojawai się druga, a potem trzecia, czwarta itd. Jak żyć, Panie Premierze, jak żyć z takimi obsesjami prezesa?
Zwłaszcza że obsesje prezesa nie są tak niewinne, jak obsesje premiera. Prezes wszak nie kocha ludzi. Nie kocha też zwierząt. W każdym razie nie kocha wszystkich zwierząt. Jak żyć, Panie Premierze, jak żyć, gdy taki prezes w końcu przejmie władzę? A przecież ją przejmie. Co się stanie z naszym ukochanym krajem, gdy w głowie prezesa pojawi się obsesja zaludnienia Atlantydy? Panie Premierze, Pan nie może do tego dopuścić. Musi Pan pokonać posła Gowina, który zresztą, jak można sądzić, cierpi na obsesję władzy. A więc jest podobny do prezesa, stanowiąc Pańskie zaprzeczenie. Pan, jak mówił, nie robił polityki, Pan nas kochał. Prezes na Pana miejscu łatwo by sobie poradził z tym problemem. Rozkazałby, po duczowsku rozkazał, wydrukować karty do głosowania, na których byłoby napisane: 1. Donald Tusk; 2. Donald Tusk. Wiem, że Pan, który w dodatku ma jeszcze jedną obsesję, Pan obsesyjnie ukochał demokrację, jak ja, nie przymierzając żonę, więc się Pan na taki niecny proceder nie zdecyduje, ale w przeciwnym razie, jak żyć, panie Premierze, jak żyć?
Nadejdzie nienawiść, nadejdą czarne dni i czarne noce, krowy przestaną się cielić, trawa przestanie porastać Orliki, rozpadnie się nasza chluba, rozpadną się nasze ukochane autostrady, w pociągach, które teraz mkną z szybkością rowerów, pojawią się pluskwy, pchły i miniaturowe, dręczące pasażerów pisowskie kangury, władzę owładnie korupcja, dorsz powieje na pisowskich sztandarach, napadniemy na sąsiadów, sąsiedzi nas zjedzą. W dodatku, podobno, red. Kuźniar zastanawia się nad opuszczeniem kraju. Tego nie przetrwamy. Wiem, uspokajająco działa pewność, że nie opuści nas red. Wołek, ale jeden wołek w mące to trochę mało.
Kogo ta wizja doprowadziła do utraty tchu, proszę, by natychmiast zapisywał się do partii i oddał swój głos na premiera. Obsesyjnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (190)