Niebywałe! Nawet krzyż kojarzy się naszym władcom z jedną partią. A przypomnę (bo nie zrobią zapewne tego "zaprzyjaźnieni" czy "wspierający" ich dziennikarze): krzyż pod Pałacem Prezydenckim, co zresztą potwierdzają dzisiejsi jego przeciwnicy, został ustawiony jako symbol żałoby. I przypomnę, żę wtedy mieliśmy żałobę NARODOWĄ - o czym informowały wszystkie stacje tv te bardziej i te mniej z lewa oraz TVP ze środka i TV Trwam. Jak więc się stało, że teraz "przekaz dnia" obowiązujący w PO jest taki, że znów PiS winien awantury o krzyż? To jak to jest? Załobę mieliśmy wtedy narodową czy PiS-owską? Prezydent-elekt podkreślał, że zginęli tylko PiS-owski prezydentm, urzędnicy PiS-owskiego prezydenta i PiS-owska elita, czy może powtarzał, że zginęli ludzie ze wszystkich opcji?
Chyba jednak nie o "znalezienie godnego miejsca" tu chodzi. Każdy piecze tyu swoje "półgęski ideowe": PO i "niezależny" prezydent za wszelką cenę chcą wtrącić każdy wymiar katastrofy smoleńskiej w PO-PiS-ową nawalankę, bo na nawalance z PiSem od dawna wygrywają, a zbyt natarczywe przypominanie o katastrofie i niemrawym śledztwie może kierować umysły i emocje elektoratu w rejony Platformie niemiłe. "Lewica" - czyli odradzające się resztki SLD oraz zapewne te sieroty po LiD-zie. które autorytatywnie stwierdziły u Grzegorza Napieralskiego zbyt duże stężenie wody sodowej w głowie ale i osobowości w rodzaju profesorki Środy czy też śrdodowiska Gazety Wyborczej mają najzwyklejsząw świecie alergię na krzyż - więc z radością przyłączą się do głosu prezydenta-elekta postulującego ununięcie krzyża sprzed pałacu (bybe gdzie byle zszedł oczu). Zastanawia mnie tylko, co "wykombinuje" Kuria warszawska - czy będzie się starałą "nie dzielić Polaków" i "szukać godnego wyścia", czy też stwierdzi, czego chyba należałoby oczekiwać, że jej akurat krzyż nie przeszkadza a wręcz przeciwnie. Dzisiejsze fragmenty wypowiedzi ks. Markowskiego obudziły mą nadzieję na to drugie rozwiązanie
Oczekując jednak na głos ostateczny rządących placem przed pałacem może warto posłuchać tych, którzy ten krzyż postawili: harcerek i harcerzy. Bo zdaje się, że krzyżmiał być zastąpiopny pomnikeim ofiar katrastrofy. I gdyby to rowwiązanie miało wziąć w górę w dyskusjach - wtedy dopiero wyszłoby szydło z worka: okazałoby się, czy ci, ktrórzy mówią o "sanktuarium państwa", gdzie nie ma miejsca na krzyż gotowi są zaakcepować pomnik upamiętniający wszystkie ofiaryu katastrofy (dodajmy za nimi: z róznych opcji politycznych). I okazałoby się, czy alergia na krzyż u drugiej strony tej samej strony osłąbnie, kiedy pomnik przybierze inną formę wizualną. Coś mi mówi, że i wtedy jedni i drudzy będą woleli "szukać bardziej opowiedniego miejsca" niż pozwolić, aby jakikolwiek ślad przypominał Polakom o tym, co działo się na Krakowskim Przedmieściu po 10 kwietnia. Obym się mylił, bo jeśli się okaże, że nie, to będzie trzeba jechać na Krakowskie i bronić krzyża. A wydawało się, że 20 lat po Kiszczaku takiej potrzeby już nie będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)