Prezes staje się naprawdę nie do zniesienia. Dopóki niszczył demokrację na naszym "zielonym archipelagu", mogliśmy zaciskać zęby, jeśli ktoś je jeszcze ma, i czekać na werdykt narodu. Nadzieje były wielkie, skoro PiS balansuje w sondażach opinii publicznej w okolicach 15 %. Za dwa lata z tych 15 zrobi się 5, a z pięcioma różnie bywa. Licząc błąd statystyczny, mogą zostać trzy. A z trzema można wyłącznie koty ... prowadzać. O innych sondażach nie wspominam, bo wiadomo, że nie są wiarygodne.
Problem pojawił się dosłownie przed chwilą, gdy okazało się, że prezes niszczy nie tylko naszą demokrację. Dlaczego to czyni? Też pytanie! Bo jest destruktorem totalnym. Mało mu naszej demokracji, dobrał się do ukraińskiej. Niech nikogo nie zwiodą bowiem pochwały kierowane pod jego adresem za obecność w Kijowie. Głoszono je, gdy jeszcze nie wszystko o sytuacji na Ukrainie było jasne. Jeśli główny doradca prezydencki prof. Kuźniar daje do zrozumienia, że z tymi niepokojami nie wszystko jest w porządku, to znaczy, że wszystko jest w porządku. I trzeba to powiedzieć wprost: prezesa chwalono przedwcześnie i w sposób całkowicie nieuzasadniony. Że też premier nie ma takiego znakomitego doradcy!
I jeszcze na dokładkę (widocznie jest przy wszystkich swoich wadach dodatkowo łakomczuchem) prezes po raz kolejny zlekceważył zaproszenie na posiedzenie RBN-u. Słowo "skandal" niczego tu nie wyjaśnia. Rada ta, jak sama nazwa wskazuje, ma służyć bezpieczeństwu państwa, ergo albo bingo, co na jedno wychodzi, prezes lekceważy nasze narodowe bezpieczeństwo. To jest polityk? To politykier!
Przecież na takim posiedzeniu RBN najpewniej dyskutowano kwestie ogromnej wagi. Przeogromnej. Nie wiem, do jakich wniosków doszli dyskutanci, nie zaproszono mnie bowiem (i słusznie, i słusznie, gdyby wszyskich zapraszano, zrobiłby się tłok), ale wyobrażam sobie, że do wiekopomnych. Wyobrażam sobie, jeśli się mylę, przepraszam, że ustalono, że (jeśli komuś się nie podoba to "że", proszę czytać "iż") bardzo szanujemy Ukrainę. Że to wielkie i wspaniałe państwo. Że Polska też jest wielkim i wspaniałym państwem. Że Polska i Ukraina powinny żyć w sąsiedzkiej przyjaźni. Że na Ukrainie potrzebny jest spokój. Że za ten spokój trzymamy kciuki, a nasz minister spraw zagranicznych twittnie coś pokrzepiającego do bratniego narodu ukraińskiego.
A skoro już o ministrze mowa. Twittnął to, co twittnął, zareagowano na to twittnięcie, jak zareagowano, nawet premier twitt ..., nawet premier zareagował, a minister w gruncie rzeczy pozostał przy swoim. Trochę to przypomina małego Dyzia, który nasiusiał do wazonu, mamusia go skarciła, a Dyzio nasiusiał ponownie. Jeśli kogoś razi siusianie, może sobie wstawić "dłubanie w nosie". Może, ale to też jest estetycznie takie sobie. Jak zareagował premier na Dyzia, na ministra, rzecz jasna, nie zareagował. Inny na jego miejscu ... A on nie. A dlaczego? Bo jest chodzącą tolerancją, czego antypaństwowi pisowcy nie chcą przyjąć do wiadomości.
Na koniec wyjaśniam tytuł. Cieszmy się, że nie rządzą nami "dyplomatołki" z PiS-u. Jeśli ktoś sobie wyobrażał, że ten tytuł trzeba interpretować inaczej, nie powinien pracować w dyplomacji. Przynajmniej na razie.



Komentarze
Pokaż komentarze (71)