124 obserwujących
834 notki
1074k odsłony
1144 odsłony

Liberalizm wygrał z ZSRS i jego satelitami. Przegrał z alt-prawicą

Wykop Skomentuj39

Od pewnego czasu coraz bardziej intryguje mnie, jak liberałowie rozumieją przyczyny kryzysy liberalizmu w świecie zachodnim i środkowoeuropejskim.

Dość dawno już temu na studiach filozofii w Krakowie czytaliśmy oczywiście z prof. Ryszardem Legutko Johna Graya, bodaj najgłośniejszego renegata z szeroko rozumianego obozu liberalizmu, zarówno kulturowego, jak gospodarczego. Koncepcje liberalne poznawałem również za pośrednictwem prof. Bronisława Łagowskiego, myśliciela, którego trudno przypisać jednoznacznie do jakiejkolwiek szkoły filozofii społecznej. Dodałbym do tego jeszcze Izajasza Berlina, którego „Cztery eseje o wolności” stanowiły ucztę dla miłośników historii idei. Na marginesie: w początkach XXI wieku my, studenci kierunków humanistycznych na Grodzkiej w Krakowie, chętnie traciliśmy czas i pieniądze w pobliskim składzie taniej książki. Być może nigdy już nie będę miał okazji oddać hołdu tamtemu miejscu – więc czynię to teraz.

Wróćmy do meritum. Dziś nie ma już większych wątpliwości, że kryzys liberalizmu, naprawdę istotnego elementu ustroju powojennego świata, jest faktem. Rozpad żelaznej kurtyny, demontaż ZSRS i zwasalizowanych/skolonializowanych przez sowiecki imperializm tzw. demokracji ludowych był intrygującym momentem: poświadczał zdecydowanie większą żywotność demokracji liberalnych i kapitalistycznych gospodarek. Ale zwycięstwo przyniosło nowe wyzwania, które zachodni liberalizm albo zlekceważył, albo na własną zgubę pomógł je zmonetaryzować coraz bardziej zachłannemu kapitalizmowi. Oczywiście, nie jako abstrakcyjna siła. Idee ściśle wiązały się z praktyką: polityczną, ekonomiczną, kulturową, edukacyjną, legislacyjną itd. Liberalizm z ożywczej siły politycznej zaczął wyradzać się w dogodne narzędzie globalnych i lokalnych elit, służące petryfikowaniu nowych zależności, układów sił, niesprawiedliwości i podziałów na centra i peryferie, rejony uprzywilejowane i utrzymywane w stałej zależności. W krajach transformujących się, wychodzących z realnego socjalizmu, stał się ideologią staro-nowego establishmentu, nowobogackich grup dominacji, nową jedynie słuszną szkołą myślenia o całym świecie. Taki liberalizm niewiele miał i ma wspólnego z pluralizmem. Jak to kiedyś napisałem, nawiązując do słynnej postaci włoskiego liberała z kart „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna: Settembrini się ześwinił.

Niedawno ukazała się interesująca książka tłumacząca kryzys liberalizmu od wewnątrz. Myślę o pracy prof. Jana Zielonki „Kontrrewolucja. Liberalna Europa w odwrocie”. Już na wstępie autor zauważa, cytuję: „Liberałowie pozostają lepsi we wskazywaniu cudzych wad niż w autorefleksji. Więcej czasu poświęcają wyjaśnianiu wzrostu popularności [swoich przeciwników - K.W.] niż wyjaśnianiu upadku liberalizmu. Nie chcą spojrzeć w lustro i uznać własnych niedociągnięć. Europejski model demokracji, kapitalizmu i integracji nie pasuje do nowej, złożonej sieci miast, banków, terrorystów i migrantów. Wartości liberalne, które sprawiły, że Europa kwitła przez wiele dziesięcioleci, zostały zdradzone”.

Przyznam szczerze, że tylko powyższy cytat budzi zarówno moje zainteresowanie, jak i chęć polemiki. Wydaje się bowiem, że powojenny sukces Europy miały nie tylko liberalne, ale również chadeckie i socjaldemokratyczne korzenie. Ale chęć polemiki to jedno. Ważne, że wśród liberałów znalazł się ktoś, kto nie przemawia jedynie ex cathedra.


To zapisana wersja mojego cotygodniowego felietonu dla Polskiego Radia 24. Wersja do odsłuchania pod linkiem.


Wykop Skomentuj39
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo