Jeśli już bojkot, to rozciągnięty na polską część Euro, i obejmujący jedynie fonię. Wybrany w głosowaniu esemesowym hymn Euro 2012 jest jeszcze gorszy od w kinie w Lublinie, w metrze i w swetrze. Natomiast politycy niech bojkotują co się da, to będzie ich mniej w telewizji.
Rafał Ziemkiewicz tak pisał w Polactwie o nieżyjącym już Andrzeju Lepperze: Przewodniczący „Samoobrony” wystąpił kiedyś w popularnym talk-show Ewy Drzyzgi, gdzie, zapewne chcąc zmienić swój prostaczy wizerunek, poddał się egzaminowi specjalisty od savoir-vivre’u. Ma pan ważnego i godnego szacunku gościa, mówi egzaminator, i podjeżdża limuzyna, do której obaj wsiadacie. Gdzie pan sadza gościa, a gdzie siada sam? Lepper: gość siada za kierowcą, a ja obok. Nie, poprawia specjalista od dobrych manier, za kierowcą siada pan sam, a gościa sadza obok siebie. Na co Lepper protestuje stanowczo: ależ ja jestem politykiem, a polityk jest najważniejszy!
Euro 2012 to taka impreza sportowa, która polega na rozgrywaniu piłkarskich spotkań między drużynami narodowymi Starego Kontynentu w celu wyłonienia najlepszej, która otrzyma puchar. Towarzyszy tej zabawie śpiew kibiców, spożywanie piwa, handel gadżetami, korki na ulicach i prostytucja - ot, igrzyska. Uczestniczący w tym cyrku politycy zawsze byli kwiatkiem do kożucha, ale spowszednieli na trybunach honorowych do tego stopnia, że w chwili obecnej rozgorzała całkiem na serio dyskusja, czy absencja tego czy innego premiera z kanclerzem na meczu spowoduje zwrot Ukrainy w stronę Rosji, czy przeciwnie.
Politycy, którzy naprawdę uwierzyli, że są najważniejsi, wykonują rytualne gesty poparcia dla uwięzionej Julii Tymoszenko. Gdybym był notablem ukraińskim władnym ją wypuścić, rozdziawiłbym gębę w radosnym zdziwieniu, że ktoś z tak zwanego Zachodu usiłuje wywrzeć na mnie presję groźbą, że nie przyjedzie do Charkowa na mecz. Ucieszyłbym się nawet, że będzie kilka vipowskich biletów więcej do rozdania wśród znajomych.
Na meczach na Ukrainie ma się nie pojawić m.in. szef KE Jose Barroso czy przedstawiciele rządu Austrii oraz Holandii - podają agencje. To radosne wieści, bo Barroso zapewne nie pojechałby na mecz za własne pieniądze, więc koszty utrzymania biurokracji unijnej zmniejszą się o te parę tysięcy euro. Przedstawiciel rządu Austrii w ogóle nie jest na Ukrainie potrzebny, ponieważ reprezentacja tego kraju w turnieju nie wystąpi. Jeśli ktoś z kolei wierzy, że w ślad za premierem Holandii nie pojadą oglądać spotkań swojej drużyny holenderscy kibice, to chyba udaje, że nie wie, po co rozgrywa się mecze piłkarskie i na czym polega kibicowanie.
Gdyby któryś z holenderskich ministrów został przy świadkach zamordowany przez agentów ukraińskiego wywiadu, byłby to dla kibiców jakiś powód, by unikać wydawania swoich pieniędzy na ukraińskie bilety i piwo. Natomiast Julia Tymoszenko obchodzi europejskiego kibica tyle co w ogóle cały ten pustynny w zachodnim mniemaniu kraj - kibice jadą na Euro dopingować swoją drużynę, a nie podziwiać ukraińską praworządność i niezawisłość tamtejszych sądów.
Zachęcam kibiców do zbojkotowania bojkotujących Euro polityków. A polityków namawiam do bojkotu wyborów - niech się obrażą na kibiców i ogłoszą, że skoro tak, to oni nie będą kandydować. Ucieszą się kibice i w ogóle wszyscy.
3.05.2012
604
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)