404 obserwujących
2903 notki
12169k odsłon
4944 odsłony

Praktyczny idealizm Brytyjczyków

Wykop Skomentuj69

Kim byli bracia Warburg wie każdy, kto czytał cokolwiek poza Łysiakiem. W istotnym znaczeniu dzisiaj bracia Warburg to czarny sen lewicy, bo wystarczy wymienić po kolei czym zajmowali się wszyscy trzej, żeby jasne się stało iż spiskowe teorie nie są fikcją. Dlatego właśnie o braciach Warburg słyszymy mało i zwykle poznajemy ich niejako w rozproszeniu. To znaczy humaniści, ze szczególnym wskazaniem na historyków sztuki wiedzą kim był Abraham Warburg, historycy znają Maxa Warburga, a ekonomiści Paula Warburga. Zacznijmy od najstarszego – Abrahama, nazywanego w domu i w literaturze Aby. Kim był? Historykiem sztuki, człowiekiem, który na nowo opisał naszą ulubioną epokę, czyli włoski renesans, co w przełożeniu na język praktyczny określić można jako sformatowanie dziejów nowego pogaństwa tak, by nikt się nie zorientował, że o pogaństwo chodzi. Abrahama nie interesowały za bardzo operacje finansowe ani polityka, dlatego przekazał swoje pierworództwo bardziej aktywnemu na tych polach Maxowi. Ten zaś nazywany był po prostu Kaiserjude – Żyd cesarza. Chodzi oczywiście o cesarza Wilhelma, czarnego luda francuskich i belgijskich dzieci, którym straszyły te niewinne istoty angielskie gazety. W rzeczywistości był Wilhelm sympatycznym, może trochę zakłamanym panem, z wielkim osobistym problemem. I z całą pewnością nie można rzec iż to on miał Żyda Warburga, było dokładnie na odwrót – to Max Warburg był właścicielem cesarza. Największym wyczynem Maxa było zapakowanie Lenina do zaplombowanego pociągu (żeby nie uciekł po drodze) i wysłanie go via Finlandia do Petersburga. Nazywa się to w literaturze – Niemcy sprytnie wykorzystały bolszewików, żeby zniszczyć carską Rosję. I jest tak samo prawdziwe jak nowa jak opisy XVI wiecznej Italii tworzone przez Abrahama Warburga. Co zrobił Paul Warburg? Jedną właściwie rzecz – założył FED. To jest wiedza podstawowa na temat historii najnowszej, na temat początków świata jaki znamy. I zawsze musimy pamiętać, że u zarania tego w czym żyjemy stoją ci trzej panowie – Abraham, Maxymilian i Paul Warburgowie.

Nas jednak dzisiaj nie interesują szczegóły ich życia, ale pewna inwestycja, która w skali inwestycji Maxa nie robi może wrażenia, ale chyba powinna. Oto średni z Warburgów wykłada pewnego dnia 60 tysięcy marek na rzecz idei reprezentowanej przez człowieka nazwiskiem Coudenhove- Kalegi. Ktoś powie, że 60 tysięcy marek w latach 20 to nie jest dużo. No tak, ale Max wyjął ze swojego mieszka złote cesarskie marki, a nie papierowe weimarskie i to już robi różnicę. Cóż to za idea, tak łatwo zdobywająca sympatię poważnych bankierów? Idea paneuropejska oczywiście, którą reprezentował pan Kalergi, austriacki arystokrata urodzony i wychowany w Japonii, pół krwi Japończyk, któremu krew w żyłach zmroziła wojna, przez co stał się najgorętszym orędownikiem pokoju w Europie. Ten zaś można było osiągnąć jedynie przez zjednoczenie kontynentu. Oczywiście, na drodze do zjednoczenia stoją różne przeszkody. Kalergi wymienia je w swojej pracy „Praktischer Idealismus”, głównie chodzi o konflikty na wschodzie Europy, które określone są w jego nomenklaturze dosyć specyficznie – zajęcie Śląska przez Korfantego – żeby rzucić pierwszym z brzegu przykładem. Prócz Kalergiego, zwolennikiem zjednoczonej Europy jest także Aristide Briandt, mason i mitoman-erotoman, który w młodości o mało nie poszedł siedzieć za uwiedzenie nieletniej. W dzieje jednoczenia kontynentu pan Kalergii wyróżnia trzy porządki, którymi zachwycił się studiując ponoć w Theresianum. Pierwszy to organizacja Imperium Romanum, drugi to organizacja żydowskiej diaspory, a trzeci to organizacja loży masońskiej. Na tych trzech filarach wspierać się miała struktura organizacyjna zjednoczonego kontynentu. Do tego jeszcze pisał Kalergii wprost, że przyszła Europa będzie kontynentem mieszańców, takich jak on Euroazjatów lub Euroafrykanów podobnych do Egipcjan. Rzecz jasna starożytnych Egipcjan, a nie tych współczesnych Kalergiemu, rozleniwionych kombinatorów, poławiaczy łatwych, groszowych zysków. Kiedy słyszymy o tych Egipcjanach od razu przypomina nam się, że najbardziej popularnym zawodem, przynajmniej tak chcą literaci, w starożytnym Egipcie był zawód niewolnika. No i robi się dziwnie, przynajmniej ja się tak czuję. Nie chcę tu wchodzić w rozważania na temat etyki i filozofii, które leżą u podstaw tego nowego porządku, ale jasne jest, że w u samego zarania Paneuropy nie zaplanowano w niej miejsca dla chrześcijaństwa i Kościoła. Mnie to mimo wszystko zaskakuje. Tym silniej, że Max Warburg wydał sporo pieniędzy na rozmaite organizacje skupione wokół dziedzica korony Habsburgów – Ottona. Sfinansował tę, tak dziś przez niektórych kochaną, tradycyjną, arystokratyczną, europejską prawicę. Tych wszystkich niczego nie rozumiejących biedaków, którzy ocaleli po wojnie, reformach rolnych, rewolucjach i socjalizmie. Oni też zaczęli gardłować za Paneuropą. Tyle, że nieco ciszej i niejako w tle.

Wykop Skomentuj69
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale