Nareszcie się doczekaliśmy. Każdy z nas nie mógł tego dłużej znosić. Ciągle tylko partia. A to zegarek czy zegarki, a to coś znowu innego. Dość! Basta! Wreszcie niezależne organy dopatrzyły się czegoś w PiS-ie. Na pierwszy ogień idzie poseł Hofman, ale pierwszy ogień nigdy nie jest ogniem ostatnim, jak mawiał Prometeusz z Kaukazu.
Na wieść o pierwszym ogniu przypomniał nam się, piszę nam, bo żona ma lepszą pamięć, wystrzał z Aurory ("Już z Aurory wystrzał padł ..."). Uradowani odtańczyliśmy rondo del fuego. Myślimy zresztą, to znaczy żona myśli, ja powtarzam, że się jeszcze natańczymy za wszystkie czasy. Otóż okazuje się, wszystkie smoki o tym zieją, że w PiS-ie każdy ma coś na sumienu. A poseł Suski ma nawet na żołądku. Nie widziałem wprawdzie, ale tak mówią. Każdy ma coś na sumieniu. Bez wyjątku.
Do nas doszły słuchy, a raczej "zieje", jeśli wolno to tak ująć, jedynie o najważniejszych personach, ale w końcu kim ja jestem, żeby zionąć we mnie wszystkimi informacjami. Żona to co innego, ona jednak jest dyskretna, a poza tym z zasady nie we wszystko mnie wtajemnicza.
Ja dyskretny nie jestem, wtajemniczam wszystkich. Uwaga! Zaczynam. Prezes, zastrzegam, bo za takie pisanie można zostać nawiedzonym przez pisowskie bojówki, zastrzegam zatem, że to tylko wieści, które do mnie doszły, prezes podczas kręcenia "O dwóch takich" miał rozdawać autografy, podpisując się "Peter Lorre". U nas za to grozi poważna kara, ale o to mniejsza. Podobno Stany Zjednoczone już wystosowały pismo o ekstradycję prezesa, a w Stanach Zjednoczonych za takie przestępstwo idzie się do Sing Sing. W dodatku bez Maryli Rodowicz. Nie ma prezesa, nie ma PiS-u. Tylko posła Niesiołowskiego żal, bo biedak gotów popaść w depresję.
To bynajmniej nie wszystko. Podobno poseł Macierewicz miał sprowadzić na naszą nieszczęsną, w dodatku rozbitą na dzielnice Polskę trzy najzady mongolskie. Poseł Brudziński podobno moczył się w nocy. Niby nic. Też się moczyłem. Nie moczyła się jedynie moja żona. Ale problem w tym, że poseł Brudziński moczył się jeszcze przed ukończeniem drugiego roku życia, co ewidentnie podpada pod paragraf obrazy moralności. A poseł Błaszczak mówi przez sen. Tego zarzutu, powiem szczerze, nie rozumiem, chyba że chodzi o grubszą sprawę. Jeśli bowiem obce mocarstwo, na przykład Księstwo Mokrych Aligatorów, zamontowało w sypialni posła Błaszczaka mikrofony ... Poseł może się bronić, że nie popełnił przestępstwa, ale w polityce dla takiego gadatliwego posła miejsca już nie ma. Poseł Jurgiel, gdy był ministrem rolnictwa, podobno potajemnie z domu przynosił codziennie po dwa ziemniaki do ministerstwa, żeby udowodnić, że jest najlepszym ministrem rolnictwa od czasów Piasta. Że to niby pod jego kierownictwem ziemniaki najlepiej rosną. Taki ziemniaczany Miczurin. Te ziemniaki, podobno, dotychczas zalegają w gabinecie ministra rolnictwa. Jako dowód koronny w sprawie. Szczególnie drastyczny jest, podobno, przypadek posła Kaczmarka. Poseł Kaczmarek nie jest żadnym agentem Tomkiem. Wyobrażacie to sobie! Agent Tomek został podmieniony. Podobno. Tajne służby brytyjskie przysłały na jego miejsce swego najbardziej zakonspirowanego agenta. Bonda. Jamesa Bonda. Nie muszę tłumaczyć, dlaczego to uczyniły. Wiem, wiem. Ktoś powie, że to jednak przesada. Otóż nie. Jak powszechnie wiadomo, a wiadomo to powszechnie dzięki osiągnięciom polskiej nauki nieakademickiej, Anglicy wyspecjalizowali się w podmienianiu ludzi. Jeśli mogli zastąpić Iwana Groźnego, to tym bardziej agenta Tomka. W końcu, mimo całej krwiożerczości agenta Tomka, gdzie mu do Iwana. Anglicy tacy są. Robią to dla sportu. Żeby nie wyjść z wprawy.
Innymi słowy - PiS-u już nie ma.
Kochani, w tej sytuacji rządzimy do końca dni. Do utraty tchu.



Komentarze
Pokaż komentarze (110)