Starożytny prezydent Clinton powiesił był sobie nad łóżkiem - czy może nad biurkiem - napis 'Gospodarka, durniu!'. Badacze antycznych piktofonogramów nie są pewni, czy staroamerykańskie słowo economy Clinton rozumiał jako ekonomię, czy gospodarkę, ale legendę wciąż się przytacza, a gazety spekulują, czy Stany Zjednoczone ogłoszą bankructwo w sierpniu, czy dopiero jesienią.
Gdybym to ja został Clintonem, nosiłbym hasło 'Ręce precz od gospodarki, idioto!' wygrawerowane na klamrze pasa, bo nad łóżkiem przyzwoici ludzie wieszają karabelę. Obezwładniająca myślenie siła autorytetów z urzędu sprawia, że każdy cytat z dowolnego prezydenta USA urasta do rangi przykazania. Nikt nie usiłuje nawet spytać, co by było, gdyby władza do gospodarki wtrącała się jak najmniej.
* * *
Przygodny rozmówca opowiada, że chce kupić ziemię, na której postawi dom, ale ziemia jest orna i trzeba ją odrolnić znaczkiem skarbowym i mnóstwem wystanych w urzędach decyzji. Kiwam głową, że biurokracja jest okropna, ale on protestuje - woli pomęczyć się z urzędnikami, byleby istniała jakaś ochrona rolnictwa. Gdyby nie ona, byle cwaniak wykupiłby czarnoziemy do ostatniego ara i pobudował na niej sklepy, albo domy. Jak mój przygodny rozmówca, który to zrobi wbrew uciążliwym przepisom opiekuńczego dla rolników prawa.
* * *
Ponieważ frank szwajcarski drożeje (czemu winni są wcale nie Szwajcarzy, lecz emitenci tracącego na wartości euro) dobra władza pochyliła się z troską nad swoim elektoratem, który onegdaj zaciągnął korzystny kredyt w tej zdradzieckiej walucie. Jedni mówią, że Platforma troszczy się o swoich młodych, wykształconych, z wielkich ośrodków, inni podejrzewają prywatę pismaków, którzy licznie kredyty we frankach pobrali, i teraz chcą spowodować jakąś państwową interwencję poprzez medialne rozdmuchanie tematu.
* * *
Benzyna, która jest droga, zdrożeje niebawem jeszcze bardziej, bo jak raz nadciąga sezon huraganów w USA. Kiedy któraś z platform wiertniczych się rozhuśta, ceny baryłki idą w górę. Tymczasem prezydent RP ogłosi termin wyborów parlamentarnych i już będzie można w intencji ugłaskania wyborców obniżyć akcyzę na paliwa. Prezydent RP też chyba słyszał o dewizie Clintona.
* * *
'50 tysięcy osób skorzysta na nowej ustawie' - głosi tytuł na onecie. Chodzi o nowe przepisy dotyczące rent i emerytur. Zdaniem prezydenta ustawa 'przywraca zaufanie obywateli do systemu emerytalnego'. Nie mówi pan prezydent, bo nie wie, ilu dokładnie obywateli odzyskało zaufanie do systemu, który niczym wahadło to pozwala, to znów nie pozwala człowiekowi na zasłużonej emeryturze robić tego, na co ma ochotę, na przykład pracować. Sporo takich ustaw jeszcze potrzeba, żeby pozyskać miliony, jeśli każda z nich zadowala 50 tysięcy.
* * *
'Ofert pracy jest najmniej od ośmiu lat' - alarmuje Dziennik Gazeta Prawna. Zapewne rząd przystąpi niebawem do dzieła, pobudzając rynek do tworzenia miejsc pracy, ale czy to warto? Wszak mniejsza ilość pracy do wykonania oznacza, że wszystko jest już zrobione. A może to emigranci wrócili do ojczyzny z Irlandii i zajęli posady, jak to obiecywał Donald Tusk w kampanii wyborczej 2007 r.?
* * *
A to wszystko jest bardzo proste.
Zamiast ochraniać rolnictwo metkowaniem gruntów 'orny' i 'budowlany', wystarczy rozpędzić tłum urzędników przystawiających pieczątki i dać ludziom prawo decydowania o losie swoich posesji. Sprytny rolnik będzie uprawiał to, co przyniesie mu dochód na takiej powierzchni, jaka zagwarantuje mu opłacalność. Prawna ochrona półhektarowych poletek w rzeczywistości dusi rozwój rolnictwa, które nie ma szans konkurować z profesjonalnymi gospodarstwami w innych krajach. Różnica w cenie metra kwadratowego ziemi rolnej i odrolnionej przypomina fikcję z olejem opałowym, który będąc tą samą substancją co paliwo do diesla był obłożony inną akcyzą, bo tak zadecydował jakiś minister. Prowizję od różnicy w cenie po odrolnieniu też dziś zapewne inkasuje jakiś urzędnik z pieczątką.
Jeśli ktoś stracił na spłacaniu kredytu w drożejącym franku, to nauczy się, że kredyty brać należy w tej walucie, w której się zarabia. Wiedza kosztuje. Na pytanie 'a co mają teraz zrobić ci biedni ludzie?' odpowiem dwojako. Po pierwsze - ja też jestem biedny. Po drugie - pracować i więcej zarabiać. To można załatwić likwidując podatek dochodowy, co rozrusza gospodarkę w ciągu kilkudziesięciu godzin. [http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/janusz-korwin-mikke-walka-ma-trwac_198381.html]
700 tysięcy osób boryka się ze spłatą tego nieszczęsnego kredytu we frankach. Jeśli każdy z nich pójdzie po rozum do głowy i wraz z rodziną zagłosuje w październiku na Nową Prawicę, partia ta może otrzeć się o rządzenie. W 2007 roku 2 122 981 głosów dało Lewicy i Demokratom 11% mandatów w Sejmie. Z tym, że Nowa Prawica proponuje rozwiązania problemów, a nie metody ich tworzenia. Obniżenie ceny benzyny, likwidacja podatku dochodowego i bezrobocia zarazem, przy jednoczesnym rozpędzeniu biurokracji - to nie jest nawet kwestia wyboru, bo innego wyboru już nie ma. To zwykła konieczność.
2.08.2011
293
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze