Gmach Rady Ministrów, sala posiedzeń Rady Ministrów. Przed chwilą piłkarskim krokiem wszedł Prezes Rady Ministrów, witając się z ministrami i ministerzycami, bez zachowania parytetu. Prezes Rady Ministrów nie całował ministrów w dłon. Nie całował też w dłoń ministerzyc, bo jest Europejczykiem. Ministrowie i ministerzyce chcieli ucałować Prezesa Rady Ministrów w dłoń, ale Prezes Rady Ministrów wyraził dezaprobatę. Ludzki pan! Prezes Rady Ministrów zajął stosowne miejsce, członkowie Rady Ministrów po trzykrotnym odśpiewaniu "Sto lat" i pięciominutowej zwłoce również zajęli stosowne miejsca. Prezes Rady Ministrów marsowym wzrokiem obiegł salę, ministrowie i ministerzyce zamarli.
Prezes Rady MInistrów:
Żartowałem.
Członkowie Rady Ministrów odetchnęli z ulgą. Gniew Prezesa Rady Ministrów gorszy jest bowiem od plag egipskich, gorszy jest nawet od wołka zbożowego.
Prezes Rady Ministrów:
Radujmy się. Bastion postępu utrzymany. Pani prezydent ocalona. Idziemy od sukcesu do sukcesu.
Entuzjastyczne brawa. Jeden z ministrów (chciał zachować anonimowość, nie będziemy go zatem dekonspirować) zawołał: "Niech żyje pan premier!!! I zwycięża!!!" Pozostali powtórzyli ten okrzyk.
Prezes Rady Ministrów:
Wystarczy, wystarczy. Nie jesteśmy w Bizancjum. Ale rzeczywiście nie będę ukrywać, że swój udział, swój wielki udział, w naszym kolejnym zwycięstwie miałem. Nie popadajmy jednak w samozadowolenie. Zbyt ostentacyjne samozadowolenie, bo w zadowolenie normalne popaść możemy.
Członkowie Rady Ministrów:
Popadamy!!!
Prezes Rady MInistrów:
Tak trzeba. A teraz do pracy, żeby nikt nas nie oskarżył, że jesteśmy rządem bezrządu. Ja zadaję pytania, wszyscy krótko, krótko, bo nie mamy czasu, odpowiadają. Bez nadmiernego strachu, jestem dziś w doskonałym nastroju. Gotowi? Zaczynam. Wincenty, ciebie pytać nie będę, finansowo wszyscy, jak tu siedzimy, stoimy nieźle i nic nie zapowiada, że kiedykolwiek będziemy leżeć. Odkreślone. Co słychać w polityce zagranicznej? Zresztą, co może być słychać. Wszyscy zaglądamy do internetu. Kto jest najlepszym twitterem?
Minister, wirtuoz twittowania:
Pytanie retoryczne. Nawet nietwitterzy wiedzą, że największym twitterem jest pan premier.
(Na stronie, mocy, rzecz jasna):
I tak jestem lepszy, i przystojniejszy, i wymowniejszy, i seksowniejszy, jak mówią na prowincji, i bardzie obyty, i ...
Pozostawiamy ministra z jego myślami, bo za nimi nie nadążamy.
Prezes Rady Ministrów:
Świetna odpowiedź. Wszyscy możecie się od ministra uczyć. Co słychać w turystyce, bo o sport nie pytam, by nie popaść w skrajne zdenerwowanie. Powiem tylko tyle. Zastanawiam się, czy samemu nie objąć posady trenera reprezentacji. I tak gorzej już być nie może. (Po chwili.) Cofam pytanie o turystykę, bo turystyka mnie nie interesuje, obywateli też nie interesuje. O, właśnie. Zdaje się, że wpadłem na genialny pomysł. Utworzymy dwa ministerstwa: sportu i turystyki. Będzie pani miała więcej czasu, a ktoś inny będzie sobie mógł do CV wpisać, że był ministrem. Były prezydent byłby doskonałym kandydatem, on tak często uprawia turystykę polityczno-celebrycką. Ale on może się nie zgodzić, bo się chyba obraził, że nie wypowiedzieliśmy wojny Anglii. Anglii czy Wielkiej Brytanii? Sam wiem, panie ministrze, niech pan twittuje dalej. Zobaczymy, co z tą turystyką zrobimy. Teraz gospodarka morska, o transport i budownictwo nie pytam, bo sam wielokrotnie mówiłem narodowi, że w tych dziedzinach wyprzedzamy wyprzedzenie. Ryby są?
Minister:
Są.
Prezes Rady Ministrów:
A więc sukces. Brawo! Rybacy są?
Minister:
Są.
Prezes Rady Ministrów:
Jesteś prawdziwą ozdobą rządu. Jak zdrowie?
Minister:
Dziękuję, nic mi nie dolega.
Prezes Rady Ministrów:
Cieszę się. Zdrowy minister to połowa sukcesu, bo i resort zdrowy. A jak resort zdrowy, pacjenci cieszą się, że przynajmniej komuś się powodzi. Gdybym przewidział, że pan będzie odnosić tak oszałamiające sukcesy, dałbym panu jeszcze jedną tekę. Teraz nie mogę, bo tek zabrakło. No, ewentualnie ta turystyka, gdyby były prezydent jej nie przyjął. Pomyślę o tym. O szkolnictwo nie pytam, bo nie jestem wścibski, a w szkolnictwie wyższym? Rok akademicki już się rozpoczął?
Ministerzyca:
Niech sprawdzę w notatkach. Tak, dwa tygodnie temu.
Prezes Rady Ministrów:
Jak ten czas leci. Człowiek ma tyle obowiązków, że zapomniał. Doskonale, niech studiują, nic innego im nie pozostało. Teraz praca. Panie ministrze, jak się tam pan nazywa, bo wyleciało mi z głowy, zresztą, mniejsza z tym, przecież to nie ma znaczenia. Proszę trzymać rękę na pulsie. Nie na swoim!!! Na pulsie resortu. Michał, z tobą porozmawiam w jakiejś wolnej chwili, a o sprawach wewnętrznych jestem informowany na bieżąco. Którą mamy godzinę?
Minister od ryb:
Dochodzi południe.
Prezes Rady Ministrów:
Że też mój zegarek nie jest tak dokładny. Cóż, kochani, nie mam więcej czasu, inne obowiązki wzywają. Rolnictwem i gospodarką zajmują się koalicjanci, dlatego, panowie, odpowiadacie za to. Przed narodem. A naród, przyjaciele, naród, naród to wielka rzecz. Rzecz pospolita. Żegnam.
(Oklaski, oklaski, oklaski.)



Komentarze
Pokaż komentarze (236)