ochocki ochocki
507
BLOG

38 mln wykluczonych

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 3

Jestem pediatrą i wiem, że Tusk się zachowuje jak dziecko, które zasłania oczy i wchodzi pod stół. Dzieci wtedy myślą, że świata nie ma.
/Bartosz Arłukowicz, wywiad dla dziennika "Polska The Times" z grudnia 2009 r./

Pokażcie mi pediatrę, który zamiast leczyć dzieci szwenda się po Sejmie, a powiem wam, którego pediatry unikać, gdy wasze dziecko się przeziębi.

U nasz w Polsce można całkiem fajnie się urządzić, jeśli duża partia wpisze cię na pierwsze miejsce listy wyborczej. Dostaje się forsę na życie i biuro, immunitet, dostęp do różnych ciekawych ludzi i szansę na karierę w TV, jeśli umie się odpowiadać na pytania okrągłymi zdaniami. O ile kadencja nie zostanie pechowym zbiegiem okoliczności skrócona, mamy 4 lata spokojnego posłowania, które możemy przeznaczyć na kombinowanie, jak i z kim wejść do Sejmu na kolejny turnus.

Ci wszyscy parlamentarzyści (460+100), którzy bawią się w politykę udając z nadęciem, że służą Ojczyźnie, w rzeczywistości nawet nie są w stanie zbyt dużo popsuć. Naprawdę rządzi krajem nie Sejm z Senatem i Radą Ministrów, tylko dziesiątki tysięcy pracowników departamentów poszczególnych ministerstw, różni zawodowi urzędnicy, którzy nie mogą pochodzić z politycznych wyborów i przetasowań, żeby te ministerstwa w ogóle mogły funkcjonować. Gdyby nagle przepędzić Arłukowicza i pozostałych, a w gmachu Sejmu urządzić muzeum gumy do żucia, kraj odczułby wyłącznie poprawę - Tusk by powiedział, że zrealizował obietnicę o tanim państwie, a czas realizacji zamysłów władzy skróciłby się o te wszystkie sejmowe czytania, ględzenia, poprawki i głosowania.

No tak, ale kto by wtedy wyłaniał rząd, formował koalicję, podkupywał Arłukowiczów wygodnymi stanowiskami i 'jedynką' w Szczecinie dla przyciągnięcia elektoratu lewicowego, knuł i kombinował, kto by zaproponował na nocnej naradzie 'panowie, policzmy głosy'?

Lud wrzucający głosy do urny doskonale wie, że politykowanie jest trochę na niby, a kulisów prawdziwej polityki osoby postronne nigdy nie zobaczą. Na niby był także cytowany na wstępie wywiad, w którym doktor Arłukowicz diagnozuje premiera Tuska jako infantylnego chłopczyka, który legitymację do rządzenia ma taką, że strzela najwięcej bramek w meczach towarzyskich rozgrywanych przez swój rząd. Skoro dziś Arłukowicz do Tuska się przyłączył, i pewnie niedługo nazwie go w jakimś innym wywiadzie mężem stanu, to i koalicja PiS-SLD jest wykonalna. I nie w tym rzecz, że takie transfery i ugody są nieładne, czy niemoralne; politycy są od takiej właśnie brudnej roboty, pod warunkiem, że przynosi ona wymierną korzyść dla państwa i jego obywateli.

Arłukowicz przez najbliższe kilka miesięcy będzie zajmował się osobami wykluczonymi. Długo by opowiadać, kto jest z czego wykluczony i na jakiej zasadzie, ale jestem przekonany, że spryciarz pokroju Arłukowicza potrafi uzasadnić zakres swojej działalności tak rozlegle, że właściwie każdy z nas okaże się w jakiś sposób wykluczony. Ja jestem wykluczony intelektualnie, ktoś inny, kto nie ma iPoda - cyfrowo, zdarzają się politycy wykluczeni ortograficznie, poseł Kalisz jest wykluczony sportowo, jeśli zapragnie uprawiać łyżwiarstwo figurowe itd. Wykluczeniom nie ma końca, zaś arłukowiczowy urząd ma nieskończoną ilość rozmaitych kombinacji wykluczeń do opracowania. Czy działalność takiego urzędu będzie dla kraju korzystna? Wrodzona kultura osobista każe mi potraktować to pytanie jako retoryczne. Niech każdy odpowie sobie sam.

Propagandowy sukces Platformy polega na tym, że wraca ona do swojej pierwotnej idei tworzenia czegoś nie partyjnego, nie ściśniętego ideologią, ale obywatelskiego właśnie, jak głosi jej nazwa. Platformiany brak jakiegokolwiek pomysłu na kierunek działań zmusił PO do przekształcenia się w metapolityczny konglomerat ludzi do rządzenia, socjotechniczną korporację białych kołnierzyków, choćby nawet zapożyczonych z konkurencyjnych ugrupowań, byle się prezentowali na briefingach i wiernie odgrywali lektorów partyjnych SMS-ów słanych z centrali. Skoro istotą rządów PO jest brak działania, najlepszy sposób na uniknięcie popsucia czegokolwiek, trzeba wytworzyć dla elektoratu pozory aktywności. No i elektorat dostał Arłukowicza, który zatroszczy się o wykluczonych, czyli o wszystkich. A jeśli o wszystkich, to przecież o nikogo.

Teraz jeszcze tylko trzeba nakłonić kogoś w typie Macierewicza (który, mam nadzieję, jest nienakłanialny do takich numerów) do objęcia funkcji pełnomocnika rządu ds. polityki historycznej, której miłośników PO też musi uwzględnić w jesiennym liczeniu głosów. Może uda się ugrać jakieś 93% poparcia w wyborach, a tak słaby wynik będzie wyłącznie skutkiem zamknięcia stadionów, przez co te 7% kibiców odda głos na kogoś innego.

Jeśli 93% to tylko takie głupie żarty, to niespecjalnie bawi mnie coraz wyraźniej rysująca się szansa Platformy na obronę zajętych pozycji w Sejmie i rządzie. Nadchodzą wybory, w których najprawdopodobniej uda się po raz pierwszy w dziejach III RP utrzymać władzę partii rządzącej. Będzie to oczywiście zapowiedź wielkich kłopotów dla państwa, ale poprawi na krótko humory tak zwanej inteligencji, która uparcie się z PO utożsamia. Najgorsze jest to, że rząd zdołał przekonać wszystkich, którzy zarabiają mniej, że zarabiają więcej, a tych, którzy mieszkają w Irlandii przekonano, że tak naprawdę wrócili do kraju. Nic już nie jest w stanie wytłumaczyć elektoratowi, że wybierać należy rozsądnych i sprawnych, a nie tych co ładnie mówią i wyglądają. Jedyna nadzieja, że benzyna zdrożeje na tyle, że zdążymy się obudzić.

A co do dalszych losów doktora Arłukowicza, to akurat jestem pewien, że pozbędziemy się go szczęśliwie z pola widzenia przy okazji najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego, gdzie rozwinie skrzydła. Wykluczonych w Unii jest prawie 500 mln.

21.05.2011

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka