Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
49
BLOG

NIEZNAJOMOŚĆ PRAW EKONOMII SZKODZI DUSZY

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Gospodarka Obserwuj notkę 1

 

Czasy, w których żyjemy, są naprawdę ciekawe. Dawno, dawno temu, kiedy ludzie jeszcze mieli bojaźń Bożą w sobie, nie wykazywali jednak takiego posłuszeństwa biblijnym standardom, jak ludzie dzisiejsi – nieświadomie, ale jednak – stosujący w swoim myśleniu biblijne patrzenie na bogactwo i biedę. A przecież kaganek oświaty przyniesiony przez oświecenie wypłoszyć miał ciemną wiarę... Okazuje się jednak, że nie wszystkie upiory przeszłości zostały przepędzone, co szczególnie mocno widać w dziedzinie ekonomii, w której odwieczne przesądy zdają się trwać w najlepsze, a podział na złych bogaczy i dobrych biedaków wciąż pokutuje w powszechnym myśleniu.
Można byłoby machnąć ręką, gdyby nienaukowe spojrzenie na ekonomię miało tylko doczesny wpływ, ale ponieważ szkodzić może także duszy, trzeba o tym mówić. Jedna z podstawowych zasad prawa brzmi: „ignorantia iuris nocet” („nieznajomość prawa szkodzi”), a sentencję tę można rozwinąć i sformułować następująco: „nieznajomość praw ekonomii szkodzi duszy” (jest to tzw. „paremia Zatwardnickiego”). To pewnie z tej nieznajomości wynika niebywała rola, którą współcześni świętawi (nie mylić ze świętymi) chcieliby przypisywać rynkowi. Od praw rynku wymaga się dziś sprawiedliwego rozdziału bogactwa – według komunistycznej, boć nie chrześcijańskiej przecież zasady – „każdemu po równo”. W ten sposób dokonuje się swoistej antropomorfizacji – oczekuje się od gospodarki tych cech, których posiadać ona nie musi, a jednocześnie człowieka zwalnia się od moralności i odpowiedzialności za troskę o bliźniego. I tak nie człowiek, a „zrównoważony wzrost gospodarczy” w ramach „społecznej gospodarki rynkowej”[1] jawi się najlepszym rozwiązaniem.
Zamiast jednak dorabiać ekonomii gębę (czyt.: „ludzką twarz”), warto potraktować ją tak, jak na to zasługuje. Jest jedną z nauk szczegółowych realnych, to znaczy zajmujących się światem realnym, istniejącym niezależnie od naszej świadomości czy przekonań, a jako taka – musi być badana obiektywnie, niezależnie od światopoglądu osoby, która chciałaby narzucić jej swoje oczekiwania. Dlatego ja, człowiek wierzący (wolno jeszcze tak otwarcie o tym pisać?), postuluję: „uwolnić ekonomię od religijnych nacisków!”. A jako światły członek Unii, a zarazem Jej żołnierz, „przysięgam (...) krwi własnej ani życia nie szczędzić”[2] w obronie jedynie słusznej sprawy, i obiecuję, że tak jak Ona „zwalczać będę wyłączenie społeczne i dyskryminację”[3] – wszelką dyskryminację, w tym i ekonomii jako nauki. Proszę innych światłych Europejczyków łaskawie zauważyć, że zgodnie z ustawową dyspensą nie dodałem na końcu roty zdania: Tak mi dopomóż Bóg”[4] (to tak na wszelki wypadek, gdyby jednak okazało się, że brak odwołania do Boga w preambule „Traktatu” miałby znaczenie nie tylko symboliczne – wszak idee mają konsekwencje – i takie odwołanie zaczęło być uważane za niedopuszczalną i pociągającą karę dyskryminację ateistów).
 
Zapraszam na stronę "OPOKI", gdzie można przeczytać całość tekstu.


[1]        „Traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy”, artykuł I-3 („Cele Unii”), ustęp 3.; pełny tekst dostępny na stronie: http://www.konstytucjaue.gov.pl.
[2]        Por. tekst przysięgi wojskowej: „Ustawa z dnia 3 października 1992 r. o przysiędze wojskowej” (Dz.U. 1992 nr 77 poz. 386), art. 1 ustęp 1; cytuję za stroną:  http://isip.sejm.gov.pl/prawo/index.html.
[3]        Por. „Traktat...”, op. cit., artykuł I-3, ustęp 3.
[4]        Por. „Ustawa...”, op. cit., , art. 1 ustęp 1.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka