Publikatory szeroko komentują niemoralną sugestię autorstwa p. Aleksandra Kwaśniewskiego dotycząca ewentualnej współpracy komunistów z Prawem i Sprawiedliwością. W odpowiedzi p. poseł Joachim Brudziński zauwazył w SLD fachowców. Oczywiście żadnej koalicji z tego nie będzie, raczej porozumienie blokujące co koszmarniejsze zapędy PO (do której, jak mi się zdaje, coraz częściej będzie miał ochotę dołączać PSL).
Ale pod pianą pustej ekscytacji podejmijmy próbę odnalezienia rzeczywistego dylematu. Czy dla ojczyzny ratowania nie tylko rzucić się przez morze warto i trzeba, ale nawet w takie czy inne konszachty z komunistami wejść? Załóżmy oczywiście przez chwilę, ze oferta jest uczciwa, tj. komuniści nie planują w ten sposób rozpoczynać czy podejmować targu z Platformą.
Trzeba postawić pytanie: czy sytuacja w kraju nie dojrzała do tego, zeby próbować odsunąć obecną, wielce szkodliwą, ekipę od władzy? Albo przynajmniej budować jakąś alternatywę dającą nadzieję na odsunięcie ich od włądzy. Stocznie, szpitale, "reforma edukacji", potrzebna nie wiadomo komu (nie tylko osławione "sześciolatki", ale dalsze rugowanie z podstawy programowej kanonu budującego świadomość narodową), wyprzedaż resztek tego, co już wyprzedawane być nie miało, świadomie zawalona sprawa tarczy, nędza w stosunkach z Rosją ("zanurzenie 180 cm"), potiomkinowskie uśmiechy w stosunkach z Niemcami. A dodajmy do tego rzeczy mniej widoczne ale nie mniej szkodliwe: plany liberalizacji procedur wydawania pozwoleń na budowę, likwidacja meldunku, likwidacja armii poborowej na rzecz przyszłej (kiedyś tam) armii profesjonalnej, plany zniesienia nadzoru w postaci kuratoriów oświaty, wyrywanie kolejnych dziedzin spod kurateli wojewodów, postępująca degrengolada kolejnictwa, poczty, upiorny plan urawniłowkowego wywalenia na pysk 10% urzędników - bez przyjmowania merytorycznych kryteriów, byle rachunek się zgadzał, wyzbywanie się "polityki historycznej" gdy wytrwale politykę historyczna realizują rządy Niemiec i Rosji, uporczywe przetrzymywanie i prezentowanie w charakterze zaplecza intelektualno-merytorycznego typów w rodzaju Sławomirta Nowaka czy Juliii Pitery, itp. itd.
W normalnych warunkach wystarczyłoby to spokojnie, żeby rząd mógł już się szykować na zieloną trawkę. W polskich warunkach premier tego rządu praktycznie niezagrożony szykuje się na fotel prezydenta.
Dlatego chyba należałoby jasno i otwarcie rozstrzygnąć dylemat: czy dla ratowania Polski przed wyjątkowo szkodliwym i wyjątkowo nieudolnym rządem Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej (bo PSL, jak powiadam, niechybnie sie z tego układu wymiksuje odpowiednio wcześnie) nie byłoby uprawnione wejście w jakąś formę kolaboracji z komunistami? PiS już podobną żabę przełknął w postaci przystawek. A wyposzczeni komuniści, jak sądzę, z mniejszym bólem przyjmą koalicję z Markiem Suskim niż poprzednią z Janem Lityńskim (zwłaszcza że jakoś tow. Napieralski nie porwał jeszcze szerokich mas ludowych).
Oczywiście ja bym bardziej niż wszystkiego wolał dojścia do władzy starego PiS-u, tego z lat 2001-2005, w formule szerokiej: od Polski XXI po Prawicę RP Marka Jurka. Wolałbym, zeby to ten skład personalno-polityczny wyprowadzał Polskę na prostą. Złogi gierkowsko-gomułkowskie wolałbym widzieć na śmietniku historii a nie w "rządzie ocalenia". Ale o wiele bardziej obawiam się przejęcia wszystkiego, co tylko możliwe - od rady dzielnicy po pałac prezydencki przez chłopców od Donka i Grzesia niż tego, że gdzieś tam trzeba bedzie się posunąć i zrobić trochę miejsca dla tow. Szmaciaka.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)