Prezesa można lubić lub nie. Można go podziwiać lub nie. Można się z nim zgadzać lub nie. Jednego wszak trudno mu odmówić: europejczom wszelkiej maści podnosi ciśnienie. A niektórym nawet odbiera resztki zdrowego rozsądku. Gdyby rzecz dotyczyła zwykłych politycznych czy ideowych przeciwników, w końcu któryś z nich wpadłby na prostą, czyli genialną myśl. Próba pokonania albo przynajmniej zneutralizowania Kaczyńskiego mogłaby się udać wyłącznie wówczas, gdyby starano się przemilczeć jego istnienie. Europejcze nie myślą jednak racjonalnie, dlatego w końcu sami, wbrew własnej woli, doprowadzą do jego zwycięstwa. Być może pełnego zwycięstwa.
Brak racjonalnego myślenia nie jest zresztą jedynym mankamentem europejczów. Zjada ich również nienawiść. A nienawiść, jak każda rzecz zła, ma krótkie nóżki. Można, posługując się nią, zniszczyć państwa, nie można jednak zniszczyć świata. Europejcze, pozbądźcie się nienawiści, poczujecie się lepiej. Może nie od razu, może będą nawroty choroby, ale uzdrowienie przyjdzie. Trzeba jedynie czekać i wierzyć.
Nienawiść jest obrzydliwa, tym bardziej obrzydliwe są jej objawy, ale jeśli egzystuje w towarzystwie śmieszności, przynosi jeszcze bardziej opłakane skutki. Ostatnio widzieliśmy je jako reakcję na uczestnictwo Kaczyńskiego w Mszy pogrzebowej Mazowieckiego. Michnik, bardzo już podstarzały Casanova politycznego i ideowego uwodzicielstwa, któremu nadal wydaje się, że wszyscy reagują na jego słowa tak samo, jak red. Lis. Redaktor Lis, który sam siebie wdzięcznie nazwał beneficjentem obecnego układu. Nasz Casanova, jak każdy wczorajszy uwodziciel, sądzi, że ujmujący sposób bycia (a Michnik, gdy chce, umie być ujmujący) i przypomnienie kilku nazwisk znanych wszystkim przed dwiema dekadami, dziś porwą tych, których porwać najłatwiej - młodych. Cóż za oderwanie od rzeczywistości!
Redaktor Michnik, manipulant zawołany, wzrok ma już słaby, ale węch ciągle dopisuje. Casanova, panie, prawdziwy Casanova. Kiedyś tam stracił wigor, ale pamiętał, co trzeba robić, by nie tracić reputacji. Michnik, chcąc skompromitować Kaczyńskiego, rzekł, że Jarek jest z nami, przynajmniej z powodu śmierci Mazowieckiego. Tylko naiwni mogli uwierzyć, że chodzi o okazanie dobrej woli, że wystraszeni przeciwnicy Kaczyńskiego tracą pewność siebie. Michnik jest bystry. Waldemar Kuczyński zapewne też jest bystry, ale skrzętnie tę bystrość ukrywa. Michnik był sekretarzem Słonimskiego, coś tam z przedwojennej błyskotliwości przejął i rozwinął, zadaje więc pchnięcia rapierem. Kuczyński sekretarzem Słonimskiego nie był, wali więc maczugą. "Jarek nie jest z nami" - grzmiał. I bardzo dobrze. To znaczy bardzo źle. Bardzo źle dla tych, którzy własne myśli wolą ukrywać. Kuczyński powiedział to, co inni woleliby na obecnym etapie pozostawić ukryte. I wyszło śmiesznie. Jak zwykle.
A teraz krótko o tym Krakowie. Ostrzegam Jarosława Kaczyńskiego. W Dniu Niepodległości strzeż się tego miejsca. Tam bowiem działa dobrze zorganizowana, liczna jak tjumeny chanów tatarskich, grupa. Grupa "Gińpis", daleka krewniaczka "Greenpeace". Kieruje nią Sekwoja Trismus - Klara Zetkin intelektualnego Krakowa. "Gińpis" potęgą swego intelektu (zwielokrotnionego), sprawności, karności i umiłowania porządku, czyli systemu, zetrze Kaczyńskiego i jego zwolenników jak marchew na tarce historii.



Komentarze
Pokaż komentarze (135)