Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
418 obserwujących 2903 notki 12070857 odsłon
coryllus, 26 sierpnia 2016 r.

Nawrócenie Barabasza

 W lipcu usłyszałem historię o tym, że reżyser Bugajski chciał kiedyś kręcić film o Stanisławie Supłatowiczu, czyli znanym nam dobrze polskim Indianinie imieniem Sat Okh, czyli Długie Pióro. Obiecywał pan reżyser panu Stanisławowi cuda a kiju, chciał z nim lecieć helikopterem nad lasami północnej Kanady, żeby ten mógł z góry zobaczyć swoje strony rodzinne, w tym Wielkie Jezioro Niewolnicze. Supłatowicz tak się przestraszył, że przestał odbierać telefony od Bugajskiego. W końcu ktoś temu Bugajskiemu wyjaśnił, jak się sprawy mają i kazał mu się od pana Stanisława odchrzanić. Myślę, że źle się stało. Gdyby Bugajski zrobił wtedy ten film mielibyśmy go dzisiaj z głowy i nie nakręciłby już filmu o nawróceniu Brystygierowej. Tego, który ma wejść na ekrany we wrześniu. Widziałem zajawkę. Okazuje się, a mnie to wcale nie dziwi, że będziemy mieli teraz w Polsce dwójkę prawdziwych bohaterów, takich którzy usatysfakcjonują i wilka i owce – Brystygierową i Pileckiego. Widownia jednak nie będzie podzielona równo. Filmy o Pileckim, których jest już kilka, są coraz gorsze i będzie się na nie pędzać młodzież pod przymusem. A nauczycielki, które w miarę upływu lat, upodabniać się będą do tej Brystygierowej, będą młodzież z oglądania tych filmów rozliczać. Kiedy już nastawiają tych pał w dziennikach, pójdą wieczorem, razem z innymi wariatkami, za którymi leży całe, nieudane życie, na film o Lunie i rozpłaczą się tam kilkakrotnie, bo okaże się, że ich także nikt nie kochał, a jeśli kochał, to nie za mocno.

Tak będzie wyglądać odnowiona Polska jeśli idzie o warstwę propagandową. Pilecki dla młodzieży, Luna dla ciała pedagogicznego. I sprawa wychowania w patriotyzmie odfajkowana. W niedzielę można będzie sobie jeszcze iść do budki z hot dogami, które sprzedaje facet z przyczepionymi do majtek skrzydłami husarskimi. Tak z grubsza wyglądać będą granice narracji patriotycznych.

Pytanie istotne brzmi moim zdaniem tak: kogo i co chronią te narracje? Bo przecież nikt nie wierzy w to, że Brystygierowa poszła do Lasek, albowiem przeżyła katharsis. Nikt nie wie dokładnie jaka była polityczna funkcja tych Lasek, po co ich tam zsyłano i o czym ci ludzie gadali z tymi księżmi. Przypuszczam, że raczej nie o obecności, bądź nieobecności Boga. No, ale jeśli reżyser chce uzyskać głębię w swoim filmie, a mam na myśli reżysera polskiego, musi wstawić doń niewidomego księdza, sadystkę, która w półtoraminutowej zajawce będzie wyraźnie nazywana sadystką kilka razy, żeby wszyscy zaburzeni emocjonalnie widzowie polecieli na ten gniot galopem, oraz dać jakieś wstawki o Bogu. Inaczej być nie może. To samo, tylko, że znacznie gorzej zrobił Zalewski w „Historii Roja”, to samo jest w każdym polskim filmie, gdzie są jakiekolwiek poważniejsze kwestie. Jeśli ktoś nie chce lub nie umie pokazać prawdy od razu łapie Pana Boga za nogi i domaga się za to uwielbień. Ta nieumiejętność opowiadania prostych historii jest czymś, czego ja akurat znieść nie mogę. Nie chodzę więc do kina i nie mam telewizora, żeby przypadkiem nie trafić tam na Gajosa grającego księdza, zakonnika, czy pijaka, jak zastanawia się głośno, czy jest ten Bóg czy może go nie ma.

Wracajmy jednak do Pileckiego i Luny. Nie sądzę, żeby taki układ był przypadkowy. I to tego jeszcze ten ciągnący za nami film o Roju. Oto półamatorska produkcja, która nie jest się w stanie obronić sama, trzeba angażować do jej promocji ministrów i prezydenta, opowiedziana tak, że uczestnicy rzeczywistych wydarzeń przedstawionych w filmie wychodzą bez słowa z projekcji. Nie można tego filmu ukryć, bo to przecież jest ta długo wyczekiwana, prawdziwa historia, której nikt wcześniej nie pozwalał opowiadać. Oto te śpiewogry o męczeństwie Pileckiego, do których angażuje się aktorów już nawet nie trzeciorzędnych. No i Luna, na którą są pieniądze, budżet, nazwiska i w ogóle wszystko co może sobie reżyser zamarzyć. Wcześniej zaś Ida i inne tego rodzaju lansy. Czy ktoś widzi tę dysproporcję? Czy widzi ją reżyser Zalewski na przykład, a jeśli widzi to jakie wnioski wyciąga? Czy ob myśli, że jak się pokaże po pijanemu z prezydentem Dudą, to jego film zyska na wiarygodności? A jak go pochwali Macierewicz, to ludzie zaczną walić do kin drzwiami i oknami? Czy ci co kręcili te gnioty io Pileckim w ogóle się zastanowili dla kogo to robią? Co chcą pokazać w swoim filmie? Czy może tylko przewalali budżet usprawiedliwiając się tym, że jak pokażą obitego faceta leżącego w zimnej celi to trafią do młodzieży i wychowają ją w duchu patriotycznym?

Mamy więc tych patriotycznych reżyserów, łapczywych na pieniądze i zdeprawowanych, którzy lezą do polityków i błagają ich, żeby ci powiedzieli jakieś trzy słowa o ich filmach. I politycy mówią, a ja w dodatku wiem, że mówią to szczerze, bo sądzę, że zarówno prezydent jak i minister Macierewicz wierzą w wychowawczą rolę filmów. Ciekawe jednak co by było gdyby ktoś ich zapytał co sądzą o filmie Ida, albo o filmie Zaćma, który we wrześniu wejdzie na ekrany? Czy mają jakieś pojęcie o sposobie finansowania tych filmów i o tym, jaką pełnią one rolę? Przypuszczam, że nie odpowiedzieliby na to pytanie.

Opublikowano: 26.08.2016 09:15.
Autor: coryllus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komiks

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • No a programy antyplagiatowe?
  • Dziękuję, pochrzaniło mi się...
  • Niezłe. Kisch siedział przez całą wojnę w Australii, potem przyjechał do Pragi. Po co on im...

Tematy w dziale