ochocki ochocki
908
BLOG

Chiński syndrom

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 4

Chińskim syndromem specjaliści od elektrowni jądrowych nazywali kiedyś taką sytuację, w której awaria systemów chłodzenia reaktora prowadzi do przegrzania rdzenia, który przez roztopione fundamenty zagłębia się we wnętrzu Ziemi, i przebija planetę na wylot, lądując w Chinach. Współczesny syndrom chiński, który nad nami krąży, jest o wiele bardziej prawdopodobny. A będzie to wyglądało tak:

Kiedy kolosalne zadłużenie ogarniające Grecję, Irlandię, Portugalię, Hiszpanię i tak dalej przekroczy pewien punkt krytyczny, powyżej którego niemożliwe już będzie ratowanie Unii Europejskiej siłami jej największych mocarstw gospodarczych, spryciarze kręcący tym całym geszeftem usiądą, policzą, i wyjdzie im, że lepiej pożyczyć prawdziwe pieniądze od kogoś, kto je ma, niż drukować fałszywe. Spirala inflacji nakręcona emisją pustego euro po prostu da o sobie znać dużo wcześniej, niż nadejdzie termin spłaty kredytu. Jak wiemy, politycy w demokratycznie rządzonych krajach Unii nie potrafią rozumować w perspektywie dłuższej, niż wynosi ich następna ewentualna kadencja. Zaciąganie pożyczek wewnętrznych w stylu naszego ministra Rostowskiego jest wygodne, kiedy chodzi o drobne na bieżącą konsumpcję w niewielkich liczbach bezwzględnych; skala zadłużenia poszczególnych państw UE już dziś przewyższa jednak możliwości społecznej akceptacji dla tego rodzaju szwindlu w wymiarze europejskim. Niemcy, Holendrzy i Austriacy nie zrezygnują ze swoich emerytur w imię ratowania jakiejś Grecji. W ostateczności nie tam, tylko na Karaibach spędzą jesień życia.

Być może nawet takie kroki zostaną przez Unię podjęte - tym gorzej dla niej. Snute obecnie projekty emisji wspólnych obligacji spalą na panewce, bo wymagają utworzenia jednolitej polityki ekonomicznej, bez dzielenia rynku na gospodarki narodowe, na co nie chcą się zgodzić najbogatsze państwa, ale niech i nawet... Prędzej czy później niewydolny ekonomicznie eurokołchoz będzie musiał zabiegać o wsparcie finansowe na zewnątrz, i im dłużej będzie się miotał, tym więcej później pożyczy.

Eurokołchoz nie weźmie kredytu jako metropolia - na to nie zgodzą się ci sami Niemcy i Francuzi, z tych samych powodów, dla których dziś nie zamierzają finansować europejskiego ogona. Duże i relatywnie mało zardzewiałe gospodarki tych mocarstw nie będą brały na siebie niepotrzebnego ryzyka w imieniu zadłużonej po uszy biedoty. Po kredyty ustawią się w kolejce zadłużone kraje - Grecja, Irlandia, Portugalia, Hiszpania, być może Węgry i najprawdopodobniej Polska. Kwitować odbiór gotówki będą nie dyrektorzy kołchozu, ale kierownicy jego oddziałów w terenie.

Pożyczać będziemy od Azjatów, bo tylko oni w ogóle mają dziś jakiekolwiek pieniądze. USA, zdolne do udzielenia kredytu, byłyby lepszą alternatywą pod względem politycznym, ale Unia nie zechce raczej porzucić wizji dogonienia gospodarki amerykańskiej, i unosząc się czymś, co nazwie honorem, zwróci się po pomoc do Hindusów i Chińczyków. Ci ostatni wyglądają natomiast na bogatszych, i to nie dlatego, że są bogatsi, ale właśnie chcą na takich wyglądać. Jeśli Indie ogłoszą, że mogą pożyczyć tyle to a tyle, bo na więcej nie mogą sobie pozwolić, to Chiny zaoferują każdą kwotę, i nie kierując się rachunkiem ekonomicznym, lecz politycznym wyczuciem, wydobędą te pieniądze od samego diabła. Tego wymagać będzie imperialny interes Chin, którego realizacja już dziś powoduje, że chińskie banki pożyczają tzw. krajom rozwijającym się więcej, aniżeli Bank Światowy. Jeśli zestawić to z poziomem życia i dynamiką modernizacji państwa, i porównać te wskaźniki z indyjskimi, widać gołym okiem, kto tu zarabia dla dobra kraju i jego rozwoju, a kto szykuje się do ekspansji.

Dalej pójdzie już jak z płatka. Po 15-20 latach, czyli około roku 2030, do okrągłego stołu na sztucznej wyspie w Dubaju zasiądą panowie w garniturach i jeśli obrady będą toczone po angielsku, to będzie to jedyny możliwy do osiągnięcia sukces cywilizacji zachodniej w tych okolicznościach. Omawiane będą szczegóły planu umorzenia chińskiej pożyczki dla połowy krajów dawnej Unii. Jeśli piszę, że dawnej, to tylko z powodu optymistycznej wiary, że dawno się ona już rozleci, dla dobra pozostałych, dziś jeszcze nie skazanych na pożyczanie od Chińczyków państw.

Wytrawni dyplomaci w roku 2030 będą oczytani w historycznych niuansach polityki międzynarodowej. Zwłaszcza chińscy. Ci pewnie już dziś pilnie analizują taktykę władz PRL, które od lat 70-tych tak sobie radziły z tzw. opozycją demokratyczną, że zamiast ją mordować, i tym samym podpadać Zachodowi, który chętnie udzielał kredytów Gierkowi, wysyłały ją za granicę bez prawa powrotu. Chiny w 2030 roku będą miały takiej opozycji powyżej uszu, natomiast wyludniona Europa mając już dwa noże na gardle - chińską pożyczkę niemożliwą do spłacenia i równie trudne do wypłacenia emerytury - chętniej niż Arabów przyjmie pracowitych Chińczyków. W zamian za prawo pobytu w Europie dla iluś tam milionów sprawnych rąk do pracy, których Chiny mają nieograniczone zasoby, a chętnie pozbędą się tych zadziornych, umorzy się ileś tam miliardów dolarów kredytu. Europejski impas demograficzny zostanie przełamany - nieistniejące od lat z powodu spadku dzietności składki emerytalne pojawią się dzięki importowanym Chińczykom. Socjalizm po raz kolejny zostanie uratowany.

Czy to tak było, czy nie było, tylko się śniło? Każdy scenariusz political-fiction jest równie możliwy, co absurdalny, jeśli wybiega w przyszłość dalej niż najbliższa kolejka ekstraklasy. Czasem jednak widać po układzie tabeli, która z ligowych drużyn najbliższy mecz kupi lub sprzeda. Jeśli wizja chińskiej pożyczki nie skłoni do opamiętania liderów socjalistycznej Europy, to już nie wiem co skłoni. Może tylko taka anegdotka, popularna dawno temu na forach internetowych:

Kilka lat temu, kiedy mój kolega był jeszcze studentem, mieszkał w międzynarodowym akademiku. Osoby mieszkające w takim miejscu po pewnym czasie łapią zadziwiającą łatwość kontaktu z cudzoziemcami. Traf chciał, że wracając większa grupą z urodzin, nagwizdani jak szpadle, spotkali na bazarze dwóch Chińczyków. Chińczycy wracali do domu, ale tu znowu traf chciał, że nie mieli gdzie przez ostatnia noc mieszkać. Brać studencka przygarnęła ich do siebie. Chlano cały weekend. Chińczycy odjeżdżając zostawili chińska flagę z wyrysowanymi mazakiem różnymi znakami, których nikt nie potrafił odczytać. Flaga w charakterze ozdoby trafiła na ścianę. Aż dwa lata później znalazł się ktoś, kto hieroglify odszyfrował. Napis na fladze głosił: ŻOŁNIERZU ! OCAL TEN DOM ! TU NAKARMIONO CHIŃCZYKA !

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka