Korwin uważa, że służbę zdrowia należy sprywatyzować. Inni kandydaci twierdzą, że po ich trupie, nawet się o to procesują w trybie wyborczym. Efekt prywatyzacji rynku usług medycznych (poza sprzedaniem placówek zdrowotnych proces ten objąłby wprowadzenie wolnego rynku w tej dziedzinie, z rozwiązaniem państwowego NFZ na czele listy reform) będzie taki, że przynajmniej 90 procent pracowników biurowych, administracyjnych, księgowych, statystyków, dyrektorów, zastępców i tym podobnych nierobów straci pracę. Tym samym koszty ich utrzymania nie będą wliczane w cenę usług medycznych, jak to się dzieje obecnie. Korwin chce zatem obniżyć cenę wizyty u lekarza, inni natomiast chcą jej utrzymania bądź wzrostu.
Korwin chce zdepenalizować i zalegalizować obrót, posiadanie i zażywanie wszelkich substancji narkotycznych, co da pracę sporej ilości ludzi w rolnictwie i przetwórstwie tych roślin, za to pozbawi zajęcia rzeszy policjantów i prokuratorów, którzy trudnią się dziś wsadzaniem do więzienia posiadaczy drobnych ilości marihuany, bo prawdziwych dilerów i producentów łapać nie potrafią. Skutki społeczne legalizacji prochów będą straszliwe - bredzą inni kandydaci sądząc, że każdy obywatel w dzień po otwarciu legalnych coffee shopów kupi kilogram heroiny, zażyje go i padnie martwy. Ci sami kandydaci uważają współobywateli za rozsądnych, kiedy oddają w ich ręce głos decydujący o obsadzie urzędu prezydenta.
Korwin twierdzi, że benzyna może kosztować 2,20 zł za litr, jeśli odjąć od jej ceny akcyzę, i obiecuje to uczynić. Inni kandydaci utrzymują, że tego zrobić się nie da, bo państwo nie będzie miało z czego żyć bez akcyzy. O ile jednak państwo nie jest tworem ożywionym, to ludzie chętnie pożyliby sobie lepiej za te 3 złote różnicy na litrze. Korwin zapowiada przy tym radykalną redukcję administracji publicznej. Oponenci uważają, że bez tej administracji nie będzie miał kto myśleć i decydować za obywateli, choć nie mówią tego wprost.
Korwin wrogo odnosi się do Unii Europejskiej, inni kandydaci nie wyobrażają sobie bez niej życia. Korwin przestrzega, że pieniędzy wrzucanych w czarne dziury typu greckiego w końcu zabraknie; kontrkandydaci zdają się nie wiedzieć, skąd te pieniądze się biorą, sądząc że z drukarni. 'Ciemny lud' niestety kupuje wersję tych drugich, bo Unia kojarzy mu się z dopłatami dla rolników i finansowaniem budowy nie dziurawych dróg (towar w Polsce luksusowy). Działa tu zatem, podobnie jak w przypadku służby zdrowia, złudzenie dostawania czegoś 'za darmo'. Każdy wie, że za darmo nic nie ma, ale każdy udaje, że o tym nie pamięta.
Korwin od 40 lat dowodzi, że system emerytalny jest niewydolny, oszukańczy i upadnie. Należy go zreformować natychmiast, obecnie istniejącym emerytom zapewniając wypłatę świadczeń z prywatyzacji pozostałego majątku państwowego, a młodych objąć systemem ubezpieczeń prywatnych. Pozostali kandydaci doskonale zdają sobie sprawę z bankructwa ZUS, ale obiecują, że emerytury wypłacane będą, tylko niższe, i wiek przejścia na emeryturę trzeba będzie stopniowo podnosić. Korwin proponuje więc operację odjęcia toczonej gangreną kończyny, kontrkandydaci natomiast chcą pieszczotliwie odcinać ją po kawałku co jakiś czas.
Mało kto rozumie, że całość życia gospodarczego działa na zasadzie naczyń połączonych. Nie sposób rozpatrywać osobno kwestii służby zdrowia i emerytur, albo szkolnictwa w oderwaniu od ceny węgla. Elektorat lubi pomysły o zmniejszeniu podatków, ale drży przed państwem, w którym będą trzy ministerstwa, bo to tak jakoś nieswojo. Dobrze byłoby zlikwidować składkę na ubezpieczenie zdrowotne, myśli obywatel, ale skąd wezmę pieniądzę na wizytę u okulisty? Sprzeczności dotyczą również innych aspektów życia. Dawniej było w szkole grzeczniej - wspomina wyborca, który parę razy dostał linijką po łapach. Każdy jednak, kto napomknie o konieczności stosowania kar cielesnych, nazywany jest barbarzyńcą, sadystą i a priori pedofilem, na wszelki wypadek.
Pomysły Korwina zmierzają do tego, aby spadło zatrudnienie w sektorze publicznym, głównie chodzi o pracowników wszelkich administracji. Wiąże się to ze zmniejszeniem podatków, w tym z likwidacją zniechęcającego do pracy podatku dochodowego. Smutne wyniki Korwina w sondażach mogą świadczyć, że pracowników administracji państwowej i unijnej naprodukowaliśmy sobie tak dużo, że sami tylko oni potrafią wybrać sobie w wyborach socjalistę Kaczyńskiego lub Komorowskiego. Wzywam zatem wszystkich pracujących naprawdę - precz z komuną, wybierzmy wreszcie normalny ustrój.
18.06.2010
PS. Tekst napisany i opublogowany na użytek wyborców prezydenta w 2010 roku. Nijakość polityki PO i brak jakichkolwiek programów w partiach konkurencyjnych sprawiają, że powyższa odezwa okazuje się wciąż aktualna. Mam nadzieję, że odniesie skutek, bo głupio tak wklejać staroć z 2010 roku w czasie wyborów parlamentarnych 2015. O ile do nich dojdzie.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)