Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
102
BLOG

Subtelna przemoc. O potrzebie reklamy sumienia

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Gospodarka Obserwuj notkę 2

 

„Reklamodawca lub promujący ponoszą ostateczną odpowiedzialność za wszystkie aspekty reklamy, niezależnie od jej rodzaju lub treści” („Kodeks etyki reklamy”, art. 63 ust. 2)[1].
„Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głoszone będzie na dachach” (Ewangelia według św. Łukasza 12,2)[2].
Zwiedzionych tytułem ostrzegam: nie będzie w mym tekście żadnych drastycznych przykładów przemocy; Czytelnik, który takowe chciałby znaleźć, rozczaruje się. Z góry uprzedzam również wszelkie podejrzenia o to, że nie lubię reklam – ja je uwielbiam, i tylko nigdy nie rozumiałem, po co przerywa się je w najciekawszym momencie jakimiś nudnymi filmami. A ponieważ w moim tekście posłużyłem się tylko jednym przykładem subtelnej przemocy – wypada więc jeszcze usprawiedliwić się, że ostrze krytycznego pióra trafiło akurat w tę, a nie inną reklamę zupełnie przypadkowo; wszystkich pozostałych reklamodawców, których „arcydzieła sztuki popularnej, pełne oryginalnych pomysłów i niepowtarzalnego uroku”[3] również mogłyby pretendować do grona posługujących się subtelną przemocą – przepraszam.
Miasto, w którym pracuję, nie jest największe, i billboard z reklamą pewnej marki telefonii komórkowej też największy być nie mógł. Znacznie większe miasto, w którym studiuję, potrzebowało znacznie większej powierzchni (tak na oko ze trzy piętra wysokości i tyleż samo szerokości), aby przedrzeć się z podobnym przesłaniem, które w intencji autorów miałoby chyba dobrze wyrażać cel firmy: „przyczynić się do poprawy życia przez nowatorskie rozwiązania ułatwiające komunikację i zbliżające ludzi”[4]. „Podmiot, który miał możliwość zapoznania się z reklamą”[5] (tak odbiorcę reklam nazywa „Kodeks etyki reklamy”), czyli po prostu przeciętny – jak niżej podpisany – reklamożerca, zwrócił był pewnie uwagę na tyleż intrygujące, co przerażające – jeżeli potraktować je poważnie, ale tak przecież nie wypada go traktować – hasło: „Jestem przyjaciółmi, z którymi szaleję na koncertach”, i może machnął ręką nad tajemniczym przesłaniem, które ono niesie, właśnie z powodu jego trudnego do odgadnienia sensu, który mógłby przerażać, gdyby wypadało go traktować poważnie (a przecież nie wypada). Bardziej przystępne natomiast, a tym samym łatwiejsze w rozpracowaniu i mogące być potraktowanym poważniej, wydaje mi się inne hasło tego samego reklamodawcy: „Jestem tym, kim jestem, dzięki innym”, dlatego nie przechodzę obok niego obojętnie, a tych, którzy razem ze mną chcieliby pomedytować nad niesionym przez nie sensem, zapraszam do zadarcia razem ze mną głowy w górę.
 
Zapraszam na stronę "OPOKI", gdzie można przeczytać całość tekstu.


[1]        Rada Reklamy, „Kodeks etyki reklamy, Warszawa, 4 czerwca 2008 r. (dostępny na stronie: http://www.radareklamy.org/kodeks-etyki-reklamy.htm).
[2]        „Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu” („Biblia Tysiąclecia”), wydanie piąte, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2000; wszystkie cytaty biblijne użyte w tekście pochodzą z tegoż wydania.
[3]        Por. Papieska Rada Do Spraw Środków Społecznego Przekazu, „Etyka w reklamie”, 7. (Dokument można przeczytać na stronie: http://mateusz.pl/dokumenty/ewr.htm).
[4]        Cyt. za stroną internetową jednej z marek branży telefonii komórkowej.
[5]        „Kodeks..., op. cit., art. 3.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Gospodarka