coryllus coryllus
3522
BLOG

Miałem sen....

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 37

 I po raz pierwszy śniło mi się, że latam. Nie jakoś szczególnie wysoko, nisko latałem, a w dodatku w towarzystwie kolegi Leminga, tego co zawsze komentuje teksty na blogu Toyaha. A było to tak...W moim śnie Leming zaprosił mnie na kolację. I sunęliśmy na tę kolację we dwóch, jakieś dwa metry nad ziemią, napędzani wewnętrzną, nierozpoznaną energią. Frunęliśmy nad ulicą Kolejową w Dęblinie zbliżając się do skrzyżowania z Nową, gdzie jak pewnie wiecie długi czas mieszkałem. I kiedy tak leciałem przypomniałem sobie, że tuż za rogiem stoją zawsze, przeważnie pijani trochę Dobek Czesław i jego kolega Małolepszy. Dziś obaj już świętej pamięci, ale w moim śnie jak najbardziej żywi. - Będzie kraksa jak nic – pomyślałem sobie i postanowiłem działać. No przecież nie mogliśmy wpakować się z Lemingiem na Cześka i Małolepszego, sami rozumiecie. Do głowy przyszła mi myśl następująca- jak zrobię głośno BUUUUUUUUUUU!!!, Czesiek i Małolepszy na pewno się spłoszą i będziemy mogli spokojnie przefrunąć nad ulicą Nową w mieście Dęblinie. No i zrobiłem BUUUUUUUU!!! Potem powtórzyłem dla pewności raz jeszcze BUUUUUUUUU!!!! i wtedy poczułem coś dziwnego – ktoś szarpał mnie za ramię.

  • Co ci się stało – wołała moja żona – co się stało, wezwać pogotowie?!

    Otworzyłem oczy i spojrzałem w bok, z sąsiedniego pokoju przez otwarte drzwi patrzyły na mnie strwożone oczy moich małoletnich dzieci. Tak to było. Naprawdę. Sen ten przyśnił mi się przed ostatnim dniem targów książki w Warszawie, a piszę Wam o tym ponieważ chciałem podzielić się z tutaj kilkoma refleksjami na temat tej imprezy i pomyślałem, że to będzie świetny wstęp.

Jak pamiętacie, uważam, że arkady pod Zamkiem Królewskim w Warszawie są najlepszym miejscem do handlu. Pisałem o tym w tekście zatytułowanym „O wyższości prawa lubeckiego nad magdeburskim”. Chodzi o to, że nie da się po prostu handlować na obiektach z obejściem, czyli na kwadratowych rynkach i placach owalnych lub okrągłych. Co innego długi targ, czyli ulica z kramami po obydwóch stronach. Tam można sprzedawać i wszyscy będą zadowoleni, zarówno klienci jak i wystawcy. I tak jest właśnie w arkadach.

Były to chyba najlepsze targi na jakich byłem, choć nie zgromadziły one tylu wystawców ilu zwykle zgłasza się na targi warszawskie w maju, czy targi krakowskie w październiku. Nie ma to jednak znaczenia. Usytuowanie i kształt obiektu dają tej imprezie przewagę bezwzględną. Podobnie jest z Targami Wydawców Katolickich, które odbywają się również w arkadach. Tak więc mili organizatorzy, pamiętajcie o tym, by nie lokować imprez targowych w obiektach z obejściem. No chyba, że robicie imprezę dla celebrytów i nie zależy wam na czytelnikach i wystawcach.

No, ale zostawmy to już. Na targach było w tym roku prawie jak w moim śnie. Organizatorzy postanowili, że tym razem wzbogacą ofertę o coś, co normalnie kładzie wszystkie imprezy targowe, chodzi mi o różne występy. Tego w arkadach Kubickiego nie było nigdy, a teraz się zdarzyło. Zanim przejdę do szczegółów przypomnę tylko pewnego znanego wykonawcę muzyki rozrywkowej, artystę pochodzącego z Mozambiku, który występował pod pseudonimem Afric Simon. Był to, w mojej ocenie oczywiście, i jest nadal, bo żyje przecież, jedyny na świecie czarny, który nie czuje rytmu. Myślę, że gdyby mu dać piłkę do koszykówki nie trafiłby nią gdzie trzeba, czyli w ten cały kosz. Może nawet nie trafiłby w tę ścianę, pod którą ów kosz został postawiony. Afric Simon, kiedy słyszy jakąś muzykę – takie odniosłem wrażenie – zaczyna biegać bez sensu po scenie, albo stoi nieruchomo i kiwa się lekko na boki. I mnie biednemu wydawało się, że to jest fenomen odosobniony, fenomen bardziej zagadkowy niż czarni albinosi. A na targach, które się właśnie skończyły udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że są także inne podobne kurioza. Organizatorom bowiem udało się znaleźć dwójkę Rosjan, którzy nie potrafili śpiewać. Naprawdę. Nie potrafili, a śpiewali. W dodatku wykonywali dumki. Koło naszego stoiska stał akurat profesor Żaryn i ja go zapytałem czy ma taką moc, żeby zmusić ich do milczenia. Uśmiechnął się i powiedział, że nie ma. Może tylko zatkać uszy.

Moim zdaniem występ ów może świadczyć o tym, że idzie na gorsze i w arkadach także zaczną się od przyszłego roku tak zwane „imprezy towarzyszące” czyli pokazy nieumiejętności tańca i nieumiejętności śpiewania nagłośnione przez ludzi nie mających pojęcia o realizacji dźwięku. No, ale może się mylę, może to było chwilowe.

Na pewno jednak nie mają chwilowego charakteru spotkania autorskie, które się odbywają na każdych targach. I mnie w tym roku zdziwiło tylko jedno, dokonałem mianowicie porównania pomiędzy dawnymi Targami Wydawców Katolickich a obecnymi, zakończonymi właśnie Targami Książki Historycznej. Na tamtych nagrodę „świętego feniksa” wręczono Grzegorzowi Braunowi, co skończyło się licznymi protestami różnych środowisk i ponoć nawet księża profesorowie pisali jakieś samokrytyki. Na tych zaś też ktoś dostał jakieś nagrody, ale nie o nagrody mi chodzi. Otóż wśród autorów spotykających się z czytelnikami była pani nazwiskiem Elwira Watała. Jeśli ktoś nie wie jakie zjawisko opisywać mi przyszło, powiem tylko, że to jest taka Barbara Wachowicz a rebours. Pani Watała pisze takie książki jak: „Wielcy zboczeńcy”, „Sodomici”, „Miłosne igraszki rosyjskich caryc”, „Wielkie nimfomanki”, „Cuchnący Wersal”.

Jak widzimy jest to literatura przeznaczona dla ludzi, którzy spokojnie mogliby, w stanie lekko wskazującym, stać za rogiem ulicy ulicy Nowej w Dęblinie, przy skrzyżowaniu z Kolejową. O ile oczywiście przepędziliby stamtąd wcześniej Czesława D. i jego kolegę Małolepszego (dziś już obaj świętej pamięci). Myślę, że udałoby im się to bez problemu, bo Czesław i Małolepszy reprezentowali jednak pewną wrażliwość, a nawet rzekłbym czułość, w porównaniu ze standardowymi odbiorcami prozy pani Elwiry.

I teraz czekam na te protesty. Ilu wystawców napisze list do organizatorów w tej sprawie. Czekam na reakcję profesora Żaryna, którego wykład reklamowany był tuż po zapowiedzi spotkania z panią Elwirą. Czekam także na listy w mojej własnej sprawie, bo wiem, że znajdzie się ktoś, kto zechce namówić organizatorów, by więcej mnie na te targi nie wpuszczali. Poczekamy zobaczymy.

Póki co zapraszam do Wrocławia, od czwartku trwają tam kolejne targi – Wrocławskie Promocje Dobrych Książek. Mam nadzieję, że impreza będzie tak samo udana jak ta w Warszawie. W sklepie FOTO MAG można już kupić nową, amerykańską Baśń. No a ja zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Kultura