Propagandy nie można wycisnąć z niczego. Każdy zakłamany przekaz musi wynikać z jakiejś śladowej choć przesłanki. Minimalny materiał dowodowy, cień podstawy - to warunek sine qua non skutecznego robienia z ludzi idiotów.
Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło w Sejmie projekt uchwały wzywającej rząd rosyjski do oddania polskim władzom wraku samolotu. Niewiele w tym projekcie było do wyśmiania, bo nawet TVN omówił w Faktach jego treść w taki sam sposób, jak uczyniłem to w poprzednim zdaniu. Następnie poinformowano widzów, że zdaniem Platformy i jej wodza premiera Tuska projekt PiS nosi znamiona zdrady, jest antypolski i podobny do znanych z historii pisywanych do cara adresów.
Bez specjalistycznej analizy tekstów źródłowych, gołym okiem widać, że Tusk przesadził. Jego oburzenie można by uzasadnić jakimś jadowitym cytatem z PiS-owskiego projektu, jak to zwykle w TVN bywa. Dziennikarzom nie sprawiało dotąd problemu wyławianie z wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego kwiatków o kapitale niemieckim, o Gabonie itp. Tym razem zabrakło materiału dowodowego dla poparcia stałej tezy, że Kaczor to wariat a PiS to warchoły.
Prawo i Sprawiedliwość (której to partii osobiście nie popieram, ponieważ jest lewicowa, a jej program polityczny mętny i szkodliwy, ale w sprawie Smoleńska każde inne stanowisko, niż PiS-owskie jest po prostu nieprzyzwoite) niezauważenie dostała lekcję na temat skutecznej walki z propagandą Platformy. Wniosek z tej nauki jest taki: nie owijać w bawełnę, mało gadać, dużo robić. I pod żadnym pozorem nie dostarczać przeciwnikom argumentów.
Jeśli zwięzłe żądanie wydania Polsce wraku samolotu, który był własnością polskich władz, da się w telewizji przedstawić jako akt zdrady, to źle wróżę oglądalności stacji, która taką ramotę wyemitowała. Wygląda na to, że TVN ma swoich widzów za głupszych, niż oni są w rzeczywistości.
Paraliżujący opinię publiczną strach przed Rosją w każdej, za wyjątkiem wódki Smirnoff postaci, musi w końcu ustąpić zdroworozsądkowej analizie działań rządu PO w sprawie wyjaśniania przyczyn katastrofy. Paradoksalnie ciągły rechot salonowych mediów, które kpiły z obiektywnie słabej, ale przecież możliwej teorii zamachu, wytworzył taką ilość materiałów prasowych i obrazków ruchomych usiłujących obalić PiS-owskie 'fantasmagorie', że widz zaczyna myśleć samodzielnie. Przesadna skwapliwość w zwalczaniu jakiegoś poglądu zwykle go umacnia. Premierowi i jego kolegom powinny przypomnieć się w tym miejscu beznadziejne próby zagłuszania Radia Wolna Europa przez władze PRL.
Nie w tym rzecz, by głosić teorie o zamachu, ale by dociec, jak było naprawdę. Przetrzymywanie wraku przez stronę rosyjską utrudnia wyjaśnienie okoliczności katastrofy, i stąd mnogość teorii spiskowych. Jeżeli rządowi zależy na odkryciu prawdy - a takie deklaracje słyszymy od dwóch lat - powinien podpisać się pod projektem PiS. Nie uczyni tego, choć uprościłoby to jego dalszą politykę zwalczania konkurentów politycznych, wytrącając im z rąk koronny argument.
Pozostaje zapytać: czy takie hipotetyczne, wystosowane przez władze polskie do rosyjskich żądanie przekazania wraku zostałoby spełnione? A jeśli nie, to dlaczego?
Natomiast wszystkich, którzy na dźwięk słowa Putin obawiają się wojny z Rosją, choć nigdy się do tego nie odważą przyznać, cierpko informuję, że wojna między dwoma państwami z powodu niewydania wraku rozbitego samolotu nie dałaby rady dostać się nawet do scenariusza serialu South Park.
13.04.2012
425
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)