Kiedyś w sądzie wisiało godło. Dziś wystarczyłby portret Łukaszenki i popielniczka z orzełkiem.
Bo jak inaczej nazwać to, co odstawili sędziowie Wojewódzkiego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, gdy z taką nabożną czułością bronili Tomasza Szmydta – funkcjonariusza w todze, co potem czmychnął na Białoruś szybciej niż zdrowy rozsądek
z polskiego wymiaru sprawiedliwości?
Święta trójca z Jasnej 2/4
29 listopada 2023 roku. WSA w Warszawie w składzie: Iwona Maciejuk, Danuta Kania i Mateusz Rogala. Trzy osoby, jeden rozum — i to wspólny, z wypożyczalni przepisów. Uznali, że mój wniosek o wyłączenie sędziego Tomasza Szmydta to fanaberia. Że „brak obiektywnych wątpliwości co do bezstronności”. Bo przecież pan sędzia napisał oświadczenie, że jest czysty jak łza z ePUAP-u.
I to wystarczyło. Sąd, który ma badać fakty, nie zbadał niczego.Nie odniósł się do dowodów, nie zajrzał w akta, nie zadał pytania, nie drgnął powieką. Za to wkleili z LEX-a komentarz do ustawy.
Nie uzasadnienie — instrukcję kopiowania absurdu.
Nie wyrok — druk urzędowy głupoty.
Sąd, który powinien ważyć racje, zachował się jak urzędnicze ksero z funkcją pieczęci.
Zero refleksji. Zero odwagi. Zero wstydu.
Bezstronność z pieczątką
WSA orzekł, że wątpliwość co do bezstronności „musi być realna, a nie potencjalna”.
Wtedy, w listopadzie, była „potencjalna”.
Dziś jest jak najbardziej realna.
Bo pan Szmydt realnie uciekł na Białoruś.
Realnie poprosił Łukaszenkę o azyl.
I realnie bajdurzył w białoruskiej telewizji o „reżimie w Warszawie”.
Ale w listopadzie 2023 – święta trójca Maciejuk–Kania–Rogala uznała, że wszystko gra.
I że „obywatel przesadza”. Niech mnie sąd skaże za słowo: to nie był sąd, to był kabaret `
z immunitetem. Z tą różnicą, że w kabarecie ludzie mają dystans.
NSA – Najwyższy Sąd Alibi
A potem przyszła Teresa Zyglewska z NSA, sygnatura III OZ 655/23, data 11 stycznia 2024.
I ta pani, z powagą jak w nekrologu rozsądku, napisała:
„Autorytet moralny sędziego przemawia za wiarygodnością jego oświadczenia.”
No kurka jasna brawo !
Autorytet moralny Szmydta — jak świecznik z granatu.
Jak białoruska demokracja.
Jak certyfikat ISO na uczciwość w Ministerstwie Miłości.
NSA nie odniósł się do żadnego z moich dowodów. Żadnego.
Nie zauważył, że WSA też się do żadnego nie odniósł.
Za to zauważył, że sędzia napisał, iż jest „bezstronny”.
Więc skoro napisał – to jest. Bo jak sędzia kłamie, to z urzędu mówi prawdę.
Sąd jako ksero, Temida jako drukarka
To nie było orzeczenie.
To był zrzut z kopiarki i sumienia.
Dowody? Przeszkadzają w kopiowaniu.
Fakty? Psują narrację.
Logika? Zakłóca transmisję świętej bezstronności.
Polskie sądy administracyjne to dziś urzędowe ChatGPT z amnezją prawną.
Pytasz o sprawiedliwość — dostajesz przepis.
Piszesz o faktach — dostajesz pouczenie.
Pokazujesz dowody — słyszysz: „brak podstaw do uwzględnienia”.
Fakty są niebezpieczne.
Bo fakty nie mają immunitetu.
Ślepi kapłani procedury
Maciejuk, Kania, Rogala, Zyglewska — cztery nazwiska, cztery różańce bez rozumu.
Nie sędziowie, lecz liturgiści papieru.
W imię „stabilności orzecznictwa” podpisali się pod absurdem, który dziś śmierdzi na kilometr.
Wtedy bronili Szmydta jak świętego.
Dziś ich święty pozdrawia z Mińska i daje wywiady dla Łukaszenki.
Ale nie, nie będzie refleksji. Bo w Polsce sędzia się nie myli — on tylko źle cytuje rzeczywistość.
Święta prawda Temidy
Ktoś kiedyś powiedział, że polski sąd to świątynia, w której ofiarą jest rozum.
Tu poszli dalej.
Tu spalili fakty na ołtarzu „bezstronności” i oblali je świętym olejem procedury.
Jak coś nie pasuje — to się nie czyta.
Jak coś pachnie zdradą — to się mówi „to tylko opinia”.
Jak sędzia ucieknie na Białoruś — to się pisze „postępowanie prawidłowe”.
To już nie Temida.
To Trybunał Imitacji.
A jej waga służy do ważenia tonera w drukarce.
Więc jeśli ktoś jeszcze wierzy w „bezstronność” polskiego sądownictwa,
to niech zapyta WSA, czy już dostali pocztówkę z pozdrowieniami od kolegi sędziego z Mińska.
W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej,
z błogosławieństwem Aleksandra Grigoriewicza.





Komentarze
Pokaż komentarze (9)