ochocki ochocki
334
BLOG

Smoleńsk Platformie na rękę

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 2

Odezwał się towarzysz Kwaśniewski, z zawodu były prezydent. W wypowiedzi dla naTemat ubolewa, że katastrofa smoleńska rozdzieliła polskie społeczeństwo na wiele, wiele dekad, na wiele pokoleń.

To co się rozpadło, nie poskleja się przez dziesiątki lat - dodał były Kwaśniewski, i nie bardzo wiem, czy to celowa, czy też przypadkowa parafraza wiersza Rymkiewicza, który w opinii tych, którzy wybornie znają się na poezji, ma charakter grafomański. Eksprezydent wyraził ponadto pewność, że jak nasze dzieci spotkają się za lat pięćdziesiąt podczas jakiejś rocznicy, to ta dyskusja będzie ciągle obecna i ten wątek zamachu będzie eksploatowany.

Jeśli przyjąć, że Kwaśniewski reprezentuje w kwestii smoleńskiej stanowisko rządu, to mogę tak zaripostować: skoro obawiacie się wieloletnich sporów o katastrofę, skoro te spory są wam nie w smak, to wyjaśnijcie jej okoliczności, a spory ucichną.

W potocznym mniemaniu Smoleńsk służy Kaczyńskiemu do gry trumnami, utrzymuje go przy politycznym życiu i daje temat do ciągłego kąsania władzy. Warto jednak to rozumowanie odwrócić: wyobraźmy sobie mianowicie, jak wyglądałyby relacje między rządem a opozycją, gdyby katastrofa prezydenckiego Tupolewa miała miejsce nie w czasie lądowania w Smoleńsku, lecz przy starcie w Warszawie. Przyjmijmy też, dla łatwiejszej redukcji jakichkolwiek wątków rosyjskich, że rozbity samolot nie był poradzieckim Tupolewem, ale maszyną kupioną od Szwedów, Amerykanów, od kogokolwiek, kto nie pisze cyrylicą.

Samolot spadł, wszyscy zginęli, odbyła się żałoba. Dochodzenie w całości przeprowadziły polskie organy, wrak został przebadany, czarne skrzynki przeanalizowane, oczywiście nie wykryto żadnych śladów zamachu i śledztwo wykazało winę lub jej brak w przypadku wszystkich osób zaangażowanych w różne etapy całego zdarzenia. No i o czym by teraz mieli marudzić dziennikarze z politykami?

Pisałoby się o biedzie, o umowach śmieciowych, o społecznych konsultacjach w sprawie wieku emerytalnego. Rząd musiałby wytłumaczyć się z rosnącego długu, a także z tego, ile dokładnie kosztuje organizacja kilkunastu meczów piłki nożnej w ramach Euro 2012, i kto właściwie za to wszystko zapłaci. Wywiązałaby się również ogólnonarodowa dyskusja o braku autostrad, braku perspektyw i braku zieleni na rzekomej wyspie.

Mówiono by zatem o tym wszystkim, o czym mówi się i teraz, ale w jakże innym kontekście. Zupełnie inna atmosfera towarzyszy debacie o komercjalizacji placówek zdrowotnych, jeśli stroną atakującą rząd jest prezes Kaczyński, kojarzony przez telewidzów z teorią zamachu, aniżeli prezes Kaczyński tego stygmatu pozbawiony. Inaczej przedstawiałyby się sondaże poparcia dla partii politycznych, gdyby PiS nie byłby nazywany przez media Sektą Smoleńską. Czy taki niesmoleński PiS byłby górą, czy wygrałby ubiegłoroczne wybory do Sejmu? Być może by wygrał, być może nie - nie w tym rzecz.

Rzecz w tym, że cały ten zgiełk, który nazywamy debatą publiczną, miałby zupełnie inne motywy przewodnie. Rozmowy toczyłyby się o wiele bardziej na temat, niż w sytuacji, kiedy spór toczą zdrajcy ojczyzny z obrońcami krzyża. Pamiętać wszak należy, że elektorat niespecjalnie kwapi się do rzetelnej analizy argumentów i faktów - on kieruje się wyniesionym z kampanii wyborczych i debat telewizyjnych ogólnym wrażeniem, całościową oceną danej opcji politycznej. O ileż trudniej byłoby Tuskowi i ferajnie bronić się przed zarzutami o niegospodarność, trwonienie forsy na biurokrację i najdroższe na świecie stadiony, gdyby te właśnie sprawy dominowały w debacie. Ogólne wrażenie, jakie odnoszą widzowie, też byłoby pewnie inne, gdyby nie szarpanina o brzozę i promile w gen. Błasiku. Podział sympatii narodu między PiS i PO dokonałby się według kryteriów bardziej uchwytnych, aniżeli spór o to, czy zamiar wydobycia wraku od Rosjan to przejaw patriotyzmu, czy też zaprzaństwa.

Ponieważ jednak łatwiej odpierać ataki grona wariatów niż pozbawionej takiej etykietki zwykłej opozycji, Platforma brnie w spór posmoleński ochoczo, choć udaje, że męczy i brzydzi ją gra trumnami. I ani myśli uciąć kłótni i zakończyć te podziały smoleńskie - po co władzy czyste przedpole? Niech się szarpią sekciarze ze swoimi rekonstrukcjami przebiegu zamachu. I jeśli w trzydziestej sekundzie słychać strzały, to tym lepiej - ktoś, kto tych strzałów nie usłyszy, po prostu zagłosuje na PO. Chyba nigdy w dziejach naszego dziwnego kraju nie zdobywało się głosów w wyborach tak łatwo.

Były prezydent Kwaśniewski mówiąc, że za pięćdziesiąt lat dyskusja o katastrofie dzieląca naród będzie wciąż aktualna, tak naprawdę zaciera ręce z uciechy i myśli: przed nami pięćdziesiąt lat łatwego meczu do jednej bramki.

16.04.2012

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka