596 obserwujących
693 notki
3896k odsłon
  2556   0

SZCZURY

 

"Przez blisko pół wieku, do końca XVII stulecia, w Wicekrólestwie Neapolu panoszyły się demoralizacja, korupcja, pogarda dla praw Boskich i ludzkich, niechęć do pracy, obojętność, apatia, atrofia oporu przeciw obcemu panowaniu. Dżuma zabiła w ocalałych, w ich dzieciach, wnukach i prawnukach smak, wartość i godność życia zrzeszonego, ze wszystkimi jego blaskami i nędzami." – napisał Gustaw Herling-Grudziński w epilogu „Dżumy w Neapolu”.

Jeśli literatura ma nam pomóc w zrozumieniu rzeczywistości, nie istnieje passus bardziej celny dla opisania stanu do jakiego doszliśmy po 20 latach „wolnej od komunizmu” Polski. W swoim opowiadaniu Herling-Grudziński nawiązywał metaforycznie do stanu wojennego. „Jestem pewien – mówił po latach – że skutki dżumy stanu wojennego trwają nadal, a ja dla celów literackich przedłużyłem je w tym opowiadaniu na pokolenia, aż do prawnuków. (...) Bo stan wojenny dla życia społecznego był procesem strasznym i jeszcze długo  będziemy się z niego w Polsce otrząsać. Stan wojenny był po prostu ponownym procesem intensywnej sowietyzacji...”

Czy o czasach dzisiejszych autor „Innego świata” nie powiedziałby, że stanowią kontynuację tamtej dżumy, która miała zabić w nas wspólnotę narodu i zepchnąć Polaków na drogę transformacji, w skarlałą formę „człowieka sowieckiego”? Znając antykomunizm Herlinga i jego sprzeciw wobec „wielkiego zamazywania” można sądzić, że użyłby dziś tych samych słów dla opisania procesów z jakimi mamy do czynienia.

Jeśli dla rządów z okresu stanu wojennego wspólnota społeczna była śmiertelnym zagrożeniem, a każdy przejaw wolnej myśli rodził lęk przed prawdą - musiały zarazić dżumą całą przestrzeń zbiorową, czyli, jak napisał Herling – „zabić w ocalałych, w ich dzieciach, wnukach i prawnukach smak, wartość i godność życia zrzeszonego". O nią przecież, o wielkość odnalezioną we wspólnocie, która chciała aktywnie współtworzyć własną rzeczywistość, toczyła się wówczas walka. I toczy nadal.

Dlatego każdy przejaw tej wielkości, a nawet wspomnienie o niej, wyrosłe z ideałów roku 1980 jest dziś ponownie zabijane i spychane w otchłań rozmyślnych  sporów i konfliktów. Podobnie – więź, jaką poczuliśmy po 10 kwietnia ma zostać zasypana warstwą szyderstwa, obłudy i kłamstw. To Herling przypomniał kiedyś, że „ostateczna walka rozegra się między złodziejami pamięci i okradanymi z niej narodami, społeczeństwami, jednostkami”. Te słowa, brzmią dziś jak proroctwo.

Ci sami, którzy przywlekli dżumę do naszych czasów, korzystając z wielkiej mistyfikacji „transformacji ustrojowej” postępują z nami niczym szczury roznoszące zarazę, gotowe na wszystko, byle tylko zachować prawa własnego gatunku. Ich fałsz, wylewający się z telewizorów, sączony jadem dziennikarskich bredni nie jest niczym innym, jak camusowską dżumą, za którą  umierały z zakrwawionymi pyskami tuż pod stopami ludzi”.

Nawet państwo, którego namiastkę nam stworzyli przypomina przeklęty Oran – miasto zadowolone z gnuśnej doczesności, „pozbawione ptaków, drzew i ogrodów” – tego wszystkiego, co mogłoby zburzyć bezmyślność oranowskich obywateli i wzbudzić w nich niebezpieczne pragnienia.  Oni sami nie dostrzegają tego braku, zaprzęgnięci w hermetyczną codzienność, zaślepieni wrzaskiem mediów i poddani własnym słabościom, rzuconym niczym ochłap - namiastka  wolności.  Nawet tragiczne zdarzenie, na skalę 1000 letniej historii nie zdołało wyrwać ich ze ślepoty i marazmu. Jak w Oranie – utracili poczucie wspólnoty i zdolność dokonywania wyborów, pozwalając, by zatryumfował cyniczny głos miernot bełkoczących o "wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej".

Należało im odpowiedzieć - tak, tę tragedię trzeba koniecznie wykorzystać, trzeba ją wydobyć - by Polacy zrozumieli do czego prowadzi nienawiść, przyjęta jako program polityczny; czym kończą się spory sterowane przez "trzeci element" wrogiego mocarstwa, jaką cenę trzeba zapłacić w obronie pamięci. Ci w Smoleńsku zginęli po to, byśmy potrafili "wykorzystać" ich ofiarę.

Czyż szczury roznoszące dżumę nie wiedziały, że "jeśli epidemia się rozszerzy, swobodniejsze staną się również obyczaje. Ujrzymy mediolańskie saturnalia na skraju grobów" i to, co powinno przerazić stanie się obrazem powszednim? Dlatego zobaczyliśmy zgraję naigrywającą się z krzyża i usłyszeliśmy o zmarłych słowa, jakich nie wypowiadano dotąd w Polsce. Zło nienazwane i nie napiętnowane stało się częścią „normalnego” życia i niczyjej uwagi nie zaprzątają „umierający w ukryciu”. Nie są tematem dla mediów, „bowiem szczury umierają na ulicy, a ludzie w domu”.

Jeśli ktoś sądzi, że przywołuję ten literacki obraz, by raz jeszcze opisać rzeczy dla wielu oczywiste lub epatować retoryką „Dżumy”  – jest w błędzie. Użyłem go, ponieważ zawiera w sobie nie tylko narrację odpowiadającą naszej rzeczywistości, ale przede wszystkim objawia środek na pokonanie niszczącej patologii. Środek uniwersalny. Jeśli kogoś to dziwi niech pamięta, że sam Camus, umieścił na początku swojej książki motto autorstwa Daniela Defoe: "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje”.

Wiedza o dżumie  nie pozostawia złudzeń.

Musimy wiedzieć, że będzie zabierała kolejne ofiary, a to, czego jesteśmy świadkami może być zaledwie początkiem epidemii. „Wszystko, co człowiek może wygrać w grze dżumy i życia, to wiedza i pamięć” – mówi jeden z bohaterów Camusa. Niewiele, gdy odnosi się do jednostek. Wszystko – jeśli dotyczy narodu.

Wierzyliśmy przecież, że w historii jest coś więcej niż tylko fakty i statystyka. Wierzyliśmy, że istnieją postawy nie tylko społeczeństwa, ale i narodów, których nie można przewidzieć, które nie tylko zależą od konkretnych czynników gospodarczych i społecznych, ale od rzeczy trudnych do uchwycenia, tajemniczych, nieprzewidywalnych.

Sprawa tragedii smoleńskiej, wiedza o jej przebiegu i przyczynach, ale też pamięć o ofiarach to obrona przed dżumą. Tak konieczna, jak serum podawane mieszkańcom Oranu.

 Ta myśl może się wydać śmieszna, ale jedyny sposób walki z dżumą to uczciwość.” – mówi inny z bohaterów. I zapewne jest śmieszna, gdy widzimy jak żyją nieliczni uczciwi, „nieprzystosowani” do polskiej codzienności, zepchnięci na jej margines.

Ale to oni są wolni od zarazy, skoro dżuma atakuje egoizmem, obojętnością, ślepotą wobec potrzeb innych ludzi. Atakuje tych, którym dobro miesza się ze złem, „uduszonych siłą bezkształtu”, któremu nie potrafią się przeciwstawić ani go odrzucić.

Wiemy również, że „dżuma polega na zaczynaniu od nowa”, a tym nowym musi być budowanie wspólnoty, „ godność życia zrzeszonego”,której tak bali się twórcy stanu wojennego, jak groźna jest dla dzisiejszych decydentów. Oni i ich medialni akolici chcą nam zabrać wielkość tej wspólnoty, nie tylko dlatego, że prowadzi do odbudowy tożsamości narodu, tworząc z „masy” świadome jednostki, ale też po to, byśmy nadal trwali w poczuciu bezsilności, przekonani, że najlepszym rozwiązaniem jest odizolowanie się od brudnej i nikczemnej sfery politycznej, w której chodzi już tylko o pieniądze, wpływy i stanowiska, byśmy uwierzyli,  że wobec ogromu zła jesteśmy bezradni i skazani na los mieszkańców Oranu.

Lubię to! Skomentuj111 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale