dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
53
BLOG

Był sobie klip - Reagana nie było. Wstyd mi za naszych "przywódc

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 5

A ja z uporem maniaka o tym samym. Dziś w Sejmie i w Senacie odbyły się obchody wiadomej rocznicy. W tej części obrad, którą śledziłem nie padło, niestety, ani razu nazwisko, o które się dopominałem. Obrady rozpoczęły się od wyświetlenia klipu, w którym muzyce Pink Floyd z albumu The Wall towarzyszyły obrazy z historii ostatniego półwiecza. Ładnie to było zrobione, nawet mi się podobało, gdyby nie jeden, czy raczej półtora mankamentu.
 
Pierwszy – i oczywisty: zabrakło, zdecydowanie zabrakło tam Ronalda Reagana. Myślę, że można było, mając nieco większą od szkolno-gazetowej sztampy wiedzę o historii najnowszej, odwdzięczyć się, nawet jeśli nie za zlikwidowanie Związku Sowieckiego i śwaitowego komunizmu, to przynajmniej za ten jeden gest z 1981 roku, kiedy to po wprowadzeniu stanu wojennego prezydent Reagan zaapelował o zapalenie bożonarodzeniowych świec jako znaku solidarności i wsparcia dla Polaków, którym władza ludowa zgotowała w 1981 r. „smutne święta”. Naprawdę się to śp. Ronaldowi Reaganowi należało od wolnej Polski i wolnych (ponoć) Polaków. Bardziej niż Gorbaczowowi, którego, naturalnie, nie zabrakło w klipie.
 
Zresztą w ogóle należało słowem chociaż wspomnieć o roli Stanów Zjednoczonych w całym tym hucznym czczeniu obalania komunizmu. Bo patrząc na główną część dzisiejszych obchodów miałem nieodparte wrażenie, że ktoś chce nam wmówić, że komunizm w zasadzie padł tylko dlatego, że Lech Wałęsa, z niewielką tylko pomocą Jana Pawła II (bo przecież, jak się dowiedzieliśmy, na Kubie był Jan Paweł II, a nie było Wałęsy i wolności nie ma, logiczne, nie?) poprowadził cały naród ku wolności i dzięki temu mamy dzisiaj w Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego, Hansa-Gerta Poetteringa i Joannę Szczepkowską. A najważniejszą troską Prezydenta RP byli dziś... Niesiołowski z Palikotem. Koszmar!
 
Chyba to właśnie z powodu specyficznej amerykanofobii nie mogłem się w rzeczonym klipie (i to jest ten mankament „1 i pół”) doszukać wystąpienia Lecha Wałęsy w Kongresie (z owym niezapomnianym wstępem „My, Naród...”). A wspomniał o tym wystąpieniu, i słowach, które wygłosił wówczas przewodniczący „Solidarności” dopiero jeden z zagranicznych gości – wstyd!
 
4 czerwca dopiero jutro. Cały czas mam nadzieję, że w tym rocznicowym zadęciu, które, niestety, dzisiaj dominowało, nadejdzie jutro chwila, kiedy nasi mężowie stanu staną na wysokości zadania i przypomną sobie tego, któremu w zasadzie te obchody zawdzięczamy, oddając mu należny hołd. Tak jak On nie zapomniał o nas, Polakach w 1981, grudniową nocą. (żeby nie było wątpliwości – o ironio, to wcale nie jest ironia – nie mam tu na myśli Jaruzelskiego, panie Frasyniuk, panie Kwaśniewski...)
 
* * *
 
A skoro już pamiętamy o tych, którzy o nas pamiętali... Tłem obrazów było „The Wall” Pink Floydów. Nie wiedzieć czemu mnie się to kojarzy raczej z murem w Berlinie i gigantycznym przedsięwzięciem R. Watersa z 1990 r. niż z Polską, ale nieważne, tło było dobre. Pamiętajmy jednak, że o Polsce pamiętali w czasach komuny inni artyści: U2 9"New Year's Day"), Jon Anderson (wokalista Yes) i Vangelis ("Polonaise"), David Bowie ("Warszawa"). Później także Stevie Wonder, Joan Baez, Ives Montand i inni. Też by wypadało wprząc ich dzieła w jakiś klip. Zaangażowania p. Kylie Minogue w sprawę Polski jakoś z tamtych czasów nie pamiętam, ale może minister Sławomir Nowak ma lepszą pamięć.

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka