Polska to dziwny kraj. Polska to piękny kraj. Polska to kraj nieustających sukcesów. Od kilku lat, dodajmy gwoli wyjaśnienia, bo wcześniej bywało różnie. Polskę mogą naśladować inne państwa. W innych państwach ministrów wymienia się, gdy są nieudolni, nielojalni, chorzy lub leniwi. W Polsce, i to jest jej kolejny wkład w rozwój polityki, odwrotnie. I bardzo dobrze.
Premier, nasz premier, nie wymienia ministrów nieudolnych lub leniwych, bo ich w rządzie nie ma. Wymienia więc zdolnych i pracowitych. Nie ma wyboru. Oczywiście, premier mógłby w ogóle nie zmieniać składu rządu, wszak jako znawca futbolu wie, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Ale premier, nasz i wasz pramier, nie jest wyłącznie znawcą futbolu. Jest przede wszystkim politycznym cudotwórcą. Polityczny cudotwórca tym różni się od zwykłego polityka, że - jak sama nazwa podpowiada - dokonuje cudów. Dla dobra nas wszystkich. Bo służy nam wszystkim. Z poświęceniem.
A zresztą premier nie mógł postąpić inaczej. To znaczy mógł, ale nie chciał. Nie chciał, bo uznał, że nie uchodzi. Chowanie głowy w piłkę, w piasek, rzecz jasna, gdy szron na głowie byłoby faulem po kornerze. Jeśli raz dokonało się cudu, jak mawiał sławny Almanzor z Toledo, jest się na dokonywanie cudów skazanym. Dożywotnio. To taka nagroda za dobrze wykonywaną pracę. Gdy premier uczynił z naszej zapyziałej ojczyzny "zieloną wyspę", nie mógł przecież na tym poprzestać. Nie mógł, bo nas kocha. Jak ojciec, a ojciec niczego swym pociechom nie odmówi, co poświadczają przykłady tak przykładnych ojców, jak Goriot, Zadżumionych czy Ojciec królowej. "Zielona wyspa", czy tego chce, czy nie, musi przemienić się w "zielony archipelag". By wszystkim żyło się jeszcze lepiej.
To dlatego premier zmienił ministrów dobrych i bardzo dobrych, co w tym rządzie na jedno wychodzi, na ministrów dobrzejszych i bardzo dobrzejszych, co w odnowionym rządzie też będzie na jedno wychodzić. Poza tym bądźmy ludźmi. W końcu odchodzący ministrowie tak bardzo się napracowali, że w pełni zasłużyli na wypoczynek. A minister Nowak, który - jak na prymusa przystało - wyprzedził nieco pozostałe zmiany, ma szansę, niezbyt może dużą, ale jednak, na o wiele dłuższy odpoczynek.
Nowi ministrowie wydają się idealni. Jak ich poprzednicy, uczciwie dodajmy. Zanim nowy minister Szczurek policzy wszystko, co jest do policzenia, o ile umie liczyć według standardów poprzedniego ministra, w co nie ma powodu wątpić, na emeryturę zaczniemy przechodzić od osiemdziesiątego roku życia. Minister Kluzik, dwojga nazwisk Rostkowska, także da z siebie wszystko. Wszak jest matką, a któraż matka nie uchyliłaby swym dzieciom nieba. Nie mam watpliwości, że pani minister także swym dzieciom uchyli nieba. Tak dobrze jej z oczu patrzy. Na ministerialny obiektywizm pani minister, także dwojga nazwisk, Kolarskiej-Bobińskiej również liczymy. Obiektywizm ma ona bowiem we krwi, czemu niejednokrotnie dawała dowody, jako socjolog bezstronnie komentując wydarzenia polityczne. Taki, rzekłbyś, profesor Kik w spódnicy. A swoją drogą, skoro już o tym wspomniałem, może wszyscy ministrowie odnowionego rządu powinni mieć dwa nazwiska, bo i pani prezydent miasta stołecznego ma. I wyraźnie jej to służy. Na przykład Sikorski-Metternich, Sienkiewicz-Mniszkówna, Kalinowski-Pawlak. Bo Kalinowski-Witos brzmiałoby głupio. Szkoda, że nie ma już ministra Nowaka, ten mógłby się nazywać Nowak-Omega. Albo jakoś tak.
Minister Biernat, chociaż nie jest, jak się zdaje, z Lublina, kocha sport, czegoś tam o sporcie się uczył, a zatem godnie zastąpi minister Muchę. Z pewnością odniesie jeszcze większe sukcesy, gdy przesunie zainteresowania ministerstwa z piłki nożnej na bierki. Bierki mogą w przyszłości stać się dyscypliną olimpijską albo przynajmniej paraolimpijską, jeśli zatem rozwiniemy tę dyscyplinę, za kilka dekad możemy się stać prawdziwymi mistrzami. A nawet, jeśli się bardziej poszczęści, arcymistrzami.
Dwóch rzeczy żal. Nie mówię, że mam o to do premiera pretensję, mówię jedynie, że dwóch rzeczy mi żal. Odejścia ministra Boniego, który z taką energią cyfryzował, że moja klawiatura sama, bez żadnych nacisków, przeszła z systemu liter na system cyfr. I odwrotnie. To się nazywa siła sugestii. Ministerialnej sugestii. Boleję również nad niewykorzystaniem Waldemara Kuczyńskiego, o red. Wołku nie wspominając. Waldemar Kuczyński, kierując ministerstwem rzeczywistości równoległej, mógły nas wszystkich doprowadzić do archipelagu, zielonego archipelagu, o wiele szybciej.
Byłbym zapomniał. Całe szczęście, że nie odwołano rzecznika Grasia. Rzecznik Graś mógły, świętując to wydarzenie, podpisywać się Graś-Niezastąpiony. Graś-Bezdomny (powinowaty Nikanora Bosego) - brzmiałoby niestosownie.



Komentarze
Pokaż komentarze (188)