Na szczęście zamartwiałem się bez powodu. Ubzdurałem sobie, że senator JFL porzucił pisanie, co w konsekwencji pogrążyłoby S24 do reszty. Nie porzucił. W ostatniej chwili umieścił nową notkę, co ukoiło moje niepokoje. Poza względami oczywistymi przeraziłem się nie na żarty, bo pomyślałem, że po jego odejściu moje teksty będą "zdobić" SG. Na szczęście, że pozwolę sobie powtórzyć tę frazę, tak się nie stanie.
Mój niepokój nie był jednak tak zupełnie pozbawiony racji. Senator bowiem też przeżywa niepokój. Niepokoi się losem pani prezydent miasta stołecznego. Ma wprawdzie nadzieję, że pani prezydent nie przegra, bo po prostu jest dobrym prezydentem, a poza tym jej porażka mogłaby odbić się na notowaniach partii, ale jednak się martwi. Brak wiary senatora, brak wiary w potęgę partii, zawsze mnie zdumiewał. A co mi tam - zawsze mnie niepokoił. W życiu, chciałoby się podpowiedzieć panu senatorowi, jest jak w westernie. Dobry zawsze zwycięża. Dlatego pani prezydent zwycięży. Może zresztą przed samymi wyborami użyć śmiercionośnej (śmiercionośnej dla wrogów) broni. Może rozpłakać się przed kamerami, mówiąc, że to ze zmęczenia. Zmęczenia pracą. Dla dobra mieszkańców stolicy.
Pyta pan senator, czy partia - ze szkodą dla pani prezydent - nie upolityczniła zanadto sprawy. "Oczywiście - odpowiada, jeśli to miała być odpowiedź. - W tych okolicznościach bardzo trudno sprawę tę odpolitycznić." Dziwny tok rozumowania. Zwłaszcza że partia, o czym wiemy wszyscy od lat, od lat "nie robi polityki". Buduje drogi, buduje mosty, buduje Orliki. By żyło się lepiej. Wszystkim. A czyż pani prezydent nie budowała? Budowała. A jeśli budowała, to czy było to polityczne (a przecież nie było), czy odpolityczne, z powodzeniem może przejść do historii z przydomkiem "Budowniczy". Hanna bez Trwogi, Budownica znad Wisły - na przykład.
Nie podzielam zdania senatora, który przekonuje, że należało posłuchać "Miśka Kamińskiego". "Miśka Kamińskiego" można oglądać, ale słuchać się go nie da. I cóż zresztą mądrego ten "Misiek Kamiński" stwierdził? Że z "chęci pogrożenia palcem warszawskiej PO" nie wyłoni się platformerski Piechociński, ale Macierewicz. "Platformerski Piechociński"? Któż mógłby nim być? Julia Pitera? Poseł Śledzińska-Katarasińska? A może nasz senator? Panie Senatorze, niech Pan nie słucha takich Jagonów, bo Kreon nie zna litości.
Twierdzi też pan senator, że pomnik smoleński, który chce zafundować warszawiakom premier in spe Gliński, jakości życia warszawiaków nie poprawi. Ba, ale pan senator chyba jednak nie przemyślał tego, co napisał. Jakości życia nie trzeba poprawiać, bo wszak pani prezydent jest dobrym prezydentem. Piszę o niefrasobliwości, bo nie sądzę, by pan senator tym stwierdzeniem wbijał szpileczkę w panią prezydent w tak gorącym dla niej okresie.
"Co teraz? No, może będzie dobrze, ale - szczerze mówiąc - to ja się boję ..." - kończy, jak pan Michał, nasz senator. Panie Senatorze, partia jest partią ludzi odważnych, w niej nie ma miejsca na ludzi odczuwających lęki. Proszę to wziąć pod uwagę. Partia Pana potrzebuje. I proszę pisać. Przynajmniej tak często, jak dotychczas. Zasłużyliśmy na to.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)