capa capa
1158
BLOG

Premier podnosi poprzeczkę. Czas na zielony archipelag

capa capa Polityka Obserwuj notkę 188

Polska to dziwny kraj. Polska to piękny kraj. Polska to kraj nieustających sukcesów. Od kilku lat, dodajmy gwoli wyjaśnienia, bo wcześniej bywało różnie. Polskę mogą naśladować inne państwa. W innych państwach ministrów wymienia się, gdy są nieudolni, nielojalni, chorzy lub leniwi. W Polsce, i to jest jej kolejny wkład w rozwój polityki, odwrotnie. I bardzo dobrze.

Premier, nasz premier, nie wymienia ministrów nieudolnych lub leniwych, bo ich w rządzie nie ma. Wymienia więc zdolnych i pracowitych. Nie ma wyboru. Oczywiście, premier mógłby w ogóle nie zmieniać składu rządu, wszak jako znawca futbolu wie, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Ale premier, nasz i wasz pramier, nie jest wyłącznie znawcą futbolu. Jest przede wszystkim politycznym cudotwórcą. Polityczny cudotwórca tym różni się od zwykłego polityka, że - jak sama nazwa podpowiada - dokonuje cudów. Dla dobra nas wszystkich. Bo służy nam wszystkim. Z poświęceniem. 

A zresztą premier nie mógł postąpić inaczej. To znaczy mógł, ale nie chciał. Nie chciał, bo uznał, że nie uchodzi. Chowanie głowy w piłkę, w piasek, rzecz jasna, gdy szron na głowie byłoby faulem po kornerze. Jeśli raz dokonało się cudu, jak mawiał sławny Almanzor z Toledo, jest się na dokonywanie cudów skazanym. Dożywotnio. To taka nagroda za dobrze wykonywaną pracę. Gdy premier uczynił z naszej zapyziałej ojczyzny "zieloną wyspę", nie mógł przecież na tym poprzestać. Nie mógł, bo nas kocha. Jak ojciec, a ojciec niczego swym pociechom nie odmówi, co poświadczają przykłady tak przykładnych ojców, jak Goriot, Zadżumionych czy Ojciec królowej. "Zielona wyspa", czy tego chce, czy nie, musi przemienić się w "zielony archipelag". By wszystkim żyło się jeszcze lepiej.

To dlatego premier zmienił ministrów dobrych i bardzo dobrych, co w tym rządzie na jedno wychodzi, na ministrów dobrzejszych i bardzo dobrzejszych, co w odnowionym rządzie też będzie na jedno wychodzić. Poza tym bądźmy ludźmi. W końcu odchodzący ministrowie tak bardzo się napracowali, że w pełni zasłużyli na wypoczynek. A minister Nowak, który - jak na prymusa przystało - wyprzedził nieco pozostałe zmiany, ma szansę, niezbyt może dużą, ale jednak, na o wiele dłuższy odpoczynek.

Nowi ministrowie wydają się idealni. Jak ich poprzednicy, uczciwie dodajmy. Zanim nowy minister Szczurek policzy wszystko, co jest do policzenia, o ile umie liczyć według standardów poprzedniego ministra, w co nie ma powodu wątpić, na emeryturę zaczniemy przechodzić od osiemdziesiątego roku życia. Minister Kluzik, dwojga nazwisk Rostkowska, także da z siebie wszystko. Wszak jest matką, a któraż matka nie uchyliłaby swym dzieciom nieba. Nie mam watpliwości, że pani minister także swym dzieciom uchyli nieba. Tak dobrze jej z oczu patrzy. Na ministerialny obiektywizm pani minister, także dwojga nazwisk, Kolarskiej-Bobińskiej również liczymy. Obiektywizm ma ona bowiem we krwi, czemu niejednokrotnie dawała dowody, jako socjolog bezstronnie komentując wydarzenia polityczne. Taki, rzekłbyś, profesor Kik w spódnicy. A swoją drogą, skoro już o tym wspomniałem, może wszyscy ministrowie odnowionego rządu powinni mieć dwa nazwiska, bo i pani prezydent miasta stołecznego ma. I wyraźnie jej to służy. Na przykład Sikorski-Metternich, Sienkiewicz-Mniszkówna, Kalinowski-Pawlak. Bo Kalinowski-Witos brzmiałoby głupio. Szkoda, że nie ma już ministra Nowaka, ten mógłby się nazywać Nowak-Omega. Albo jakoś tak.

Minister Biernat, chociaż nie jest, jak się zdaje, z Lublina, kocha sport, czegoś tam o sporcie się uczył, a zatem godnie zastąpi minister Muchę. Z pewnością odniesie jeszcze większe sukcesy, gdy przesunie zainteresowania ministerstwa z piłki nożnej na bierki. Bierki mogą w przyszłości stać się dyscypliną olimpijską albo przynajmniej paraolimpijską, jeśli zatem rozwiniemy tę dyscyplinę, za kilka dekad możemy się stać prawdziwymi mistrzami. A nawet, jeśli się bardziej poszczęści, arcymistrzami.

Dwóch rzeczy żal. Nie mówię, że mam o to do premiera pretensję, mówię jedynie, że dwóch rzeczy mi żal. Odejścia ministra Boniego, który z taką energią cyfryzował, że moja klawiatura sama, bez żadnych nacisków, przeszła z systemu liter na system cyfr. I odwrotnie. To się nazywa siła sugestii. Ministerialnej sugestii. Boleję również nad niewykorzystaniem Waldemara Kuczyńskiego, o red. Wołku nie wspominając. Waldemar Kuczyński, kierując ministerstwem rzeczywistości równoległej, mógły nas wszystkich doprowadzić do archipelagu, zielonego archipelagu, o wiele szybciej.

Byłbym zapomniał. Całe szczęście, że nie odwołano rzecznika Grasia. Rzecznik Graś mógły, świętując to wydarzenie, podpisywać się Graś-Niezastąpiony. Graś-Bezdomny (powinowaty Nikanora Bosego) - brzmiałoby niestosownie.

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (188)

Inne tematy w dziale Polityka