ochocki ochocki
446
BLOG

Ciasteczka Palikota (Tuska)

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 0

Ruch Palikota jest zjawiskiem, w obliczu którego można tylko bezradnie rozłożyć ręce. Grono wesołych dziwaków, z kobietą, która urodziła się jako mężczyzna, z Biedroniem i redaktorem Rozenkiem, a także z cwanym biznesmenem po filozofii, który chciał studiować matematykę, ale na KUL takiego kierunku nie było, zamieniło dotychczasową kampanię wizerunkową (głosuj na nas, bo jesteśmy ładniejsi) na kampanię ciasteczkową (zagłosuj na nas, to dostaniesz ciasteczko). Ciasteczkowy potwór wyłudził od naiwnego jak zawsze elektoratu 10%.

Palikot zlecił sondaże, które powiedziały mu, że lud chce lewicy w sejmie, ale zbrzydł mu betonowy SLD. Ogłosił więc Sojusz lewicą kawiorową w stylu francuskim, oskarżył go o picie szampana i wożenie się jaguarami. Zatrudniony przez Palikota Tymochowicz dokonał szamańskiej sztuki czarodziejskiej, która kazała elektoratowi zapomnieć, że Palikot jeszcze rok temu latał własnym samolotem. Szef Ruchu Poparcia chce sprawiać wrażenie, że jeździ osobowym, drugą klasą.

Ciasteczka, które RP obiecał masom, są wirtualne, tak jak cała ta partia i jej facebookowy elektorat. Sondaże wykazały, że spory odsetek młodzieży ma w nosie Kościół wraz z jego naukami, a rodziców drażni katecheza dotykająca ich dzieci w szkole. Nakręcił więc Palikot spoty wyborcze z koszmarnym snem o 6 godzinach religii, a tuż po wyborach zapowiedział atak na krzyż w Sejmie. Lud nie może uwierzyć, że tak fantastyczna opcja ukrywała się przez lata, i z entuzjazmem popiera antykrucjatę Palikota. Wymierający elektorat SLD rwie włosy z łysych czaszek, że taki Palikot potrafi, a Napieralski się nie odważył, to i ma za swoje. A wszystko to wirtualne emocje, zapewniam.

Lewica dała sobie spokój z krzyżami w połowie lat 90-tych, kiedy okazała się nieopłacalną walka agresywnymi metodami o dzisiejszy palikoci margines 10%, skoro można zawładnąć ponad połową elektoratu i mieć prezydenta ponad podziałami przez dwie kadencje. Towarzysz Kwaśniewski wyłgał się w wywiadach z wojującego ateizmu, przymilnie przyznając, że nie został obdarowany łaską wiary, a do klękania w sytuacjach oficjalnych przyuczył małżonkę. Wilk pozostał syty, kiedy AWS powiesił w 1997 roku dzisiejszy przedmiot sporu w Sejmie. SLD mógł przegłosować jego zdjęcie w 2001 roku, ale postanowił nie rezygnować z tych 10%, które dzisiaj pozyskał Palikot. Od tego ostatniego zaś spora część sympatyków odwróci się niebawem, gdy krzyż w głosowaniach i Trybunałach okaże się jednak niezdejmowalny. Palikot nazywa się mesjaszem lewicy, wydaje się jednak, że chytrym lisem lewicy wciąż pozostaje Leszek Miller.

Drugie ciasteczko Palikota pachnie marihuaną, którą RP chce sadzić, palić i zalegalizować. Widowni wydaje się, że to przejaw liberalizmu, tymczasem palikocie zioło ma jedynie przyciągnąć młodszych wyborców do takiego dobrego pana, który im pozwoli jarać blanty. O wysokości akcyzy na gram zielska nikt dziś nie myśli, poza być może ministrem finansów. W ogóle cały liberalizm Palikota wygląda tak, że chce on wyznaczać zakres wolności, wymieniając rzeczy, które wolno robić, zamiast ogłosić wolność w ogóle, zabraniając tylko niektórych czynów. I jeszcze ma czelność głosić konieczność deregulacji.

Jeśli antyklerykał wojujący z krzyżem w Sejmie nazywa siebie mesjaszem (!) lewicy, a stworzenie listy środków odurzających dopuszczonych przez prawo nazywa deregulacją, to przedwczesne wydają się być zachwyty nad Palikotem Jerzego Urbana, który widzi w nim przyszłego prezydenta. Za marketing należy Palikota docenić, ale ideowo i logicznie ten polityk nie posiada żadnej wizji, tylko migawki. Cóż z tego, że postuluje prawo do adopcji dzieci przez związki homoseksualne, skoro ma ono dotyczyć wyłącznie potomstwa jednego z partnerów? Metoda naukowa Palikota na zdobycie mandatu sejmowego sprowadza się do tego, aby prawidłowo dostroić program polityczny do wysondowanych przez OBOP humorów społeczeństwa. Nie należy przesadzić ani z krzyżem, ani z narkotykami, ani z gejami, którzy chcą adoptować dziecko. Każdemu dać po trochu, obiecać niewiele, a jeśli dużo obiecać, to mało zrealizować.

Jest już na scenie politycznej taka formacja, która obiecuje zrobić dobrze każdemu. Nazywa się Platforma Obywatelska, i z niej to wywodzi się dzisiejszy mesjasz-rewolucjonista Palikot. Wesoła gromadka posłów, którą zaciągnął do Sejmu ten sezonowo popularny celebryta, niewiele zdziała w charakterze 10-procentowej opozycji, może za to bardzo pomóc Platformie jako nieoficjalny koalicjant. Byłoby nietaktem podejrzewać premiera Tuska, który nie byłby przecież premierem przez dwie kolejne kadencje, gdyby nie miał oleju w głowie, że on tego nie zaplanował.

21.10.2011

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka