dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
56
BLOG

Platforma zaprasza na wybory. Wszystkich

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 32

Pisemnie zaprasza. To znaczy zapraszać ma Państwowa Komisja Wyborcza za pośrednictwem wójta burmistrza albo prezydenta miasta a list informujący obywatela, że właśnie odbywają się wybory ma być każdemu doręczany do domu.
 
Jak każdy kij - i ten ma dwa końce. Jeden jest, rzekłbym, „keynesowski”: ktoś musi to wydrukować, ktoś musi to rozwieźć, ktoś musi to doręczyć, wreszcie ktoś musi to już po wszystkim zutylizować. Jakby nie patrzeć - parę tysięcy osób (łącznie z rodzinami) z tego skorzysta. Ale kij ma i drugi koniec: rzekłbym: merytoryczny. Otóż pomysł ten to odgrzewanie starych kotletów z uporem godnym lepszej sprawy lansowanych od lat przez Instytut Spraw Publicznych. Zawsze przy tej okazji pojawiają się argumenty o tym,  jakie to dobre dla naszej demokracji, że głosować pójdzie dużo wyborców. Jednak wątpliwości moje są tu co najmniej dwie, a może nawet trzy:
 
-gdzie Platforma Obywatelska wyczytała, że wyższa frekwencja = wyższa jakość demokracji? Jakie badania na to wskazują? Czy np. frekwencja we Włoszech –  prawie dwa razy wyższa od naszej – powoduje, że tamtejsza demokracja jest dwa razy lepsza od polskiej?
 
-cała kampania ISP dotycząca rozsyłania zaproszeń swego czasu opierała się na badaniach wykonanych przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku (może od tamtej pory zrobili jakieś nowe badania) – okazało się wtedy, że spory procent wyborców w ogóle nie wiedział, że są takie wybory. Nie wiem, czy przekładanie tego badania (w końcu chodziło o pierwsze polskie wybory do cokolwiek dziwacznego i abstrakcyjnego tworu) na wszystkie inne wybory ma jakikolwiek sens, ale widać każdy pretekst jest dobry
 
-i niech no mi ktoś ze zwoleników tego pomysłu powie: czy pozyskanie głosów obywatela, który w ogóle nie wiedziałby, że są wybory, gdyby nie dostał do skrzynki listu, a więc obywatela a) niezainteresowanego polityką, b) nieorientującego się w ofercie wyborczej, c) niezdolnego być może do wykonania skomplikowanego cokolwiek procesu selekcji spośród tejże oferty, warte jest wydania setek tysięcy publicznych złotówek? A może właśnie taki wyborca jest najcenniejszy, bo nie trzeba na jego pozyskanie wydawać złotówek partyjnych a resztę zrobi „Szymon”?
 
Taką mam obawę obywatelską związaną z tym pomysłem, i wcale nie pieniądze są tu najważniejsze (chociaż niemałe – jeśli przyjąć, że mamy 30 milionów wyborców i każdy mieszka w gospodarstwie domowym czteroosobowym, a list przyjmie postać druku bezadresowego skierowanego do całej rodziny – czyli wariant najoszczędniejszy z możliwych – to koszt samego wysłania tej przesyłki wyniesie 600 tys. złotych przy zleceniu wszystkiego centralnie na całą Polskę). Najważniejsze jest zaś to, że chodzi o realizację idei, która w najlepszym wypadku nie ma potwierdzenia w życiu realnym, przyjmując zaś najgorsze założenie, ma służyć zwiększeniu szarej, najłatwiej manipulowalnej masy wyborców (chęć dania zarobku drukarni i operatorom pocztowym jako zbyt prymitywną hipotezę odrzucam) w sposób droższy niż można to osiągnąć w inny sposób i metodą nie dającą gwarancji osiągnięcia celu (bo obywatel może się wezwaniem nie przejąć i napalić nim w piecu).
 
Bo jeśli Platforma Obywatelska chce koniecznie czcić bożka wysokiej frekwencji, to niech ma odwagę wprowadzić obowiązek głosowania. I niech wtedy się gimnastykuje i przekonuje obywateli, że ta wysoka frekwencja to dla ich dobra i dobra demokracji, oczywiście.
 

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka