coryllus coryllus
3593
BLOG

Ubezpieczenia + satanizm = sztuka współczesna

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 25

 Był u mnie ostatnio Hubert Czajkowski, autor albumu pod tytułem „Romowe”. Gadaliśmy trochę o sytuacji w komiksach i branży ilustratorskiej w ogóle, no i o tak zwanej sztuce także. Dziś z rana zaś sprzedaliśmy obraz Agnieszki Słodkowskiej zatytułowany „Kwiecień. Widok na Wisłę”, obraz absolutnie znakomity i doskonały warsztatowo. Uważam, że to wielki sukces i cieszę się jak nie wiem co, bo sprzedaż tego obrazu oznacza, że otworzyły się przed nami jakieś nowe drzwi. Mam nadzieję, że nie będą to jedyne drzwi, które otworzą się przed nami w nadchodzącym roku. Ponieważ tak się złożyło, że ktoś tu ostatnio nazwał obraz Agnieszki kiczem, chciałem, w związku z tą rozmową wieczorną, w której uczestniczył Hubert i w związku z tą sprzedażą napisać coś o tak zwanej sztuce współczesnej.

Zacznijmy jednak od obrazu „Kwiecień. Widok na Wisłę”. Jeśli artysta ma przed sobą temat, który odbiorca na pewno uzna za banalny, a pejzaż dzisiaj musi być uznany za banalny, bo koniunktury ponakręcane są na coś innego jak wiemy i cała promocja oraz lans działa na niekorzyść pejzażu, jeśli, powiadam, artysta ma przed sobą taki temat, musi się mocno nakombinować, żeby zainteresować odbiorcę. Tego się nie da zrobić tak po prostu, tak jak nie da się tak po prostu, bez intensywnej pracy przygotowawczej napisać interesującej powieści. To jest niemożliwe, a dowodów na prawdziwość powyższego, jest wokoło aż nadto. Tak więc obraz Agnieszki jest doskonały poprzez lata pracy, które poprzedziły jego powstanie i poprzez fakt, że nie ma w nim ani krzty kokieterii. Jest temat i artysta radzi sobie z nim tak, że dech zapiera. A ci, którzy piszą, że to kicz, niech się zajmą projektowaniem etykiet na pudełka margaryny. Mam nadzieję, że niebawem wstawimy do naszej galerii kolejne dzieło. Nie wiem jeszcze kiedy, bo artystka ma pewne, zrozumiałe opory, przed wyprzedawaniem swoich obrazów. Poza tym większość z nich pojechała teraz na jakąś wystawę. No, ale spróbujemy. Będzie dobrze.

Jeśli zaś chodzi o komiksy i tę całą sztukę....Ponoć jest tak, że główne nagrody w konkursach na komiks oscylują wokół kwoty 5 tysięcy. I to jest absolutne grand prix. Nikt więcej nie daje. Nawet gazownia. Ja, jak pamiętacie, zamierzam po sprzedaży pierwszego numeru kwartalnika ogłosić konkurs na komiks według Baśni jak niedźwiedź. Przeznaczę na to cały dochód ze sprzedaży naszego periodyku, po odliczeniu podatku i kosztów produkcji. Nie wiem czy uda mi się zebrać tyle pieniędzy, żeby ufundować trzy pierwsze nagrody w wysokości 5 tysięcy złotych, trzy drugie po 3 tysiące, a trzy trzecie po dwa oraz wyróżnienia po 1000 i 500, ale będę się starał. Najwyżej nagrody będą mniejsze, nie musimy przecież od razu konkurować z gazownią. Możemy zacząć skromniej. Hubert, który narysował „Romowe” ma zamiar do przyszłej jesieni skończyć drugą część tego albumu, jest więc nadzieja, że za rok o tej porze będziemy mieli ją w rękach. Komiks ten jak pamiętacie, (a może Wam to umknęło?), został obłożony klątwą przez środowiska neopogańskie. To jest wiadomość wręcz fantastyczna z mojego punktu widzenia i w czasie wrocławskich targów zaapelowałem przed kamerą do tych neopogan, by następną klątwę rzucali na wizji, w telewizorku po prostu. Nie w lesie, nie gdzieś w piwnicy, czy wręcz na świętej górze Ślęży, ale wprost do odbiorcy, bo znacznie nam to poprawia sprzedaż. Zacząłem się wręcz zastanawiać nad tym, czy kilku z nich nie wynająć do wykonywania takich akcji promocyjnych. Mielibyśmy wtedy wszystko pod kontrolą, opłacanych pracowników i zero niebezpieczeństwa, że jeden z drugim w czasie tych obrzędów wyklinania komiksu spali nieodpowiedzialnie jakiś nieuszkodzony egzemplarz i trzeba go będzie pozywać, żeby zapłacił za szkody.

No, ale wracajmy do komiksów i rynku. Na rynku jest fatalnie. Nie ma właściwie tego rynku, a autorzy ilustracji traktowani są gorzej niż niewolnicy na plantacjach kawy. Oddają wydawcy prawa do swojego dzieła, co już jest skandalem, a do tego jeszcze otrzymują za swoją pracę honorarium śmiesznie niskie. Oscyluje ono wokół tych magicznych 5 tysięcy. Oczywiście instytucje państwowe płacą ponoć lepiej, ale tam z kolei nie da się zatrudnić wszystkich. Rodzi się teraz pytanie: czy tak musi być? Czy jest to tylko efekt łapczywości i tępoty wydawców czynnych w Polsce, czy może ktoś gdzieś daleko zaplanował sobie, że ten rynek ma tak wyglądać? Ponoć wszystko opiera się na kupowanych za grosze licencjach zagranicznych, na hitach francuskich za 6 tysięcy i innych takich numerach, które nie korespondują z oczekiwaniami czytelnika w Polsce. Sprawdzimy to naszym konkursem. Jeśli po ogłoszeniu wyników przyjdzie ktoś do mnie i będzie coś opowiadał, a z jego ust nie padnie słowo „zaliczka” to znaczy, że przyszedł straszyć. Wtedy damy mu w ryja i zobaczymy gdzie po tym evencie zwróci się ze skargą. Jeśli na policję to dobra nasza, wygraliśmy. Jeśli zaś gdzie indziej, albo wręcz nigdzie, to kłopot i będziemy musieli zwinąć interes. No, ale najpierw trzeba to sprawdzić, a innej drogi niż wyżej opisana ku tej ostatecznej wiedzy niestety nie ma. Módlmy się więc i pracujmy, a zwycięstwo będzie nasze.

Zauważcie, że opisane tu przeze mnie, upiorne stosuneczki panują na rynku, nazwijmy to umownie, sztuk przedstawiających. Jeśli coś jest abstrakcją, jeśli coś jest eksperymentem, tak jak komiksy niejakiego Woynarowskiego z Krakowa, zawsze spotka się z ciepłym przyjęciem rynkowych guru. Ten cały Woynarowski zrobił teraz coś, co podobno jest komiksem, ale według mnie jest tylko serią obrazków nadających się do przyklejenia na drzwiach hotelowej toalety, ku rozrywce co bardziej pijanych gości. Za pomocą tego swojego rzekomego komiksu, który ostatnio opublikowany został na stronach radia Kraków, pan Woynarowski promuje sztukę reżysera Klaty opowiadającą o instytucji zwanej Gorelenvolk. Klata, który nie ma pojęcia absolutnie o niczym, a szczególnie o emocjach odbiorcy, opowiada tę historię z rozmachem, swadą i benefisem, a do opowieści swojej dołącza jeszcze kretyńskie obrazki Woynarowskiego. I patrzcie jakiego mają chłopaki pecha....żaden neopoganin nie zdecydował się na obłożenie tego śmiecia klątwą, a i żaden ochrzczony, a już szczególnie ochrzczony pochodzący z Podhala, na to nie pójdzie i słowa nie wyrzeknie. Splunie najwyżej i ruszy w swoją stronę. No, ale budżet na promocję jest i inne budżety także są. I one zostaną wydane, a kiedy sztuka zrobi klapę Klata powie, jak to zawsze oni, że publiczność nie dorosła do jego wizji, bo jest zdeprawowana. Tak to jest z tymi satanistami, mówię Wam. Kiedy myślałem sobie ostatnio o definicji sztuki nowoczesnej przyszło mi do głowy to co napisałem w tytule. Przyszło mi do głowy, że cała ta sztuka, to satanizm plus ubezpieczenia. Nie może być inaczej. Sami popatrzcie...na tego Klatę, na tego Woynarowskiego i na to całe kłamstwo, a potem wróćcie to pejzażu Agnieszki Słodkowskiej. Dlaczego ubezpieczenia? Coś musi nakręcać koniunktury w biznesie ubezpieczeniowym. To jest konieczność, żeby oni mogli prosperować, a rynek sztuki otwiera takie możliwości. Klata robi przedstawienie o niczym, opatrzone rysunkami o niczym. Myślę, że scenografia musi być ubezpieczona i Klata wprost marzy o tym, by ciemna, katolicka tłuszcza wdarła się na scenę i połamała te śmieci co on je tam z kolegami poustawiał. Można by wtedy przetransferować jakąś większą kwotę z jednego miejsca w drugie, bez obaw, że ktoś się tym zainteresuje w sposób niezdrowy. Sztuka jak pamiętamy, jest sztuka. I ze sztuką żartów nie ma. Sztuka kosztuje i musi być odpowiednio prezentowana, sztuka wywołuje emocje i one mogą powodować trwałe uszkodzenia tej sztuki. I tu właśnie przed marchandami, scenografami i dyrektorami teatrów otwierają się dziwne drzwi. Za nimi zaś już stoją mili panowie w garniakach, dzierżący w dłoniach teczki z umowami i polisami. Że co? Że przesadzam? Że to wszystko idzie w czasie rzeczywistym, przy zaangażowaniu prawdziwych emocji? I ta cała krytyka to też na poważnie? I eksperymenty artystyczne? Oj dzieci, dzieci, idźcie Wy sobie lepiej na Wisłę popatrzeć, z mostu Kierbedzia najlepiej.

 

Obraz Agnieszki został sprzedany. Jak wstawimy nowy dam znać. Na razie zapraszam na stronę www.coryllus.pl. Oraz do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 oraz do księgarni „Latarnik” przy Łódzkiej 8 w Częstochowie.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Kultura