coryllus coryllus
4686
BLOG

Dziwki i świnie bohaterami naszej wyobraźni

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 40

 Nie wiem czy pamiętacie taką lekturę ze szkoły, która nosiła tytuł „Baryłeczka”. Napisał toto pan Maupassant, który bardzo marnie skończył łażąc na czworakach po domu wariatów i wyjąc. Wszystko wskutek nadużywania absyntu oraz jakichś ciśnień bliżej dziś nierozpoznanych, ale pewnie mających związek z jego działalnością literacką. Nowelka „Baryłeczka” jest satyrą na skretyniałe i dwulicowe francuskie społeczeństwo, a ponieważ od dłuższego czasu nic mnie bardziej nie fascynuje niż właśnie ono – francuskie społeczeństwo, na którym tylu wybitnych autorów wieszało psy, postanowiłem przypomnieć tu tę „Baryłeczkę”. Pani od polskiego, która przerabiała z nami tę lekturę, była przez cały czas mocno zaczerwieniona, albowiem – co okazało się później i do tego dość niespodziewanie – była bardzo religijna, a jej marzeniem było, by jedyny jej syn poszedł do zakonu. Na lekcji polskiego jednak musiała opowiadać nam o przygodach prostytutki z Rouen na pruskim check poincie w roku 1871. Było to z jej strony spore poświęcenie. My tego wówczas nie docenialiśmy, bo mieliśmy po 17 lat i byliśmy już trochę zdeprawowani. Wzruszał nas więc los biednej Baryłeczki, którą pruski oficer, przy zimnej akceptacji tak zwanego przekroju społeczeństwa, co to siedział w dyliżansie, próbował zmusić do seksualnych eksploatacji. Ona jednak nie chciała i z tego właśnie robił się dramat. Każdy kto ma więcej niż 17 lat łatwo dostrzeże propagandowy wymiar tej opowieści i tkwiące w niej oszustwo. Oficer składający tego rodzaju propozycje na punkcie kontroli dokumentów, w przytomności słabo sterroryzowanego i rozwydrzonego „przekroju społeczeństwa”, wychowanego w opresji policji tajnych, jawnych i dwupłciowych, takiej, że się Bismarckowi nawet nie śniło, jest czystym wymysłem. Zaraz by ktoś na niego doniósł i skończyłoby się degradacją albo przeniesieniem do garnizonu w Drawsku Pomorskim, gdzie życie tego pana płynęłoby wśród okoliczności o wiele mniej interesujących. Z rozrywek pozostałoby mu tylko słuchanie jak śpiewa kos w lesie i jak szczekają psy dowódcy garnizonu. U Maupassanta jest jednak inaczej. Oficer króla Prus degraduje się w oczach Francuzów wszystkich stanów. Mamy tam bowiem kupca, przemysłowca, hrabiego z żoną i dwie zakonnice. Jakbyście się jeszcze nie domyślili to właśnie zakonnica namawia Baryłeczkę do grzechu z pruskim oficerem i tu myślę tkwi główna przyczyna obłędu pana Maupassant. On się w pewnym momencie zorientował w czym robi i musiał zacząć pić tak strasznie, że skończyło się chodzeniem na czworakach po wariatkowie. Pointa tej nowelki jest taka, że Baryłeczka płacze, a jeden z tych arystokratów (bo chyba było dwóch) gwiżdże Marsyliankę, co zostało pomyślane w sensie „szyderstwo z hipokryzji”. Chodziło o to, że ona tego Niemca nie chciała z przyczyn patriotycznych wyłącznie, a im było wszystko jedno. Nie wiem czy to się jeszcze przerabia w szkołach, ale przypuszczam, że tak. I byłbym nawet skłonny uznać, że to dobrze, bo jeśli wyrzucą tę „Baryłeczkę” to na jej miejsce wsadzą jakiegoś Kuczoka i to dopiero będzie dramat.

O ile w książkach francuskich tematem wiodącym jest prowadzenie się kobiet, o tyle w niemieckich sprawa dotyczy bardziej mężczyzn, którzy nie dość, że są zdegenerowani to jeszcze doprowadzają jakieś biedne dziewczęta na skraj rozpaczy, a w konsekwencji co śmierci. Nie wiem co mnie kiedyś podkusiło, ale zacząłem czytać opowiadania Stefana Zweiga. Naprawdę. Dziś żałuję, ale czasu nie da się cofnąć. Pamiętam jedno o tym, że jakiś bogaty pan zapłodnił służącą i ona potem umarła wskutek samobójstwa. Takich historii jest mnóstwo ale na szczęście literatura niemiecka nie cieszyła się takim wzięciem w polskich szkołach. Wypada chyba odpowiedzialność za to złożyć na Hitlera. Nie żeby zaraz dziękować, ale chociaż raz się uśmiechnąć. Może być tak trochę krzywo, półgębkiem.

O tym jak strasznie wygląda „przekrój społeczeństwa” w powieściach Aragona już pisałem, ale Aragonowi wybaczamy, bo to wielki autor i podaje taką ilość ważnych informacji, że nie sposób go lekceważyć i zeń szydzić. Przypomnę jeszcze tylko Emmę Bovary, która jest postacią tak straszną, że nie może jej dorównać żaden pruski oficer. No, a społeczeństwo francuskie w tej książce jest gorsze jeszcze niż ten niemiecki kupiec co służącą zapłodnił.

Z takim garbem mili moi dzieci polskie wchodziły kiedyś w dorosłe życie. Mam na myśli dzieci mające aspiracje i ambicje. Chciały bowiem te dzieci zapoznać się z najwybitniejszymi i najbardziej doniosłymi dziełami światowej literatury, by potem móc prowadzić dyskusje z innymi nieszczęśnikami w korytarzach wydziałów filologii polskiej i innych filologii jak kraj długi i szeroki. Myślałem sobie o tym wszystkim przeglądając bajki na tubce, które ogląda moja córka, a także przeglądając jej książeczki z obrazkami i bez obrazków. Oczywiście, spora część tych bajek i książeczek trzyma jakieś standardy i jest po prostu dobra. My najbardziej lubimy bajkę o piaskowym wilku, a z filmów ja preferuję „Świat małej księżniczki”, a ona niestety „My little pony”, czyli jak się to u nas w domu mówi – poniacze. Są jednak bajki, które wprost stawiają mi włosy na głowie. I tu na pierwsze miejsce wysuwa się „Świnka Peppa”. Mamy oto całą rodzinę świń, po prostu przekrój społeczeństwa, która przeżywa różne absurdalne przygody, zawsze na koniec wybuchając idiotycznym śmiechem. Ja wiem, że są tam także inne zwierzęta, dziadek pies, Pedro kucyk i zebra Lilly czy jakoś tam, ale świnie są najważniejsze. Świnie bohaterami wyobraźni małoletnich. I niech mi kto powie, że to jest przypadek. A wśród książek z obrazkami znalazłem też taką o przygodach małej świnki. I marnym doprawdy jest pocieszeniem to, że ta książka służy do nauki angielskiego, a świnka Peppa i jej rodzina także w Anglii mieszkają. Wcale nie mam ochoty z tego szydzić. Świnie to świnie, i pozostaje mi tylko cieszyć się, że moja córka woli jednak te poniacze.

 

Na stronie www.coryllus.pl trwa promocja książek „Dzieci peerelu” i „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu”. Sprzedajemy je w tym miesiącu po 15 złotych za egzemplarz. Można także zobaczyć tam portret Georga Hohenzollerna autorstwa Tomasa Bereźnickiego z Krakowa. Georg będzie jednym z bohaterów komiksu „Święte królestwo 1526”, który ukaże się na wiosnę. Mamy w ofercie także nowe książki i nowe kwartalniki. Wszystko na stronie www.coryllus.pl. Jeśli ktoś woli kupować książki w tradycyjnym sklepie może odwiedzić księgarnię Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, sklep FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, albo księgarnię „Latarnik” przy Łódzkiej 8 w Częstochowie. Aha, jest jeszcze księgarnia wojskowa w Łodzi, przy Tuwima 33, tak także powinny być jeszcze nasze książki. No i w Katowicach, w księgarni „Wolne słowo” przy 3 maja.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (40)

Inne tematy w dziale Kultura