Przewijało się i w debacie, i po debacie następujące zagadnienie: czy, jako prezydent, podpisze pan zmianę konstytucji odbierającą prawo weta. Żaden z uczestników, ani nawet z dyskutantów w "Loży prasowej" w TVN24 nie raczył zauważyć, ze obecna konstytucja nie daje prezydentowi prawa wyboru: czy podpisze ustawę o zmianie konstytucji, czy też odmówi. Innymi słowy: prezydent ma prawo weta w przypadku ustaw zwykłych, nie ma natomiast tego prawa w przypadku ustawy o zmianie konstytucji. Co więcej, nie ma nawet prawa żądać referendum zatwierdzającego w przypadku uchwalenia przez parlament zmiany w tym akurat rozdziale konstytucji, który mówi o uprawnieniach prezydenta. Wypadałoby, żeby przyszły prezydent znał swoje konstytucyjne uprawnienia, a jeżeli nie zna, to wypadałoby, żeby ktoś z obserwatorów wytknął mu ten brak. Od "Sławku Nowaku" nie oczekiwałbym za wiele, on raczej mocniejszy jest ze Shreka niż z konstytucji, ale już Michał Karnowski mógł być lepiej przygotowany.
Niestety, udający spikera Sławomir Nowak skupił się na "Andzi i Kaczorku", udający dzienikarzy wyrobnicy mikrofonów warujący w korytarzu biblioteki (przy okazji warto, żeby i dzienikarze, i politycy nauczyli się wreszcie, że to nie jest żadna "Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego", tylko Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie) rzucili się całą watahą na podejrzewanego o nieprawomyślność i odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne w kwestii in vitro marszałka Sejmu. I jakoś tak tylko smutno, że debata, w której całkiem niewykluczone, ze widzieliśmy przyszłego Prezydenta Rzeczypospolitej składała się z dukania wyuczonych banalnych formułek, czczych przechwałek, a na koniec okazało się, że dziennikarze i komentatorzy weszli w rolę strażników rewolucji poprawnościowej, biorąc w dwa ognie (a nawet cztery) podejrzewanego o wyrażenie "niesłusznych" poglądów Bronisława Komorowskiego.
Chciałoby się rzec: jaka partia, takie prawybory, niestety wygląda na to, że ta partia uważa tego rodzaju popisy chwalipięctwa i ignorancji za "wielki wkład w polską demokrację" i chce, aby stały się trwałym elementem kultury politycznej. Zgroza!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)