coryllus coryllus
7105
BLOG

Od comedie francaise do tragedie polonaise

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 33

 W swojej nieopisanej naiwności myślałem, że Andrzej Seweryn nadal pracuje w tym wielkim teatrze w Paryżu. Pomyliłem się. Okazało się, że on jest dyrektorem teatru polskiego i to już od dłuższego czasu. I nic wyobraźcie sobie, że o nim nie słychać, tak jak o tym całym Klacie, czy innych dyrektorach. To znaczy nic nie było słychać do niedawna, bo teraz już słychać. Otóż okazało się, że w Teatrze Polskim wystawiać będą, a może już wystawiają sztukę Stanisława Wyspiańskiego zatytułowaną „Bolesław Śmiały”. Przyznaję ze wstydem, że pojęcia nie miałem o tym iż pan Stanisław wysmażył coś takiego, a do tego jeszcze zrobił dokrętkę pod tytułem „Skałka” gdzie głównym bohaterem jest św. Stanisław. Treść obydwu sztuk jest mi nie znana, a przez śnieżyce, które nawiedziły nasz kraj pozostanie nieznana jeszcze przez jakiś czas. I wcale bym się tym nie martwił, ani pewnie bym o tej sztuce nie usłyszał, gdyby nie to, że ją w internecie reklamują. No i myślicie pewnie, że ze względu na tego Bolesława Śmiałego, co zamordował biskupa zdrajcę? Oczywiście, że nie, wcale nie dlatego. Oni tę sztukę reklamują, bo króla gra tam Piotr Cyrwus, czyli znany wszystkim „Rysio z Klanu”. Pomysł jak pomysł, ja się na warsztacie aktorskim nie znam i gry Cyrwusa ocenić nie potrafię, mogę co najwyżej powiedzieć czy mi się podoba czy nie. Nie to jest istotne. Ważne jest, że w sieci piszą o sztuce i Cyrwusie, w kontekstach seksualnych. No i piszą jeszcze, że do niedawna to był taki sobie Rysio z Klanu, a teraz proszę na gołe klaty z jakąś brunetką się trzaska i wszystko w dodatku publicznie. Pokazywali nawet zdjęcia. Cyrwus lata bez koszuli w jakiś skórzanych portkach przytrzymywanych rzemieniem, z taką dziwną opaską na ramieniu, jakby był kapitanem drużyny „Huragan” Potworów, która zawsze derby powiatu radomskiego wygrywa. Ta opaska też jest skórzana i ona go właśnie wyróżnia spośród całej reszty aktorów, którzy są normalnie bez koszul i jak przypuszczam także bez gaci. Żeby było jeszcze bardziej nowatorsko pani, z którą Cyrwus mierzy się na gołe klaty, odziana jest w jakieś zetlałe giezłeczka, ledwo co okrywające ciało. To nie wszystko jednak, bo oni razem przewalają się w jakiejś dziwnej brunatnej substancji, która przylepia im się do pleców i o zgrozo do pośladków. Wygląda to jak podłoże do hodowli dżdżownic kalifornijskich. No i sam Cyrwus bledziuchny niczym personalny ze młyna, razem ze swoją partnerką, właśnie te dżdżownice przypominają kiedy się tak przewalają po scenie.

Na pytanie dziennikarza, dlaczego tak? Wszak mistrz Wyspiański zwykle zostawiał dokładne wytyczne co do scenografii swoich sztuk, dyrektor Seweryn odpowiada: kasy nie ma kochanieńki. I ja się zastanawiam dlaczego w Polskim nie ma tej kasy na scenografię i Cyrwus musi się w ziemi tarzać? Może wszystkie pieniądze dali Klacie na te jego prowokacje i dla Seweryna już nie starczyło? Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Przypomina mi się także, kiedy patrzę na tego uwalanego ziemią czy czymś podobnym Cyrwusa, fragment jednego z filmów Monty Pythona. Oto dwaj zbrojni rycerze przemierzają starą, wesołą Anglię udając, że jadą na koniach, a w rzeczywistości tylko tak śmiesznie podskakując, jak to u Monty Pythona. No i mijają w pewnej chwili dwóch kolesi grzebiących w ziemi, w domyśle miejscowych pańszczyźnianych chłopów, co szukają w chłodzie i głodzie jakiegoś kawałka kłącza do pochłonięcia. Obaj są brudni jak nieszczęście i wygłaszają jakieś chamskie, charakterystyczne dla angielskich wieśniaków z XII wieku kwestie. Kiedy widzą tych rycerzy jeden mówi: to król. Na co drugi: po czym poznałeś? A ten pierwszy: bo nie jest obesrany.

Dzięki dyrektorowi Sewerynowi i jego bohaterskiemu zespołowi ten akurat fragment filmu Monty Phytona całkowicie się w naszych okolicznościach zdefraudował. Seweryn, Cyrwus i reszta unieważnili Monty'ego.

Nie jest to jedyny eksperyment artystyczny jaki zauważyłem, oto fundacja im. Ryszarda Kapuścińskiego rozdaje co roku młodym autorom nagrody i stypendia. Zwykle dostają je ci młodzi autorzy, którzy w mniej lub bardziej udany sposób naśladują trendy dominujące w świecie zachodnim. W zeszłym roku dostał to stypendium jakiś młody człowiek, który przeszedł pustynię Atacama piechotą. Niestety nie napisali, czy wzdłuż czy w poprzek, co w przypadku tej akurat pustyni jest dość istotne. Konwencja takich opowieści jest stała i nie zmienia się od momentu, w którym stary oszust i gangster nazwiskiem Stanley odnalazł w dżungli doktora Livingstone'a. No, ale zostawmy ten akurat temat, bo są ważniejsze. Zanim do nich przejdę chcę jeszcze rzec słowo o trendach. Napisał wczoraj nasz nieoceniony Genezyp, że gra na giełdzie przeciw obowiązującym trendom kończy się zwykle masakrą. I ja sobie od razu zadałem pytanie: a jak by to się skończyło na rynku wydawniczym? No i żeby na to pytanie odpowiedzieć musiałem zdefiniować trend. Otóż trend to narzucanie kryteriów oceny czytelnikom. W dojrzałych demokracjach jest to proste jak Cyrwus w roli Bolesława Śmiałego. Mamy domy mediowe, budżety na promocję i leci. I rzeczywiście, jak ktoś się przeciwstawia trendom, to w najlepszym razie ukradną mu pomysł, jak temu facetowi co Harry Pottera napisał i nieopacznie się z tym zdradził. No i potem napisała go raz jeszcze Joan Rowling, bo była do tej roli o wiele lepiej predestynowana. U nas jednak jest inaczej, a to ze względu na wszechobecne złodziejstwo. U nas wielkie wydawnictwa i domy mediowe też chcą kreować trendy i też chcą narzucać czytelnikowi kryteria oceny, ale żeby to zrobić muszą korzystać z jakichś pośredników. Z jakichś, przepraszam za wyrażenie, lokalsów, takich jak ekonomista Rybiński, żona Kapuścińskiego, albo Andrzej Seweryn. Z ludzi, którzy obłaskawią dla wielkich niemały przecież polski rynek. No, ale chciwość wśród lokalsów, ja nie mówię, że akurat wśród tych wymienionych przeze mnie z nazwiska jest tak wielka, że z tych budżetów przeznaczonych na kreowanie trendów, kiedy już one dojadą na pierwszą linię frontu nie zostaje nic. Po prostu nic. Zostaje z nich tyle, żeby można było zorganizować dyskusję panelową i w czasie jej trwania opowiedzieć jak to będzie fajnie kiedy już te trendy zaczną działać i u nas. No więc u nas trendem jest co innego, bo tak zwany ogólny bezwład i chciwość nie pozwalają na to, by zadziałały mechanizmy czynne w dojrzałych demokracjach. U nas trendem jest odkrywanie oczekiwań czytelników. I to właśnie czynimy na tym blogu. I jestem coraz bardziej pewien, że kiedy ktoś spróbuje iść pod prąd, przeciwko tym trendom, które ujawniamy, marny będzie jego koniec. Niebawem zrobimy niewielki krok naprzód, ogłosimy konkurs na komiksy i wtedy się dopiero zacznie. Czekajcie cierpliwie.

Jak trendy rozumieją ludzie przyznający nagrody w fundacji Ryszarda Kapuścińskiego? Otóż oni muszą ściśle współpracować z mediami, z takim Tadeuszem Moszem na przykład, albo z ekonomistą Rybińskim. Po czym ja to poznaję? Otóż w tym roku liczące jedyne 30 tysięcy stypendium Kapuścińskiego otrzymał pisarz nazwiskiem Filip Springer. Pan ów napisał wcześniej książkę „Miedzianka czyli historia znikania”, której jeszcze nie przeczytałem, ale przeczytam, bo zahacza ona o tematy mnie interesujące czyli o górnictwo na Śląsku. To jest – z tego co mi opowiadali – standardowy lament nad dewastacją, której przyczyną jest komunizm, znany z wczesnych książek Pawła Huelle. Co ja piszę? Jakich wczesnych książek? Przecież on nie napisał innych książek poza wczesnymi...no dobra, lećmy dalej.

No i mamy tego Springera co dostał nagrodę. I okazuje się, że on będzie teraz pisał o niedoli Polaków, którzy nie mogą sobie pozwolić na dobro tak podstawowe jak mieszkanie. Muszą się zadłużać, muszą stawać się niewolnikami i ulegać szykanom developerów. Ja bardzo przepraszam, ale skoro ten młody człowiek jest aż tak wrażliwy, chętnie dowiem się na kogo głosował w poprzednich wyborach? I w tych jeszcze wcześniejszych? Zgaduję, że nie na PiS i Jarosława Kaczyńskiego, bo to skończyłoby się strasznie, po prostu strasznie, a wszyscy młodzi ludzie, którzy teraz nie mają mieszkania zostaliby zapewne zamordowani za swoje poglądy. No dobra, nie szydźmy zbyt mocno z młodego pisarza. Chce pisać książkę o developerce, bardzo ładnie. Tyle, że zapowiedź tej książki już stawia go w jednym rzędzie z Cyrwusem co się w nawozie od dżdżownic kalifornijskich tarza. Będzie bowiem Springer opowiadał o tak zwanych zwykłych ludziach. Ok, niech opowiada, moim zdaniem jednak nie to jest w developerce najciekawsze. Nie powiem mu oczywiście co jest tam najistotniejszego, bo to on jest w końcu pisarzem, a ja tylko skromnym blogerem.
Mamy więc po kolei trzy zjawiska: Mosza, który w telewizorze kwestionuje prawo własności nazywając to nową kulturą, Rybińskiego, który w salonie24 robi to samo, a na koniec polskiego pisarza nazwiskiem Springer, który będzie pisał książkę o tym, jak to strasznie jest nie mieć mieszkania. Ciekawe do jakich wniosków dojdzie na koniec. Obstawiam w ciemno, że wnioski będą, wszyscy oni bowiem, od Szczygła począwszy na Springerze kończąc zaopatrują te swoje reportaże we wnioski. I to jest coś fantastycznego. Obstawiam więc, że we wnioskach znajdzie się to samo co w wypowiedzi Mosza i tekście Rybińskiego – lepiej nie mieć nic na własność, bo z tego same kłopoty, lepiej wynajmować i bawić się wesoło w centrach handlowych oraz na spotkaniach z młodymi pisarzami, co reportaże we wnioski zaopatrują.

Nie przejmujmy się jednak tym za bardzo, bo oni nie utrzymają tego trendu, a jeśli ktoś idzie pod prąd trendów prawdziwych, to jak napisał Genezyp w jednym z komentarzy – masakra. Możecie mi też wierzyć, że prawdziwy król nigdy nie pojawi się przed ludem obesrany, jak to się zdarzyło w teatrze prowadzonym przez Seweryna. To jest po prostu niemożliwe.

 

Na stronie www.coryllus.pl mamy już cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8.

4 lutego zaś, w Gdańsku, w Manhattanie odbędzie się mój wieczór autorski. Początek o godzinie 17.00.

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Kultura