124 obserwujących
836 notek
1089k odsłon
  3423   0

Szpetny nasz kraj, czyli (anty)patriotyzm krajobrazu

Wolność źle rozumiana

A przeciętny Polak? Sądząc z ilości śmieci na naszych poboczach, ilości dzikich wysypisk także w miejscach przyrodniczo cennych, i oceniając na podstawie skrzętnie pilnowanej zasady: „wolnoć, Tomku, w swoim domku” – krajobraz, przestrzeń zielona to po prostu rezerwuar „ziemi niczyjej”, z której jeśli się da, warto coś dla siebie wyszarpnąć: „Byle i dla mnie wystarczyło na działkę w pięknej okolicy albo kocyk rozłożony w urokliwym miejscu. Zrobię z tym, co zechcę, zeszpecę wedle woli lub odjadę, zostawiając śmieci”.

Myślę, że to jeden z lepszych znaków tego, że o realnej treści bytu narodowego/społecznego decydują czynniki kulturowe przeważające – tu i teraz – w „nastawieniu społecznym”. Polacy chcą takiej bylejakości, tej samowolki, pstrokacizny i korzystają ze śmietnisk w lasach, nad jeziorami i rzekami. Wolą autostrady i kupione na kredyt samochody od „jakichś tam żabek i motylków”. Chcą wielkich billboardów rozsianych niemal wszędzie. Pożądają nowoczesności z plastiku i szkła, dlatego też nic nie mają przeciw deweloperom wyburzającym zabytkowe budowle.

Taka jest polska transformacja, inna choćby od czeskiej. A warto przypomnieć, że to Czesi zabronili reklam przy drogach, powołując się m.in. na kwestie ochrony krajobrazu. A całkiem niedawno włodarze Pragi zatwierdzili zakaz rozwieszania w całym mieście reklam o powierzchni większej niż 6 m². U nas wobec takich pomysłów podniósłby się krzyk, że to przeciw interesom biznesu, że oczywiście „socjalizm” i „PRL”. Trudno mi zresztą wyobrazić sobie władze pstrokatej Warszawy, które akceptują pomysł swoich praskich kolegów. Ale cóż, Warszawa to wielki świat, a Praga – wiadomo, prowincja… Owszem, kpię.

Brzydka „normalność”

A przecież nasza najbardziej realna i najbardziej przyziemna ojczyzna składa się z czterech żywiołów i (braku) kultury. Dodajmy do tego brak szacunku dla ciszy, o czym świadczą quady jako jeszcze jeden sposób na podkreślanie własnego statusu i samowoli (w rodzimym ujęciu: kwintesencji wolności), czy wszechobecność jazgotu w polskich „kurortach wypoczynkowych”. Polacy na ogół chcą tego wszystkiego, bo to kojarzy się im z „normalnością”.

Trudno wyobrazić sobie, by na wzór angielskiego parlamentu jakikolwiek polski sejm mógł ustanowić jakiekolwiek prawa ograniczające i moderujące „polski zgiełk przestrzenny”. Dla większości z nas to po prostu nie jest problem, ale zjawisko należące do kanonu „kapitalistycznej rzeczywistości”. W gruncie rzeczy jednak polski brak szacunku do krajobrazu to jeszcze jeden element braku troski o własny kraj połączony z różnorodnymi mitologiami dotyczącymi choćby tego, jak wygląda „prawdziwy kapitalizm”. Scruton wyraźnie to nam pokazał. Ale przepracowanie tego zajmie nam chyba jeszcze sporo czasu…


Artykuł opublikowany pierwotnie w piśmie internetowym "Nowa Konfederacja" nr 34 (46)/2014

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale