Wojownicza Ameryka, niepewna Europa
Mariusz Zawadzki, Waszyngton
2011-03-15, ostatnia aktualizacja 2011-03-15 19:34
Sondaż transatlantycki wykazał, że przywódcy USA i UE są bardziej entuzjastyczni względem siebie niż zwykli obywatele. Amerykanie znacznie częściej niż Europejczycy godzą się na wojny i wierzą w wolny rynek
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
German Marshall Fund przeprowadził swój sondaż w czterech grupach: zwykłych Amerykanów, zwykłych Europejczyków, przywódców USA i przywódców Unii. Do grupy "przywódców" zaliczono polityków, parlamentarzystów i osoby wpływające na opinię publiczną - jak dziennikarze i eksperci think-tanków takich jak GMF.
Wyniki pokazały, że przywódcy po obu stronach Atlantyku są lepiej zaprzyjaźnieni niż zwykli obywatele. Wiodąca rola USA w świecie jest "bardzo pożądana" zdaniem 48 proc. przywódców UE, ale tylko 12 proc. zwykłych Europejczyków. Natomiast 36 proc. Amerykanów i ponad połowa ich przywódców chciało, by w świecie wiodącą rolę przejęła Unia.
Amerykanie mają też większe ambicje niż Europejczycy. 60 proc. obywateli USA chce, by ich kraj przewodził światu. Zwolenników wiodącej roli UE jest wśród Europejczyków dwa razy mniej.
Amerykanie są też wyraźnie bardziej wojowniczy. Na pytanie "czy wojna jest czasem potrzebna, żeby przywrócić sprawiedliwość?", twierdząco odpowiada trzy czwarte badanych Amerykanów i 83 proc. ich przywódców. W Europie ten pogląd podziela tylko jedna czwarta obywateli oraz mniej niż połowa unijnych polityków i ekspertów.
Po obu stronach Atlantyku różne są też opinie w kwestii wolnego rynku - za "bardzo pozytywny" uważa go 64 proc. Amerykanów i tylko 28 proc. Europejczyków.
Amerykanie dwa razy bardziej niż Europejczycy odczuwają wzrost potęgi Chin. Aż 71 proc. obywateli USA uważa, że Chiny za pięć lat będą wiodącym mocarstwem (dokładnie tyle samo Amerykanów przewiduje identyczną rolę dla swojego kraju). W Europie w potęgę Chin wierzy tylko jedynie co trzeci obywatel. Dwie trzecie polityków po obu stronach Atlantyku uważa wprawdzie, że gospodarczy rozwój Chin jest większą szansą niż zagrożeniem dla Ameryki i Europy, ale zwykli Amerykanie i Europejczycy są przeciwnego zdania (co drugi badany boi się gospodarczej ekspansji Chin).
Wyniki pokazały, że przywódcy po obu stronach Atlantyku są lepiej zaprzyjaźnieni niż zwykli obywatele. Wiodąca rola USA w świecie jest "bardzo pożądana" zdaniem 48 proc. przywódców UE, ale tylko 12 proc. zwykłych Europejczyków. Natomiast 36 proc. Amerykanów i ponad połowa ich przywódców chciało, by w świecie wiodącą rolę przejęła Unia.
Amerykanie mają też większe ambicje niż Europejczycy. 60 proc. obywateli USA chce, by ich kraj przewodził światu. Zwolenników wiodącej roli UE jest wśród Europejczyków dwa razy mniej.
Amerykanie są też wyraźnie bardziej wojowniczy. Na pytanie "czy wojna jest czasem potrzebna, żeby przywrócić sprawiedliwość?", twierdząco odpowiada trzy czwarte badanych Amerykanów i 83 proc. ich przywódców. W Europie ten pogląd podziela tylko jedna czwarta obywateli oraz mniej niż połowa unijnych polityków i ekspertów.
Po obu stronach Atlantyku różne są też opinie w kwestii wolnego rynku - za "bardzo pozytywny" uważa go 64 proc. Amerykanów i tylko 28 proc. Europejczyków.
Amerykanie dwa razy bardziej niż Europejczycy odczuwają wzrost potęgi Chin. Aż 71 proc. obywateli USA uważa, że Chiny za pięć lat będą wiodącym mocarstwem (dokładnie tyle samo Amerykanów przewiduje identyczną rolę dla swojego kraju). W Europie w potęgę Chin wierzy tylko jedynie co trzeci obywatel. Dwie trzecie polityków po obu stronach Atlantyku uważa wprawdzie, że gospodarczy rozwój Chin jest większą szansą niż zagrożeniem dla Ameryki i Europy, ale zwykli Amerykanie i Europejczycy są przeciwnego zdania (co drugi badany boi się gospodarczej ekspansji Chin).
Źródło: Gazeta Wyborcza
Więcej... http://wyborcza.pl/1,96910,9258536,Wojownicza_Ameryka__niepewna_Europa.html#ixzz1HD1dYSvf





Komentarze
Pokaż komentarze