Wśród tysiąca i jednej rzeczy, które mnie denerwują ta zajmuje swoje szczególne miejsce.
Ktoś daje mi prezent, a potem patrzy co z nim zrobię. Patrzy i patrzy, aż zobaczy że mi się nie spodobał. Albo że użyłem go inaczej niż dawca prezentu myśli, że powinienem był użyć. A kiedy zamiast prezentu daje pieniądze- wie na co powinienem je wydać. Albo jeszcze gorzej: nie ma pomysłu na co mógłbym przeznaczyć pieniądze, a wtedy każdy mój pomysł jest z góry skazany na oburzone prychnięcie, że spośród tylu możliwości wybrałem to najmniej rozsądne użycie mamony.
Podobnie dzieje się we wspólnocie. Nie chodzi tu o prezenty, ale o dziesięcinę- dający ją nie pozbywa się pretensji do tego, żeby mieć wpływ na to, jak zostaje ona użyta. I zawsze jest użyta źle, bo nie po myśli dającego. Oburzone prychnięcie.
I w jednym, i w drugim przypadku temu dającemu brakuje zaufania do odbiorcy daru (czy będzie to pojedyncza osoba odbierająca prezent, czy grono osób odpowiedzialnych za wykorzystanie dziesięciny). I w jednym, i w drugim przypadku dawca jest tak przywiązany- czy do daru, czy do faktu, że on daje- że nie potrafi przestać być właścicielem daru. Można więc powiedzieć, że tak naprawdę nie daje, ponieważ nie pozbywa się praw do rzeczy, którą niby ofiarował. Na zewnątrz wygląda na ofiarodawcę, ale wewnątrz jest ciągle właścicielem.
W świetle tego nowego znaczenia nabierają dla mnie słowa Pana:
„Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa,…” (Mt 6,3)
I kiedy myślałem o tym, zrozumiałem że i ja podobnie postępuję względem Boga. Dzieje się tak wtedy, kiedy robię coś dla Niego- i nazywam to służbą, poświęceniem, darem…- a potem oczekuję od Niego zapłaty za to. Tak naprawdę nic Mu nie oddaję, skoro wymuszam na Nim, żeby zrobił coś z moim darem; w tym przypadku nalegam, żeby mi za niego zapłacił! Taki to wspaniałomyślny jestem względem mojego Pana, że daję Mu taki dar, za który ma zapłacić.
Wśród tysiąca i jednej rzeczy, które mogłyby denerwować mojego Pana, ta moja postawa zajmuje swoje szczególne miejsce.





Komentarze
Pokaż komentarze