ochocki ochocki
200
BLOG

Po co są rocznice?

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 0

Mówi się, że religia to żywa mitologia, a mitologia to martwa religia. Podobną relację odnaleźć można między historią i polityką - ta ostatnia jest bezpośrednią sukcesorką historii najnowszej, a o nauczanie tej właśnie szarpią się obecnie nauczyciele z ministerstwem. Pod pretekstem udoskonalenia programów szkolnych przewidywane jest ograniczenie liczby godzin historii w szkołach średnich, co skutkować będzie, jak straszą miłujący tę dziedzinę wiedzy komentatorzy, brakiem zdolności przyszłego absolwenta do świadomego uczestnictwa w życiu politycznym.

Przerażonych prognozowanym analfabetyzmem historyczno-politycznym spieszę uspokoić, że nie ma się czego bać, albowiem to zjawisko już dawno nastąpiło i trwa w najlepsze, ogarniając kolejne pokolenia młodzieży. Pokolenia te wyrastają coraz bardziej z młodzieżowości, a ich stan wiedzy historycznej i świadomość polityczna z wiekiem karleją, tak jak wietrzeje ich pamięć o przeczytanych w szkole lekturach, czy wkutych tamże definicjach siły, pracy, mocy itd.

Jeśli jednak szkoła uprze się, by swoich niezainteresowanych historią uczniów - przyszłych chemików i informatyków - nauczyć pewnego niezbędnego minimum, kanonu wiedzy o dziejach, jakiegoś elementarza, to nawet ten wtórny analfabeta inżynier mechanik, chełpiący się swoim ścisłym umysłem i tym, że nie przeczytał z lektur niczego poza Naszą Szkapą, potrafi na starość odróżnić Hitlera od Stalina, czy nawet Piłsudskiego od Wałęsy.

Panujący nad Wieprzem i Brdą (Wisła i Odra mogą się obrazić o insynuowanie im patronowania temu nieszczęśliwemu państwu) paradygmat modernizacyjny, graniczący z kultem nowoczesnych gadżetów i potępiający wszelkie objawy zacofania, w tym patriotyzm, sprzyja szurnięciu przedmiotów typu historia czy wiedza o społeczeństwie do rangi plastyki i wychowania fizycznego. W dalszej perspektywie celem jest widocznie wychowanie społeczeństwa nieświadomego własnych dziejów oraz - jeśli zgodzimy się co do związku zachodzącego między historią i polityką - nieprzystosowanego do uczestnictwa w wyborach do czegokolwiek, że nie wspomnę o bardziej wyrafinowanych formach aktywności politycznej. A takie, o dziwo, istnieją, choć dawno o nich zapomniano, wskutek lansowanej od 20 lat bajki o obywatelskim obowiązku wrzucania kartek do urn wyborczych.

Historia uczy, poza tym, że nigdy nikogo niczego nie nauczyła, również użytecznych dla bywalca teleturniejów dat bitew pancernych i morskich oraz informacji o tym, kto był ich zwycięzcą. Jeśli ktoś na lekcjach historii uważał, mógł nauczyć się czegoś więcej, na przykład: co to jest racja stanu i na czym polega szacunek dla prezydenta kraju, zwłaszcza własnego. Nie twierdzę, że taki szacunek obcy jest chemikom i inżynierom, ale z pewnością nie nabrali go oni w laboratorium. Jeśli zaś uczniów pędzi się do nudnego muzeum z matejkowskimi malowidłami dawno wymarłych postaci z kart podręczników, to przecież nie dla kontemplacji mistrzowskich pociągnięć pędzla maczanego w olejnej.

Tworzenie wspólnego dla całego narodu kodu kulturowego służy temu, by naród wiedział po co istnieje i umiał swoim czynom nadać cel. Majstrowanie przy tym kodzie nie unicestwi narodu, bynajmniej, ale wywoła upośledzenie jego rozwoju. Tym, którzy jednak na lekcjach historii w szkole zwykli drzemać, przypomnę, że racja stanu to nic innego jak interes państwa. I nawet dziś, w epoce iPadów, różne państwa mają swoje interesy, realizują je kosztem innych państw, knują i kombinują, podobnie jak przez całe dzieje, o których uczą nas historycy. Nieprawdą jest, jakoby polska racja stanu została ostatecznie zrealizowana w dniu 1 maja 2004 (wstąpienie do UE), czy może 4 czerwca 1989 roku. A w takie brednie jest w stanie uwierzyć ktoś pozbawiony umiejętności snucia refleksji w perspektywie dalszej niż najbliższy odcinek Tomasza Lisa Na Żywo.

Tylko tyle i aż tyle mam do napisania w drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Powyższy tekst traktuje o niej właśnie, choć nie ma w nim ani słowa o wraku Tupolewa. Roztargnionym wyjaśniam: źle się stanie, jeśli za 20 lat trzeba będzie tłumaczyć widzom TV czego właściwie rocznicę obchodzą. A póki co, na to się zanosi...

10.04.2012

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka