Oto pytanie! Co chciał powiedzieć nam, rodakom, co chciał powiedzieć premierowi? Bo że coś jednak chciał powiedzieć, nie ulega wątpliwości. Niegrzecznością byłoby zakładać, że poproszono A. Smolara o wyrażenie swojej opinii, na której nikomu nie zależy. Albo, że A. Smolar powiedział tych kilka słów tylko dlatego, że nie miał akurat nic innego do roboty. Ot, tak. Z nudów. Niejeden ciężar trzyma na swych zasłużonych i spracowanych barkach A. Smolar, byśmy mogli uwierzyć, że ma czas na nudę.
Gdyby to, co powiedział A. Smolar, powiedział, dajmy na to, W. Kuczyński, moglibyśmy zająć się peregrynacjami K. Marcinkiewicza pt. Jak szczęśliwie znaleźć drogę do partii i zostać - choćby tylko - dygnitarzykiem. Smolar to jednak nie Kuczyński. Kuczyński mówi, chociaż nie zawsze sprawia wrażenie, że wcześniej rzecz całą przemyślał. Gdy mówi Smolar, wiemy, że sprawa została przemyślana, przedyskutowana i nadaje się do powtarzania przez mniej bystre persony. Poza tym A. Smolar na ogół jest całkiem nieźle poinformowany. Nie powinno to nikogo dziwić, bo w końcu któż może być lepiej poinformowany od niego. Nie zawsze trzeba wierzyć w to, co mówi, to jasne jak słońce, bo A. Smolar przyswoił sobie umiejętność mówienia do wtajemniczonych i mówienia do wtajemniczonych inaczej.
Gdy więc mówi, że Polska rozwija się dziś dobrze, że poprawiła się koniunktura, co niebawem wszyscy odczujemy, w oczywisty sposób zwraca się do wtajemniczonych inaczej. Ale i wówczas mówi coś ważnego. Mówi, że nie wszystko jest stracone, że obrany kurs jest dobry, czyli innymi słowy przekonuje nas, nas wtajemniczonych inaczej, że partia nadal powinna rządzić. Nie darmo zresztą przez kilka poprzednich lat z entuzjazmem partię nam zachwalał.
Wtajemniczonym A. Smolar mówi więcej. Delikatnie wprawdzie, ale dość stanowczo, odcina się od premiera. I to w tak radosnym okresie, jakim powinien być początek nowego roku. Święta, bale, tańce, hulanki, swawole. Taki nastrój powinno się wykorzystać. Zwłaszcza że oszczędzająca nas zima daje nadzieje na szybkie grillowanie. A grillowanie to zapominanie o troskach. Wiedząc o tym, bo wszak wie dużo więcej od nas, zwykłych zjadaczy chleba, A. Smolar postanowił popsuć humory wtajemniczonym. Premier, jego zdaniem, utracił kontakt ze społeczeństwem. Czyli, jak mawiano dawniej, stracił kontakt z masami, oderwał się od mas. Dawniejsi nasi przywódcy, gdy zbyt ostentacyjnie odrywali się od mas, przestawali pełnić funkcje kierownicze. Czy nie to chce A. Smolar powiedzieć wtajemniczonym? Oczywiście, mógł to wyrazić dosadniej. Mógł stwierdzić, że premier powinien lub musi odejść. Ale czy stwierdzenie, że zmiany dokonywane przez premiera w ostatnim czasie są rozczarowujące, że rozpad partii budzi niepokój, że partia coraz bardziej pogrąża się w chorobie, że premier bardziej zajmował się Gowinem i Schetyną, zamiast zajmować się interesami Polski, nie jest tym samym, wyrażonym jedynie innymi słowami?
Co po usłyszeniu tych słów uczynią wtajemniczeni? Co pomyśli premier? Ten ostatni ma naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony A. Smolar, z drugiej wierne blogerskie amazonki, które niezmiennie powtarzają, że PiS-u już właściwie nie ma. Że dziś, najdalej jutro ta pokraczna partia się rozpadnie w odłamków stos. Jak zwierciadło.
W czyje słowa wsłucha się premier? Czyje słowa przekonają wtajemniczonych? Czy wtajemniczeni inaczej doznają szoku? Pożyjemy, zobaczymy.



Komentarze
Pokaż komentarze (63)