ochocki ochocki
402
BLOG

Migalski mimowolnym prorokiem

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 3

Przy okazji wielkiej zadymy fejsbukowo-demotywatorowej na temat ACTA wygrzebano polskim eurodeputowanym haki w postaci protokołu z głosowania w Parlamencie Europejskim z 24 listopada 2010 roku. Wśród popierających ACTA znalazł się Marek Migalski, człowiek piśmienny, więc piszący bloga. Dr Migalski wytłumaczył się w sposób następujący:

W 90% przypadków posłowie i europosłowie nie mają pojęcia o tym, nad czym głosują. Dlaczego się tak dzieje? Bo ilość aktów prawnych jest tak duża, że normalny poseł nie jest w stanie zorientować się, o czym decyduje. Mamy do czynienia z zalewem ustaw, uchwał i rezolucji i nie ma szans, żeby jeden deputowany był w stanie zorientować się, co jest przedmiotem głosowania, w którym bierze udział.

Podsumowując swój całkiem przytomny tekst autor ubolewa nad okolicznościami, w których zarabia pieniądze: Sprowadzenie parlamentarzystów do roli bezmyślnej i bezrefleksyjnej maszynki do głosowania jest zaledwie jednym, i w dodatku nie najważniejszym, przejawem kryzysu współczesnej demokracji.

Dobra wiadomość jest taka, że liczba ustaw, uchwał i rezolucji rośnie, co kiedyś doprowadzi do całkowitego paraliżu organów głosujących. Nastąpi implozja demokracji, wszystko runie, a przeciętnemu człowiekowi będzie lepiej choćby o tyle, że nie będzie musiał składać się na dietę dla eurodeputowanego Migalskiego i innych.

Jest także zła wiadomość: cwaniacy kręcący tym interesem niestety potrafią przewidzieć powyższy scenariusz, a jest on dla nich koszmarem, któremu należy stanowczo zapobiec. Żeby zwiększyć moce przerobowe bezrefleksyjnej maszynki do głosowania wymyślą pewnie najwygodniejsze dla próżniaczej klasy polityków rozwiązanie, to jest zwiększenie liczby eurodeputowanych np. o 100 procent.

Lud, który na ogół bywa ciemny, i w ciemno kupuje różne sprawy, wrzutki i idee, potrafi czasem pomyśleć. Red. Ziemkiewicz nazwał kiedyś ów lud Wielkim Niemową. Liczę, że ludzie wrzucający kartki do urn na wieść o zwiększeniu liczebności darmozjadów z powodu nawału pracy zastanowią się, czy nie można by jakoś inaczej ulżyć tej przepracowanej demokracji. Bo przecież gołym okiem widać, że przytłaczająca większość tych głosowań, uchwał i dyrektyw jest nie tylko niepotrzebna, ale wręcz szkodliwa.

Sygnały o absurdach biurokracji unijnej i krajowej pojawiają się w mediach od czasu do czasu, ale można zaobserwować, że coraz częściej, bo też przybywa ich w zawrotnym tempie, a im więcej ich istnieje, tym większa szansa, że jakiś pismak je zauważy i opisze. Lud słucha i puszcza mimo uszu, aż do pewnego momentu, w którym zostanie przekroczony punkt krytyczny cierpliwości dla utrudniających życie idiotyzmów. Nikt nie wie gdzie się ten punkt znajduje, dopóki nie nastąpi reakcja rozjuszonego tłumu.

Nie nawołuję, ani nawet nie wróżę jakichś rewolucji, które wznieca wzburzona ulica. Ulica po prostu w kolejnych wyborach może wybrać tego, kto będzie głosił konieczność pójścia po rozum do głowy, i zaprzestania regulowania wszystkich aspektów życia obywateli UE. Nie trzeba się nawet martwić, czy taki cudotwórca się znajdzie - już dziś mamy ich na pęczki, różnych sceptycznie do unijnych instytucji usposobionych obiecywaczy. Ważniejsze pytanie brzmi: czy zdąży się taka większość w wyborach zebrać, zanim więcej niż 50% społeczeństwa będzie miała interes w utrzymywaniu absurdalnej unijnej biurokracji?

Urzędnik, lekarz, nauczyciel, robotnik budowlany, przedszkolanka, student - każdy z tych ludzi może czerpać korzyść finansową z Unii. Wystarczy, że Unia zapłaci za coś, co ten lekarz leczy, robotnik buduje, a student studiuje. Docelowo taki system niczym się oczywiście nie różni od gospodarki nakazowo-rozdzielczej typu sowieckiego: każdy rodzaj aktywności ekonomicznej kontrolowany i finansowany jest przez urząd i państwo, w tym przypadku Unię. Jeśli przekroczymy 50-procentowe zatrudnienie w kontrolowanych przez Unię gałęziach gospodarki, będzie za późno, by w normalnych wyborach wygrała jakakolwiek opcja eurosceptyczna. Gdyby to w ogóle dało się w prosty sposób policzyć, być może dowiedzielibyśmy się, że ów próg 50% przekroczyliśmy już dawno...

Ale nie ma tego złego, a co złego, to nie my. Ostatecznie wiadomo, że gospodarka nakazowo-rozdzielcza skazana jest na bankructwo. Unia zdechnie niezależnie od tego, czy sama się przekształci we własne przeciwieństwo, czy też poczeka na nieuniknione, rozrastając się poza granice rozsądku.

I to nam właśnie niechcący wyjawił dr Migalski, politolog zresztą, więc zna się na tym. Ja natomiast wszystkim studentom europeistyki zalecam zmianę wydziału, zanim dostaną dyplom równie zabawny, jak niegdyś te z Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR.

25.01.2012

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka