W poprzednim tekście dotyczącym ubóstwa zwróciłem uwagę na dysonans pomiędzy treścią jednego z błogosławieństw a faktami. Obserwacja rzeczywistości nie skłania do nazywania szczęśliwymi ludzi biednych, więcej - oni sami takimi wcale się nie znajdują. Zakładam jednak, że Pan Jezus nie pomylił się w czasie swojego słynnego kazania. Czyżby więc chodziło nie o samo ubóstwo, ale o ubóstwo pod pewnymi warunkami?
A jeżeli tak - to pod jakimi? Wydaje mi się - i właśnie to wydawanie się zapisałem w artykule „Ubóstwo. Przekleństwo?" - ważnym spojrzenie na zgromadzenie tych, do których Nowy Mojżesz skierował swoje przesłanie. Państwo pozwolą, że nieskromnie powtórzę za sobą samym: „zanim Jezus wypowiedział błogosławieństwa, najpierw «podniósł oczy na swoich uczniów»1"2. Kazania wysłuchali więc uczniowie - ci, którzy już poszli za Jezusem, może nie do końca jeszcze zdając sobie sprawę dlaczego i kim naprawdę jest Ten, śladami którego podążają, ale już wyczuwając, że dotykają najważniejszej Tajemnicy, w którą warto się zagłębić. Z ośmiu błogosławieństw niewiele pewnie zrozumieli (tak było zresztą zawsze, gdy Pan próbował im mówić o sprawach duchowych), ale jednak wysłuchali, zapamiętali i zapisali, na długo zanim - zrozumieli i doświadczyli. Posłuchajmy więc i my, oczekując zrozumienia.
Dlaczegóż to niby szczęśliwymi mają być ci, co ubodzy są raczej niż bogaci? Dwaj ewangeliści wiążą ubogich z tą grupą ludzi, do których należeć będzie Królestwo Niebieskie. Łukasz zapisał słowa w tej oto wersji: „Błogosławieni [jesteście], ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże"3, natomiast Mateusz wskazuje, że Panu chodzi o ubóstwo duchowe: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie"4 .Tłumacze Pisma Świętego tłumaczą, że ci „ubodzy duchem" stanowią tę samą grupę, do której został posłany najpierw Izajasz, a potem sam Jezus: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę"5. A ponieważ niewiele to tłumaczy, sugerują, że takie „ubóstwo idzie w parze z dziecięctwem duchowym, warunkiem wejścia do królestwa niebieskiego"6. Może i „idzie", ale czy na pewno zawsze „w parze"?
Ma pewnie rację ks. Zwoliński, kiedy pisze: „Słowo «biedni» ma w Starym Testamencie sens bardzo szeroki. (...) Bieda nie dotyczy jedynie pewnej sytuacji ekonomicznej lub socjalnej, ale także dyspozycji wewnętrznej: chodzi o ludzi nieszczęśliwych, poniżanych, a także chorych"7, ale - znów - niewiele to wnosi do naszego zrozumienia powiązania pomiędzy tego rodzaju „dyspozycją wewnętrzną" a otwarciem się na Królestwo Boże. Jako się rzekło w poprzednim a cytowanym wyżej tekście dotyczącym ubóstwa, samo ubóstwo nie prowadzi automatycznie człowieka do postawy dziecięctwa Bożego; może co najwyżej - to już teza niniejszego artykułu - przygotowywać grunt pod zajęcie takiej postawy. Wydaje się, że zależy ta postawa dziecięctwa przede wszystkim od postawy ducha ubogiego. Ubóstwo może go zamknąć w przekleństwie (patrz poprzedni artykuł) lub otworzyć na oczekiwanie pomocy od Boga samego, skoro wszystkie ludzkie środki nie zdołały uczynić go szczęśliwym. Tak więc błogosławieni ci ubodzy duchem, którzy wiedzą już, że tylko Ten Nauczyciel ma rację, i dlatego stają się Jego uczniami.
Przyjmują wtedy swoje ubóstwo jak inni - bo i co mają robić, skoro ono ich dotknęło - ale w przeciwieństwie do tamtych, znajdują w nim nowy wymiar, którego nie dostrzegają ci, którzy uczniami nie są; choćby byli nawet filozofami czy członkami narodu wybranego - i jedni bowiem, i drudzy nie są w stanie wykroczyć poza porządek mądrości opartej na obserwacji tego świata, a takowa obserwacja widzieć każe raczej niedogodności czy nawet zagrożenia moralne płynące z ubóstwa niż jakiekolwiek korzyści z nim związane. Nowość chrześcijaństwa i w tym się więc jawi, że wykracza poza porządek filozofii czy starotestamentalnej religii - bo chodzi w chrześcijaństwie o umiłowanie mądrości nie z tego świata. To Jezus, a właściwie zapowiedziany przez Niego i posłany Duch Święty, pozwala w pełnym - bo wiecznym - świetle przeprowadzić rachunek zysków i strat nierozerwalnie związanych z ubóstwem.
A potrzeba pełnego zrozumienia do tego bilansu poleca wprowadzić również korzyści płynące dla duszy człowieka - Duch nie pozwala poprzestać na tym, co dotyczy sfery cielesnej: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?"8. To Duch wskazuje również na skutki sięgające daleko dalej niż tylko życia na ziemi - chodzi przecież o życie wieczne, warte nieskończenie więcej niż te kilkadziesiąt lat spędzonych na ziemi. Tylko taki, pełny, ogląd umożliwia sformułowanie tak radykalnego wniosku, jak na przykład ten: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je."9. I właśnie w tym duchu należy odczytywać również i błogosławieństwa - lepiej być ubogim i smutnym, ale oczekującym Bożej pomocy, niż żyć w dostatku i radości, ale z dala od Pana.


Komentarze
Pokaż komentarze