Nie wiem, czy przeczyta to red. Sakiewicz, ale nurtuje mnie jedna rzecz i ciekaw jestem, czy powstała u niego taka refleksja, jak u mnie. Otóż wtedy, na przełomie 2006 i 2007 roku, byłem, podobnie jak i redaktor Sakiewicz, nie tylko zresztą on, zwolennikiem takiego rozwiązania, jakie ostatecznie nastąpiło. Przypomnę, że chodzi o nominację bp. Stanisława Wielgusa na następcę kard. Glempa jako stojącego na czele archidiecezji warszawskiej i jego, jak się zdaje, dość wymuszoną rezygnację.
Od pewnego jednak czasu, patrząc na niektóre poczynania obecnego metropolity warszawskiego (i kurii), mam wrażenie, że nie do końca o to nam wtedy chodziło... I tak się zastanawiam: jak potoczyłyby się wydarzenia wokół Pałacu na Krakowskim Przedmieściu, gdyby wtedy to jednak abp. WIelgus pozostał u steru naszej archidiecezji... Nie chcę przez to powiedzieć, że źle się wówczas stało i gdyby nie akcja podjęta przez wiele osób, zmierzająca do zablokowania tamtej nominacji, to teraz wszystko by wyglądało zupełnie inaczej. Ale tak się zastanawiam, czy dzisiejsze usunięcie krzyża sprzed Pałacu Namiestnikowskiego mogłoby się odbywać pod hasłami "wykonywania porozumienia z kościołem warszawskim". Czy ks. Małkowskiemu też przypomniano by, czego mu nie wolno od stanu wojenego. I jeszcze parę innych spraw czy toczyłoby siętak, jak się toczy...
Chyba najgorzej by było, gdyby (czego się na szczęście nie dowiemy) jakimś trafem się okazało, że trzeba było wówczas przyjąć do wiadomości tłumaczenia abp. Wielgusa i może teraz my, krzyż i generalnie kościół warszawski - (czyli my, a nie nie tylko "biskupi", jak próbuje się nam wmawiać) wyszlibyśmy na tym wszyscy lepiej? CIekawe, co na to red. Sakiewicz...


Komentarze
Pokaż komentarze (15)