399 obserwujących
2903 notki
12304k odsłony
  5113   0

Czerwoni szykują się do abordażu

 Myślałem, że nic mnie już nie zdziwi, ale jak zwykle się pomyliłem. Oto okazuje się, że Magdalena Ogórek, narzeczona Bartka Węglarczyka, tak to przynajmniej było ostatnio relacjonowane, została felietonistką tygodnika „Do rzeczy”. To jest ciekawa informacja, bo jak wiemy największe prawicowe autorytety przeciwstawiały ostatnio dobre „Do rzeczy” złemu „W sieci”, które zatrudnia agentów i tajnych współpracowników. Ja rozumiem, że pani Magda nie jest ani agentką ani tajnym współpracownikiem, jest tylko wyznaczoną przez Leszka Milera kandydatką na prezydenta, która nie bacząc na nic, usiłuje za wszelką cenę utrzymać się w polityce. Dlaczego wzięli ją do „Do rzeczy”? Może odpowiedzi na to pytanie należy poszukać w pornograficznej powieści Lisickiego? Sam nie wiem. Jeśli się komuś zdaje, że teraz dla odmiany „W sieci” będzie dobre, a „Do rzeczy” złe ten się niestety myli. Oto czołowy publicysta od kultury tygodnika Karnowskich wyruszył właśnie na tourne po Polsce w towarzystwie samej Sylwii Chutnik, znanej lewicowej pisarki i zwolenniczki wszelkich dostępnych na rynku patologii. Malownicza ta para rozpocznie edukowanie polskiej młodzieży w zakresie literatury i historii. Nie wiem właściwie jak to skomentować, ale ciekaw jestem opinii tych wszystkich twardogłowych, którzy swego czasu pisali tutaj, że niepotrzebnie czepiamy się „naszych”, bo oni wreszcie zrobią porządek z tym całym lewactwem. Nigdy, nawet przez moment, nie pomyślałem, że mógłbym robić porządek z kimkolwiek. Myślałem, że dzięki temu blogowi uda się stworzyć środowisko, które będzie jakimś tam, osobnym i nie za bardzo nadającym się do umów koalicyjnych, ale za to autentycznym głosem w dyskusji. Okazuje się, że miałem źle w głowie. Dyskusja tak, ale z Magdą Ogórek i Sylwią Chutnik. Nazwałbym to demaskacją, ale już sam ziewam, kiedy przychodzi mi użyć tego słowa.

Jaki jest tego sens? Wnoszę, że chodzi o to, by prawicowe, konserwatywne pisma wzbogaciły się o jakiś głos lewicowy, to znaczy – w sensie takim jak oni to rozumieją – współczujący. Żeby się nie okazało, że ten Ikonowicz to aferzysta razem z ze swoimi kolegami i to on reprezentuje lewicę, ale są też inne osoby i inne głosy. Na przykład Magda Ogórek. Być może chodzi też o to, by do prawej strony politycznej sceny zachęcić czytelniczki Sylwii Chutnik, czyli te wszystkie feministki, gendery i inne stwory.

Jedno mnie nieodmiennie dziwi. Jak lewica jest górą, to taki Lisicki nigdy nie idzie dorabiać w czasopiśmie dla gejów, ale zawsze leci do jakiejś katolickiej redakcji. Czy to nie dziwne? Jasne, że oni nie dadzą mu żadnej szansy, ani jemu, ani nikomu. On zaś ma taki przymus, podobnie jak politycy PIS, na szczęście nie wszyscy, żeby wyciągać rękę. Powód jest oczywisty, ludzie ci wiedzą, że to lewica wyznacza standardy i chcą do tych standardów dorównać.

Jakby tego było mało mamy w sieci wywiad z ministrem Sienkiewiczem, z wykształcenia historykiem, który opowiada o tym, jakim dopustem bożym była prywatna własność w Polsce. Posuwa się nawet do tego, że opowiada o szubienicach, które stały we dworach, a służyły do tego, by dziedzic mógł wieszać na nich niepokornych chłopów. Według Sienkiewicza system pracy w majątkach był systemem niewolniczym. Jak wiadomo z Sienkiewiczem polemizować się nie da, bo ma on dyplom ukończenia historii, a przez to, jak mawiają niektórzy wyżej s...a niż du..ę ma. No, ale może jakiś historyk by temu pajacowi odpowiedział? Na przykład Sławomir Cenckiewicz? Ja wiem, że on nie odpowie, bo jest zajęty polemikami na temat pochodzenia Anny Walentynowicz oraz oczekiwaniem w najwyższym napięciu na film „Wołyń”. A szkoda. To co Sienkiewicz mówi w wywiadzie dla Krytyki politycznej, to co wyprawiają „nasi” angażując do współpracy gwiazdy lewicowej publicystyki rozrywkowej, oceniam jako rzeczy groźne i dewastujące całkowicie sposób patrzenia na historię.

Jeśli dodamy do tego sytuację na rynku książki gdzie nie ma już nic właściwie poza wspomnieniami lesbijek – na lewo i wspomnieniami nawróconych esbeków – na prawo, groza sytuacji ukaże się nam w całej jaskrawości. Dlaczego groza? Ponieważ chodzi o te resztki własności, które są w naszych rękach i które muszą przejść do innych rąk, żeby stało się zadość sprawiedliwości. To znaczy, żebyśmy wreszcie odpowiedzieli za te szubienice co to je dziedzic stawiał dla niepokornych chłopów. Żałuję, że mój niepiśmienny dziadek, wyrobnik folwarczny, który dobrze pamiętał swojego dziedzica, nie doczekał tych czasów. Był to nerwowy, kostyczny i bardzo silny starzec, znany z narowistych reakcji. Osobiście bym go zawiózł na to strzeżone osiedle gnie mieszka minister Sienkiewicz i pokazałbym mu palcem, który to jest ten pan, co mówi, że pan dziedzic chłopów na szubienicy wieszał.

Lubię to! Skomentuj66 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale