Podoba mi się pomysł włączenia książki „Dwanaście kroków i dwanaście tradycji”, „Biblii” Anonimowych Alkoholików (AA), do chrześcijańskiej formacji.
Po pierwsze dlatego, że wielu z nas ma lub miało jakiś nałóg, albo stało się jego ofiarą przez fakt uzależnienia kogoś bliskiego. Z kolei uzależnienie bliskiej osoby skutkuje często uzależnieniem osoby „trzeźwej” od brania odpowiedzialności za wszystko (w tym za czyjś nałóg) na siebie. Potrzebujemy od tych nałogów się uwolnić.
Po drugie dlatego, że każdy z nas jest grzeszny, a grzech prowadzi do zniewolenia- o czym powiedział dosadnie, jak nikt inny zdając sobie sprawę z wagi tego nałogu, Jezus:
„Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu.” (J 8,34)
Można powiedzieć, że jesteśmy nałogowymi grzesznikami; chociaż właściwiej należałoby to sformułować następująco: „JA jestem nałogowym grzesznikiem”. Żeby nadać temu większej dramaturgii: „Mam prawie 32 lata i jestem Anonimowym Grzesznikiem” (stąd w tytule AG zamiast AA).
Zmieniając Pierwszy krok AA przez zastąpienie alkoholu grzechem otrzymamy:
„Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec grzechu, że przestaliśmy kierować własnym życiem”.
Bezsilność- to jest to dno, od którego już nie można się odbić, można tylko zawołać: „Ratunku”, a więc wykonać drugi krok AG. Ale kto z nas, nałogowych grzeszników, dotknął już tego dna? Ciągle nie przyznajemy się, że już nie panujemy nad własnym życiem, że kieruje nami grzech, nasz pan któremu służymy.
Jesteśmy już tak pijani grzechem, że nie tylko nie zauważamy że zabija on nas, nie widzimy nawet bólu zadawanego innym. Najbardziej wyraźnie widać ten ból w agonii Jezusa Chrystusa, i dlatego wyżej napisałem, że to On najbardziej zdaje sobie sprawę z wagi grzechu. Warto na marginesie zauważyć, że Zbawiciel nie popada w to uzależnienie od brania wszystkiego w swoje ręce, o którym też wspominałem wyżej- uwalnia nas co prawda od konsekwencji grzechu, ale do przyjęcia zbawienia nie zmusza, zostawia ostateczną decyzję co do ostatecznego naszego losu w naszych rękach.
„...Zapłatą za grzech jest śmierć...” (Rz 6,23a).
Błogosławieni ci, którzy już wiedzą o swoim nałogu, którzy już nie próbują postanawiać poprawy, bo dawno stracili do siebie zaufanie...
Tylko oni, Dobrzy Łotrowie, mogą- tuż przed swoją śmiercią- powiedzieć:
„Uwierzyliśmy, że większy od nas Bóg może przywrócić nam zdrowie”.
To jest drugi krok AG.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)