Jakiś czas temu zwróciło moją uwagę to dosadne biblijne twierdzenie, a właściwie obietnica samego Boga dotycząca powrotu Izraela z wygnania- że poganie pokłonią się przed ludem wybranym i będą lizać kurz z ich nóg (Iz 49,22-23).
Dziś, kiedy wracałem z pracy znów przypomniało mi się to sformułowanie. I na ile dobrze zrozumiałem moje duchowe „emocje”, mogę powiedzieć że pojąłem ten stan, w którym człowiek jest zdolny do lizania prochu, i nawet go zapragnąłem.
Mam ostatnio trudny czas- oswajania się ze swoim grzechem i słabościami charakteru. Mógłbym napisać, że Pan pokazuje mi moją nędzę; ale prawdziwsze będzie stwierdzenie, że On nie tyle specjalnie pokazuje, co po prostu pozwala zobaczyć mi siebie takiego jakim jestem. To stawia mnie przed nim w nagości, i jak Adam najchętniej uciekałbym. Ukorzenie przed Bogiem, z powodu własnej grzeszności.
Dziś kolejny taki dzień, świadomość własnej słabości chce zabrać radość i pokój. Rano postanawiam nie ulec tej pokusie i zachować radość pomimo doświadczenia swojej beznadziejności. Z wiary. Opierając się na obietnicy zapisanej przez umiłowanego ucznia Jezusa:
„A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko” (1J 3,20).
Do tego emocjonalnego smutku- wahnięcie emocji w druga stronę. Stało się coś, czego się nie spodziewałem i w co chyba nawet nie wierzyłem. Wydawało mi się, że nawet nie umiem się ucieszyć z tej niespodzianki, ale po wyjściu z pracy biegłem jednak radośnie na autobus do domu... Ukorzenie przed Bogiem, z powodu Jego wielkości.
I wtedy pomyślałem, co to znaczy lizać proch. I pomyślałem, że to musiałoby być nawet ulgą- poczuć ten brudny chodnikowy pył w ustach i trzeszczące od piasku szkliwo. Lizać kurz... nie w sensie metaforycznym, ale dosłownie. W ukorzeniu własnym grzechem i w ukorzeniu przed Jego łaską- lizać przed Nim proch, jednocześnie się śmiejąc i płacząc.





Komentarze
Pokaż komentarze