ochocki ochocki
278
BLOG

Mówimy - Platforma, myślimy - Tusk

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 0

Jest taki epitet, którym partie polityczne obrzucają się wzajemnie: partia wodzowska. Istotnie, ugrupowania polityczne w XXI wieku - nie tylko w Polsce - mają charakter wodzowski, ale głównie w wymiarze wizerunkowym. Publiczność mało zorientowana w wewnętrznych spiskach i intrygach partyjnych potrzebuje po prostu frontmana, który pełni rolę emblematu. Tusk, Kaczyński, Palikot, Ziobro, Miller - to są reprezentatywne synonimy swoich gangów.

Ponieważ wizerunek i piar wyznaczają w znacznej mierze kierunki działań polityków, partie robią się wtórnie wodzowskie pod wpływem opinii publicznej. Przykład: Platforma Obywatelska, choćby chciała zrobić przewrót pałacowy i posadzić na miejscu premiera jakiegoś Schetynę, zastanowi się, czy na pewno warto rezygnować z rozpoznawalnego logo. Oczywiście wzrost niezadowolenia społecznego skupia się zwykle na frontmanie i promuje potencjalnego Schetynę. Rzecz w tym, że upadek wodza może przesunąć partię w niebyt, jak to przydarzyło się SLD przed laty, i nie była to wyłącznie wina Rywina.

Mają więc, czy nie mają te partie charakteru wodzowskiego? Osoba wodza kojarzy się z charyzmą, talentem, silną osobowością, która skupia wokół siebie działaczy drobniejszego płazu, ustawionych do szefa jak plażowicze do słońca. Z piątki wymienionych wyżej liderów chyba tylko Millera można opisać jako obdarzonego osobowością, ale to subiektywna ocena. Żaden natomiast nie potrafi oczarować charyzmą mas ponad podziałami partyjnymi, jak usiłował to zrobić onegdaj towarzysz Kwaśniewski, zresztą nie przy użyciu żadnej tam charyzmy, tylko zwyczajnego cwaniactwa.

Krótka zaduma nad jakością liderów partyjnych nasuwa podejrzenie, że są oni skrojeni na potrzeby lokalnego elektoratu. Innymi słowy - jak kram, taki pan. Po cóż silić się Tuskowi czy Ziobrze na męża stanu, skoro i tak nikt tego nie doceni, a do premierowania przez drugą czterolatkę wystarczy słuchać spin-doktora, poharatać w gałę i nie wychylać się. Jeśli podnosić VAT, to o jeden procent, a jak wybuchnie afera, to wyciszyć, powołując komisję sejmową, która uchwali, że afery nie było.

Sprytny wódz do zadań specjalnych sam się nie pcha, żeby nie kojarzyć się z ich ewentualną klęską. Zauważmy, jak mało jest Tuska w kontekście Euro 2012 - na ten odcinek rzucono ministrów dobranych tak, by niewiele zaszkodziło partii ich późniejsze odwołanie za karę z powodu organizacyjnej klapy. Wódz w takim momencie zazwyczaj rozkłada ręce, niczym Jarosław Kaczyński po wyborach prezydenckich (kampanię zorganizowali mi zdrajcy, ja brałem leki psychotropowe i w związku z tym za nic nie odpowiadam).

Błądzą optymiści, którzy wyczekują upadku rządu wskutek katastrofy Euro 2012. Ich rąk zacieranie to też efekt sprytnie pomyślanej propagandy, jakoby to miała być ogromna impreza wymagająca od organizatorów stanięcia na głowie. W rzeczywistości obejmie ona 4 miasta, w każdym z nich rozegranych zostanie kilka meczów - cała zabawa ograniczy się do koordynacji działań policji. Jeśli zagraniczni kibice nie zmieszczą się do pociągu, zabiorą ich prywatni przewoźnicy autokarowi. A jeśli goście z zagranicy będą głodni i nie znajdą noclegu, to po prostu więcej tu nie przyjadą. Od niezadowolenia turystów rządy nie upadają.

Tusk zwali winę za ewentualne dziury w drogach i zaśmiecone przez kibiców deptaki na chińskich podwykonawców i straż miejską, i będzie nam rządzić wodzowska Platforma póki Polska nie zginęła, a my żyjemy, to jest do momentu, kiedy ostatni z sejmowej większości poseł wycieknie do drugiego wodza - Palikota.

Tak kończą demokracje, w których głosuje się na wodza i jego wizerunek, przy równoczesnym ignorowaniu partyjnych programów, które niczym się między sobą nie różnią.

25.04.2012

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka