Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
369
BLOG

„Metro”. Europejski rekord purnonsensu

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Gospodarka Obserwuj notkę 2

 

Wciąż tak mało Polaków pracuje tymczasowo – boleje Autorka „Metra”. Trzeba będzie poprawić te statystyki. Proponuję podwyższenie podatków – to powinno załatwić sprawę.
 
Pośród tysiąca i jednego pożytków płynących z czytania gazet darmowych jest i ten, że znakomicie nadają się do poprawiania humoru. Być może autorzy tekstów nie spodziewają się takiego efektu u czytelnika, ten jednak nie pożałuje tej krótkiej chwili jazdy autobusem spędzonej na poprawianiu nastroju lekturą gazety.
Traf chciał, że w moje ręce trafił akurat majowy numer „Metro” (13-15 maja). Naprawdę proszę mnie nie podejrzewać o zamierzoną złośliwość względem tej gazetki (nie trzeba było mi jej wciskać na ulicy!), ale takiej gratki-okazji żal byłoby zmarnować. Nawet nie dlatego, żeby treści numeru stanowiły jakiś wyjątek, owszem można podejrzewać, że właśnie są wyrazem stereotypów dobrze się mających w Polsce. I właśnie dlatego warto połączyć przyjemne (śmiech) z pożytecznym (śmiech to zdrowie, a znajomość stereotypów leczy rozczarowania płynące z nierealnych oczekiwań względem innych).
Zacznijmy od oryginalnego tytułu – proszę nie poprawiać – „Praca na tymczasem”. Autorka, p. Anita Karwowska przytacza dane raportu Międzynarodowej Konfederacji Prywatnych Agencji Zatrudnienia, z których wynika, że pracami tymczasowymi interesują się w Polsce przede wszystkim młodzi przed trzydziestką. Szukają oni zajęcia przez agencje, wierząc (naiwnie – dopisek niżej podpisanego), że w ten sposób znajdą być może stałe zatrudnienie. Dodatkową motywacją takich (naiwnych – znów niżej podpisany) poszukiwań młodych jest potrzeba znalezienia pracy tymczasowej, która dałaby im kwalifikacje. Jak wyjaśnia – zaraz będzie się można śmiać – p. Agnieszka Zielińska, kierownik Polskiego Forum HR skupiającego agencje pracy tymczasowej działające w Polsce, „studia słabo uczą zawodu”. A nie mówiłem, ze naiwni? Uwierzyli, że po to się studiuje, żeby zdobyć kwalifikacje do zawodu.
Tęskno mi, Panie, do tych czasów, w których zdobywaniu zawodu służyły szkoły zawodowe czy jakieś kursa, a na pierwszym miejscu praktyka, tęskno do czasów, w których studia polegały przede wszystkim na zdobywaniu wiedzy i odpowiadały na zainteresowania naukowe. Kto pamięta jednak przełom roku 89, ten gdzieś w tamtym czasie skojarzy pierwszą propagandę kierowaną do młodych, którym wmówiono, że bez względu, czy interesuje ich nauka, studiować powinni, ponieważ studia gwarantują w przyszłości znalezienie (lepszej) pracy.
I dlatego zamiast zająć się pracą, zmarnowali najlepsze lata na naukę. Zamiast sprzedawać w sklepie, kształcili się w tych wszystkich szkołach marketingu. Miast szczęścia płynącego z poczucia bycia na właściwym miejscu, przyjdzie teraz narzekać im do końca życia, a innym słuchać tego narzekania. Bo do sklepu już nie pójdą, a szkoły słabo nauczyły ich zawodu. Trzeba będzie słabo przygotowanym do zawodu absolwentom psychologii ponazywać te nowe jednostki chorobowe, które muszą się pojawić w sfrustrowanym społeczeństwie.
Kolejny powód do śmiechu daje stwierdzenie dr Haliny Sobockiej-Szczapy z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, która twierdzi, że młodzi liczący na stałe zatrudnienie mają małe szanse na to, żeby rzeczywiście praca tymczasowa ku stałemu zatrudnieniu miała młodych doprowadzić, ponieważ pracodawcy w agencji nie szukają kogoś na stałe! I dodaje Pani doktor, że nie ma zagrożenia, żeby przywiązani do tradycyjnego modelu zatrudnienia chcieli Polacy zastąpić takowy elastycznymi formami zatrudnienia. Na czym polega dowcip? Na tym, że takie tłumaczenie rzeczywistości jest tak oderwane od przyczyn, których jest ona skutkiem, że przypomina ględzenie ślepego o kolorach. To tak, jakby pytanie, dlaczego nie wszyscy Polacy lecą samolotami na wakacje, skwitować ich zbytnim przywiązaniem do tradycyjnych form podróży.
Aż chciałoby się dodać: ci wstrętni pracodawcy, zamiast dać pracę na stałe biednym absolwentom słabo wyuczonym zawodu, mamią ich jedynie pracą „na tymczasem”. Aż nie chciałoby się psuć takiego narzekania pytaniem, dlaczego pracodawców nie stać na zaproponowanie stałego zatrudnienia. Nie zająknie się nikt, jakie przyczyny prowadzą do tego, że pracy trzeba młodym szukać w agencjach? Jakie nienaturalne przyczyny pociągają za sobą takie konsekwencje, że naturalna chęć pracy i naturalna potrzeba pracodawcy, aby z takiej chęci skorzystać odpowiednio za nią płacąc, nie mogły się spotkać? Odpowiedź jest zbyt prosta, żeby mogli ją przyjąć wykształceni dziennikarze i czytelnicy „Metra”. Wysiłkiem woli nie ulegam pokusie złośliwości i nie szukam odpowiedzi według politycznego klucza, choć nie byłoby całkiem od rzeczy zapytać o to, której partii zwolennikiem jest wydawca gazety, i dlaczego partia ta zdradziła swoje gospodarczo liberalne ciągoty?
Miało jednak być nie do płaczu, a do śmiechu – najlepsze zostawiłem więc na deser. Otóż autorka tekstu ubolewa, że „mimo ciągłego wzrostu liczby pracowników tymczasowych, w Polsce jest ich wciąż dużo mniej niż na Zachodzie – tam stanowią ok. 3,5 proc. wszystkich zatrudnionych, u nas zaledwie 0.44 proc”. Państwo rozumieją tę tragedię? Mniej naiwniaków w Polsce niż w Europie! Jakie tego przyczyny? Może trzeba zdobyć lepsze wykształcenie, skończyć trzeci kierunek studiów? Bo przecież studia „słabo uczą zawodu”, więc będzie trzeba szukać pracy tymczasowej pozwalającej na zdobycie kwalifikacji. Niestety i ta propozycja nie rozwiązuje wszystkiego – trzeba by jeszcze poprawić te statystyki: ponoć tylko 2 proc. firm polskich korzysta z agencji pracy tymczasowej. Czyżby właściciele firm nie należeli do słabo wyedukowanych? Proponuję inne rozwiązanie: podwyższyć podatki, tak żeby pracodawcy jeszcze mniej opłacało się zatrudniać na stałe, wtedy część z tych osób, które pracują w „tradycyjnym modelu zatrudnienia”, będzie zmuszonych pracować „w formach elastycznych” i statystki zbliżą się do europejskich.
Na szczęście znalazła Anita Karwowska coś na pociechę dla czytelników. „W porównaniu ze średnią unijną, wśród Polaków jest dwa razy więcej osób (europejski rekord!) pracujących bez stałej umowy – etatu nie ma co trzeci pracownik”. I pewnie z tego samego powodu, co Amerykanie, którzy pracę tymczasową wybierają ze względu na to, żeby mieć więcej swobody?
Można już śmiać się. Albo płakać. Zależy, jak ktoś reaguje na purnonsens. Europejski rekord!
Sławomir Zatwardnicki

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Gospodarka