Książka Andrzeja Mańki Bogaty Polak, biedny Polak [1] nie jest na pewno poradnikiem finansowym. Raczej zaproszeniem do odbycia inicjacji duchowej. I pewnego rodzaju znakiem czasu.
Od biedy do bogactwa
„W każdym z nas mieszka bogaty i biedny Polak” (s. 10 [2]), portret obu zostaje przez Mańkę narysowany wyraźną kreską, tak żeby czytelnik nie miał wątpliwości, po której stanąć stronie. Polaka biednego, żyjącego na pokaz i z kredytów, powielającego stereotypy finansowe, a na dodatek usprawiedliwiającego swoją biedę błędnymi przekonaniami religijnymi, przeciwstawia bogatemu Polakowi, który poddaje się edukacji finansowej, zarabia i inwestuje, a przede wszystkim stara się o harmonię między wszystkimi dziedzinami życia, w tym religijną i finansową. Można byłoby poprzestać na tej krótkiej karykaturze, ale autor idzie dalej/głębiej.
Twierdzi Mańka, że żyjemy w wyjątkowym świecie: „oto po raz pierwszy w dziejach każdy może pozyskać tyle pieniędzy i dóbr materialnych, ile zechce” (s. 43), ich zdobywanie przypomina igraszki przedszkolaków. „Na Twój pierwszy milion nigdy nie jest za wcześnie”, zapewnia czytelnika tytułem rozdziału Mańka, a następnie raczy go bajeczką o tym, jak to w wieku kilku lat zarobił fortunę i stał się „najbogatszym biznesmenem, bankierem i inwestorem na świecie – oczywiście, biorąc pod uwagę mój wiek” (s. 27). Inteligentny czytelnik zrozumie, że to tylko snucie finansowych konfabulacji, do których w dalszej części książki zaprosi Mańka czytelnika.
Nie zadawajmy zbędnych pytań, czy warto zaufać Mańce w tej podróży ku bogactwu; nie podważajmy jego autorytetu, inicjacja może się dokonać tylko wtedy, gdy zaufamy bezgranicznie kapłanowi edukacji finansowej. Nie sprawdzajmy jego konta niby-milionera, przyjmijmy, że gromadzi jednak na nim miliony, a zdanie „wiem, jak to jest mieć 10, 20 czy 50 000 złotych na koncie, bo zdarzyło mi się to już niejeden raz” (s. 83) uznajmy za wyraz skromności. Zresztą, według autora nie w samym zarabianiu, skoro ono przychodzi bez trudu, ale w jego utrzymaniu jest problem – rzeczywiście, nie lada to wyczyn utrzymać bogactwo, którego jeszcze nie ma. Wcześniej trzeba by przyjąć, że „bogactwo to stan umysłu, a nie konta” (s. 58).
Od bogactwa do przemiany umysłu
Jeśli tak się sprawy mają, należy poddać się przemianie umysłu. Zaczyna się ona od tego, że lękom i wątpliwościom należy wypowiedzieć wojnę: „Jeśli masz sprzeczne, mieszane uczucia w stosunku do pieniędzy, pozbądź się ich! Jeśli tego nie zrobisz – one mogą pozbyć się ciebie…” (s. 98). Zdaniem Mańki-domorosłego psychologa na ludzkie emocje (i idące za nimi działania) wpływa przede wszystkim podświadomość, proponuje on zatem jedną z technik newage’owych, jaką jest neurolingwistyczne programowanie (na zagrożenia związane z NLP zwracali uwagę ks. Aleksander Posacki [3] czy Robert Tekieli [4]). Na dowód skuteczności techniki przytacza Mańka przykład ze swojego życia: dzięki NLP pozbył się lęków, a przy okazji „innych, jakichś przedziwnie z nim powiązanych barier ograniczających (…) wolność emocjonalną” (s. 96). (Czy właśnie tej dziwnej wolności należy przypisać powstanie niby-poradnika finansowego?).
Oprócz tego proponuje Mańka inne techniki – budzenie w sobie „niedojrzałego marzyciela” (wszak wszyscy wynalazcy byli wewnątrz jak dzieci) przez odrzucanie bagażu doświadczeń i koncentrowaniu się na marzeniach, albo przenoszeniu się w czasy dzieciństwa i budowaniu swojej zamożności w tamtym czasie („tam” pewnie narodziła się bajeczka o małym Andrzejku-milionerze). Dobrze jest według Mańki wchodzić w stan twórczej euforii, który „można świadomie stymulować” (s. 19). Wychodzeniu z niewoli finansowych stereotypów (ku niewoli innego rodzaju?) służyć ma słuchanie w samochodzie audiobooków o finansach (w tym Mańkowego?), oglądanie filmów, które wyzwalają w widzu wiarę w ludzką potęgę i kreatywność (tego nie mógł pominąć Mańka-reżyser filmowy), otaczanie się tymi, którzy zwiększają potencjał.
Wzbudzeniu zaufania do autora, który ekspertem finansowym nie jest, służyć ma identyfikacja czytelnika z autorem, który zalicza się do „zwykłych użytkowników”. Jest więc Mańka jednym z nas, Polakiem biednym, który stał się Polakiem bogatym (pamiętamy, nie o konto chodzi, a o stan umysłu), i dlatego możemy otworzyć się „na te zupełnie nowe doznania” (s. 33), które proponuje. Ale też nie jest całkowitym lakiem Mańka, wszak prowadzi internetowe kursy dotyczące finansów oparte na programie Edukacji Finansowej Crown (polskiej gałęzi Crown Financial Ministry) [5] oraz propozycjach Roberta Kiyosakiego, znanego przede wszystkim z książki Bogaty ojciec, biedny ojciec (stąd tytuł książki Mańki).
Od metanoi do idolatrii
To naprawdę ciekawe połączenie: z jednej strony Crown, organizacja zasłużona, której można co najwyżej zarzucić fundamentalizm biblijny, z drugiej idee Kiyosakiego, co do których Mańka pisze, że potrzebował aż dwóch lat, żeby w pełni je sobie przyswoić. „Jeśli (…) należysz do grona tych, którzy nie zdołali się jeszcze przekonać do oryginalnego, nieco filozoficznego i praktycznego zarazem systemu ujmującego istotę pieniędzy, (…) spróbuj raz jeszcze” (s. 104). To będzie duży krok na drodze inicjacji, tak że za Mańką będzie czytelnik mógł powiedzieć, że w końcu odczuł „zbawienne skutki edukacji finansowej” (s. 115). Religijny język nie pojawia się tutaj przypadkiem. Kilka lat zajęło Mańce wejście na tę zbawienną drogę – inicjacja została dokonana. Teraz pora na czytelnika.
Wziął do ręki czytelnik poradnik finansowy, a otrzymał wątpliwą filozofię czy nawet religię: „Pragnę dać Ci moje świadectwo nadzwyczajnych, a może wręcz nadprzyrodzonych korzyści, jakie daje edukacja finansowa” (s. 32). Niewątpliwie słuszny jest punkt wyjścia – powiązanie sfery finansowej z innymi sferami życia. Ale w końcu książki okazuje się, że „ambicją było odnalezienie odpowiedzi na pytanie: »Dlaczego chcę i dlaczego powinienem być bogaty«” (s. 90). Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy – mawiał pewien lewicowy polityk. Otóż lektura książki nie pozostawia złudzeń, że jednak mamy tu do czynienia z idolatrią. Pieniądz jest w centrum życia, edukacja finansowa „zmienia cały Twój system życiowej, praktycznej filozofii, włączając w nią Twoje umocowanie duchowe...” (s. 9). Nie jest to tylko sprzężenie zwrotne między różnymi dziedzinami życia, ale zależność wszystkiego od tej jednej, finansowej.
Dlatego nawet te fragmenty książki, które poświęca Mańka rozważaniom o Bogu i religii, które wydały mi się z całej książki najbardziej szczere, w końcu i tak zostają podporządkowane pieniądzu. Zaczyna się od prób odwojowania katolicyzmu jako religii, która nie gorzej niż protestantyzm (kłania się Max Weber) może prowadzić do bogactwa zamiast utrzymywania ludzi w ubóstwie; broni Mańka-neofita gorliwie Kościoła jako jeden „z nas, wierzących i praktykujących katolików” (s. 78); a w końcu dochodzi do tego, że „podjęcie wyzwania (…) poszukiwania odpowiedzi na pytania o Boga w kontekście osobistego planu budowania zamożności stanowi klucz do materialnego sukcesu” (s. 86).
Czy Bóg jest dla Mańki tylko ideą, która ma zostać wprzęgnięta w proces bogacenia się? Ale przecież bogactwo to nie bogactwo, a stan umysłu, a do przemiany umysłu trzeba Boga, który może pomóc wzbogacić się, ale przecież bogactwo to tylko stan umysłu, itede, itepe… Smutne najbardziej jest to, że sam Mańka, człowiek kulturalny i wykształcony, nie jest przecież taki głupi, żeby wprost ubóstwiać pieniądz czy uprawiać „filozofię pieniądza”. Z całości książki przebija raczej poszukiwanie mądrości – po to, żeby zaraz ją nieszczęśliwie gubić w hipnotycznej mantrze zagrzewania czytelnika (i siebie samego?) do bogacenia się; ale ilekroć mowa jest o bogactwie, tylekroć również o tym, że nie ono jest najważniejsze. I tak w koło (błędne).
Od Mańki do znaków czasu
Trudno uwierzyć, że Mańce naprawdę chodzi o bogactwo czytelnika. Odnosi się wrażenie, jakby książka stanowiła raczej wyraz pewnej przebytej przez autora drogi. Inteligentny autor wydaje się być nieszczęśliwy w przyjętej przez siebie roli, nawet tytuł książki przyjmuje on z trudem, za namową wydawcy (por. s. 15). Dlaczego jednak decyduje się ją napisać? Czemu nie wybierze tych wartości chrześcijańskich oraz antycznych, do których raz po raz czyni aluzje? Być może odpowiedź leży w tej swoistej inicjacji, której się poddał.
Przekonania, które Mańka przyjął, nie są przecież żadną edukacją finansową. Wyczuwa się w tej „holistycznej edukacji finansowej” wpływ tego samego ducha, który stoi za newage’ową medycyną alternatywną czy zdrowym odżywianiem się (nieprzypadkowo wydawca książki propaguje poradniki dot. np. irydologii czy akupresury [6]); i tak jak tam zdrowie staje się bogiem, tak tutaj pieniądz; i tak jak tam wokół zdrowia kręci się cała nadbudowa filozoficzno-religijna, tak tutaj buduje się podobną otoczkę wokół pieniądza.
Jest według autora Bogaty Polak, biedny Polak „debiutem, jeśli chodzi o wymagającą poetykę gatunku literatury, jakim jest poradnik” (s. 13). Według niżej podpisanego nie jest książka Mańki poradnikiem, ale jakąś filozofią lub parareligią. Duchowe (dajmy już spokój z tym bogactwem!) poszukiwania Mańki rozpoczęły się, jest on otwarty na duchowy świat. Mam nadzieję, że zamiast brnąć dalej w newage’owe wierzenia zreflektuje się jednak i postawi na ortodoksyjną wiarę.
Dla czytelnika ważne jest również to, że świadectwo Mańki można czytać jako wyraz pewnej duchowej pustki, która daje o sobie znać w środowisku finansowym. Wydaje się, że nie jest Mańka odosobnionym przypadkiem zarówno jeśli chodzi o infantylność religijną, jak i szczerość duchowych poszukiwań. W tej perspektywie Bogaty Polak, biedny Polak opowiadałby o bogactwie/biedzie duchowej. Z drugiej strony byłby informacją o współczesnej strategii przyjętej przez złego ducha: kryje się on za językiem paranaukowym (paramedycyna, pseudoedukacja finansowa) i proponuje niby harmonijny rozwój człowieka, a w gruncie rzeczy prowadzi do bałwochwalstwa.
Sławomir Zatwardnicki
[1] A. Mańka, Bogaty Polak, biedny Polak. Jak o pieniądzach myślą bogaci i dlaczego biedni robią błąd, myśląc inaczej, Gliwice 2011 (książka, e-book i audiobook).
[2] Wszystkie przypisy w nawiasach pochodzą z egz. recenzenckiego, przedpremierowego, książki (przypis 1) w wersji maszynopisowej.
[3] Por. A. Posacki, Neurolingwistyczne Programowanie (NLP), w: A. Posacki, Encyklopedia zagrożeń duchowych, Radom 2009, tom 2, s. 133-138.
[4] Por. R. Tekieli, Mądre bzdury, w: http://newage.info.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=17&Itemid=17, 20.06.2011.
[5] Więcej o organizacji – zobacz: www.crown.org.pl
[6] Zobacz zakładkę „Zdrowie” na stronie wydawcy książki: www.zlotemysli.pl
Tekst ukazał się w piśmie „Rzeczy wspólne”




Komentarze
Pokaż komentarze