coryllus coryllus
6216
BLOG

Przygody gołej baby w kosmosie

coryllus coryllus Kultura Obserwuj notkę 62

 Byli tu wczoraj nasi znajomi i gadaliśmy o tym, o czym się zwykle u nas gada, czyli o sposobach na promocje swojej twórczości. Wszyscy bowiem coś tam robimy rękami i usiłujemy z tym wyjść do ludzi. Temat nasunął się sam, bo mamy nasz konkurs komiksowy, o czym chciałem przypomnieć i różne dyskusje wokół niego. I nie tylko dyskusje. Wczoraj okazało się, że ktoś zapłacił pieniędzmi firmie Krajowy Rejestr Dłużników, żeby sprawdzić czy nie mamy jakichś zobowiązań. To jest niesamowite moim zdaniem. Ciekawe czy ten ktoś potrafi chociaż rysować, czy jedynie wyobrażał sobie jakby to było fajnie wygrać konkurs i przyjść po te pieniądze, a wtedy by się okazało, że ja jednak jestem niewypłacalnym oszustem. No i nasz bohater wyciągnąłby w tym momencie z rękawa szpadę i z okrzykiem „gińcie psy” rzucił się na jurorów. No, ale może chodziło o coś innego, nie o konkurs na komiks.

W związku z tym konkursem na jednym z forów komiksowych doszło do wymiany poglądów na temat nagród i samej realizacji. Ponoć konkurs jest trudny, bo rysownicy nie radzą sobie z tekstem. Muszą wszystko mieć rozpisane na sceny i trzeba nad nimi stać i ich pilnować. Ja w to szczerze mówiąc nie wierzę i myślę, że to jest projekcja scenarzystów, którzy nie potrafią rysować, a chcieliby jakoś w tym świecie komiksowym istnieć. Jeśli rysownik nie radzi sobie z ikonografią, to bardzo przepraszam, ale z czym sobie radzi? Rozumiem, że tekst o bitwie pod Żyrzynem jest trudny dla rysownika, bo chodzi tam również o detal historyczny. Nie można narysować jakichś tam żołnierzy, którzy do siebie strzelają, muszą być to postaci z epoki i to wymaga od artysty pewnych studiów. No, ale też z myślą o tym, by nie było za łatwo ogłaszałem ten konkurs. Uważam bowiem, że trzeba wreszcie skończyć z rysowaniem albumów według scenariusza „Przygody gołej baby w kosmosie”. Ponieważ mam argumenty by swoją wizję narzucić, czekam i milczę, nie biorę udziału w dyskusjach, które kończą się – jak ta cytowana – pytaniem, czy aby nie chcę okraść autorów z prac konkursowych, bo domagam się przeniesienia na mnie praw autorskich. Cóż ja mogę rzec? Wszyscy ogłaszający konkursy domagają się takiego przeniesienia, a nagrody obiecują dużo mniejsze. Niech więc osoba rozsiewająca ten ferment lepiej przestanie, bo może się okazać, że w przeciwieństwie do mnie ona jest na liście w Krajowym Rejestrze Dłużników i co wtedy?

Jakież są te moje argumenty? To rzecz jasna dystrybucja, której nie zapewnia właściwie nikt. Albumy sprzedają się marnie, wynik 300 sprzedanych egzemplarzy to osiągnięcie. Rynek jest zajęty przez produkcję półpornograficzną albo związaną z gender i promocją nowych postaw obyczajowych. Poczciwa goła baba w kosmosie troszkę się zestarzała, ale nadal stanowi główny motyw w twórczości młodych rysowników i mam wrażenie, że nie mogą się oni od niej oderwać ze strachu. Co będzie, panie kochany, co będzie jak przestaniemy rysować naszą gołą babę? Co koledzy o nas pomyślą?
Właśnie, koledzy. Tyrania środowisk to jeden z klasycznych objawów grupowej niedojrzałości emocjonalnej. Dotyczy ona tak asystentów na wydziałach humanistycznych polskich uniwersytetów, jak i rysowników, wśród których za szczyt szczęścia i sukces uchodzi załapanie się na prowadzącego jakieś zajęcia z rysunku w wojewódzkim domu kultury. Tam można wreszcie rozwinąć skrzydła, tam można dopiero pokazać co się potrafi i nakłaść dzieciom do głowy tego wszystkiego, czego człowiek nauczył się przez lata, czyli mówiąc wprost powiedzieć im jak dobrze narysować gołą babę w kosmosie. O niczym innym polscy rysownicy nie marzą, no chyba, że kogoś przeoczyłem. Może pana Gawronkiewicza, który jest autorem albumu 'Esencja” i „Achtung Zelig”. Są to dzieła wybitne i mocne, ale to drugie ma pewien charakterystyczny rys, który wiele nam mówi o rynku komiksów w Polsce i na świecie. Otóż jest to metaforyczna i bardzo rozbudowana historia holocaustu, w której dobrymi duchami, co to ratują Żydów z opresji są partyzanci Armii Ludowej. Ten komiks jest po prostu fantastyczny, jest tak świetnie narysowany, że nie ma w Polsce lepszej pracy. Ona dopiero będzie, ta lepsza praca, jak Tomek skończy rysować album o Mohaczu. To już naprawdę niedługo, aby do lata. Wtedy „Achtung Zelig” zejdzie z top listy.

No, ale wracajmy do naszej dyskusji. Nie ma sensu reformować lokalnego rynku, który jest zepsuty i trzyma się na fałszywych hierarchiach. Konkurs na komiks ogłosiłem po to, by powiedzieć „sprawdzam”. Sprawdzam, czy poza tymi co tworzą wciąż od nowa i konserwują towotem gołą babę, są w Polsce jeszcze jacyś inni rysownicy. Jestem przekonany, że są. To się okaże już niebawem, okaże się także na ile odważni są ci z rysowników, którzy tkwią w rozbudowanych dziś hierarchiach opartych o budżety domów kultury i innych instytucji państwowych, oszukując się, że robią tam kariery.

Oczywiste jest, że po ogłoszeniu wyników konkursu chciałbym podpisać ze zwycięzcami umowy na narysowanie całego albumu według mojego scenariusza. Przeznaczymy na to cały rok, od czerwca 2014 do maja przyszłego roku. Album zaś, o ile powstanie, będzie przeze mnie dystrybuowany, autor zaś rysunków będzie miał udział w zyskach. Nie chodzi mi bowiem o to, by pozbawić rysowników praw do ich pracy, tylko by mogli oni te prawa zachować. Nie oblepię się przecież tymi komiksami i nie będę chodził tak po mieście, konkurs jest po to, by powstały albumy według „Baśni jak niedźwiedź”, który mógłbym sprzedawać przez jakiś czas. Po jego upływie autor rysunków jest ich właścicielem i może sobie z nimi robić co chce.

Podkreślam jednak po raz kolejny, że interesuje mnie bardzo wysoka jakość, nie chodzi mi bowiem o sukces polegający na tym, że będę się użerał z hurtowniami przy Kolejowej w Warszawie, które płacą z półrocznym opóźnieniem. Chodzi o to, by komiksy te, o ile będą wysokiej jakości ukazały się od razu w języku angielskim. A jeśli będzie na to budżet, którego na razie nie ma, to także w hiszpańskim. Uważam, że nie ma sensu przepychać się na lokalnym rynku, gdzie najpoważniejszymi graczami są instytucje państwowe dysponujące budżetami z pieniędzy publicznych, które nawet nie potrafią sprzedać swoich produktów. Nie to jest bowiem ich celem, ale całkowicie źle rozumiana promocja treści patriotycznych.

Wracając do jakości: nie ma sprzedaży bez jakości. Po prostu. Kiedy byłem ostatnio w hurtowni na Kolejowej zauważyłem tam spory stos komiksów, tak jak już napisałem, większość do produkcje zagraniczne plus Gawronkiewicz i jego Zelig. Z produkcji określanej mianem patriotycznej był tam tylko jeden album dotyczący poznańskiego czerwca. To jest bardzo słaby album. To są po prostu szkice, które ktoś zebrał razem i dał do nich jakieś podpisy. Nie o to chodzi. Nie chodzi o to, by jakością w albumie był realistyczny wizerunek pierwszego sekretarza Gierka. A do tego sprowadza się idea tego albumu. Nie jest łatwo jak widzicie i liczę się z tym, że do konkursu nie zgłosi się nikt. No, ale może nie będzie tak źle. Może ktoś się jednak skusi, w końcu kiedy gazownia ogłasza jakiś konkurs to daje jedną nagrodę w wysokości 6 tysięcy. Tu zaś mamy trzy pierwsze, trzy drugie i trzy trzecie nagrody. Jak się komuś nie chce schylić, bo nie warto, niech dalej rysuje gołą babę w kosmosie. Powodzenia.

 

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (62)

Inne tematy w dziale Kultura