Na jednym ogniu upiekę dwie pieczenie: rzetelność przekazu dziennikarskiego oraz kłopoty z odczytaniem konstytucji.
Sprawa pierwsza - przekaz dziennikarski. Premier Kaczyński zwołał konferencję prasową, na której powiedział wyraźnie, że prezydent ma prawo nie powołać rady ministrów w proponowanym mu przez desygnowanego na premiera składzie (wyjaśnił dokładnie, odpowiadajac na pytanie dziennikarza, że tak stanowi przepis konstytucji) - ale nie widzi powodu, aby prezydent tak postąpił i na 99% tego nie zrobi. I relacjonujący konferencję jakiś czas później Arkadiusz Wierzuk z TVN24 przekazał w przekazie dwie rzeczy: że intrerpretacja podana przez premiera jest wątpliwa oraz że ingerencja prezydenta w proces tworzenia rządu jest prawdopodobna - obie informacje zupełnie sprzeczne z tym, co powiedział premier oraz z faktami.
A teraz prawo konstytucyjne. Otóz procedurę tworzenia rządu (sławetne trzy kroki) regulują art. 154 i 155 kostytucji. Tzw. "pierwszy krok" opisany jesrt w art. 154 ust. 1.(podkreślam kluczowe fragmenty tekstu):
Prezydent Rzeczypospolitej desygnuje Prezesa Rady Ministrów, który proponuje skład Rady Ministrów. Prezydent Rzeczypospolitej powołuje Prezesa Rady Ministrów wraz z pozostałymi członkami Rady Ministrów w ciągu 14 dni od dnia pierwszego posiedzenia Sejmu lub przyjęcia dymisji poprzedniej Rady Ministrów i odbiera przysięgę od członków nowo powołanej Rady Ministrów.
Ustęp 2 mówi, że powołana w ten sposób rada ministrów musi otrzymać wotum zaufania (po tzw. expose premiera).
I przechodzimy do ustępu 3 - najważniejszego. Mówi on, co następuje:
W razie niepowołania Rady Ministrów w trybie ust. 1 lub nieudzielenia jej wotum zaufania w trybie ust. 2 Sejm w ciągu 14 dni od upływu terminów określonych w ust. 1 lub ust. 2 wybiera Prezesa Rady Ministrów oraz proponowanych przez niego członków Rady Ministrów bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Prezydent Rzeczypospolitej powołuje tak wybraną Radę Ministrów i odbiera przysięgę od jej członków.
A więc możliwe jest niepowołanie rady ministrów w trybie ust. 1. Nie dotyczy to sytuacji, w której prezydent nie zdąży z desygnowaniem premiera - bo to zrobić musi. Dotyczy to sytuacji zasadniczo dwóch:
- albo desygnowany premier nie jest w stanie zaproponować ministrów (bo np. przeciągają się negocjacje koalicyjne i są problemy ze zbudowaniem większości)
- albo - z innych przyczyn (np. wilczego spojrzenia desygnowanego premiera, braku przeprosin, uporczywego tytułowania Prezydenta Rzeczypospolitej braćmi Kaczyńskimi itp.)- prezydent w ciągu 14 nie powołał rady ministrów. Termin 14 dni jest terminem zawitym - a więc jeżeli w tym czasie rada ministrów nie będzie powołana, Sejm przejmuje inicjatywę. Nie ma więc groźby, że prezydent może zrobić coś ponad głową większości parlamentarnej.
Warto też zwrócić uwagę na różnicę w brzmieniu przepisów art. 154 ust. 1 i 155 ust. 1 (czyli tzw. "trzeci krok"). Ten drugi brzmi następująco: W razie niepowołania Rady Ministrów w trybie art. 154 ust. 3 Prezydent Rzeczypospolitej w ciągu 14 dni powołuje Prezesa Rady Ministrów i na jego wniosek pozostałych członków Rady Ministrów oraz odbiera od nich przysięgę. Sejm w ciągu 14 dni od dnia powołania Rady Ministrów przez Prezydenta Rzeczypospolitej udziela jej wotum zaufania większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.
A więc tutaj jest napisane jasno: powołuje premiera, premier przychodzi z wnioskami o powołanie członków rady ministrów, prezydent ich powołuje i odbiera od rządu przysięgą. I mamy rząd. Art. 154 ust. 1 brzmi nieco inaczej: desygnowany premier proponuje skład rady ministrów.
Zresztą Jarosław Kaczyński nie jest jedynym wybitnym prawnikiem, który tak interpretuje konstytucję. Czyni to podobnie nie mniej utalentowany prawnik, prof. Leszek Garlicki, który parę lat życia spędził w Trybunale Konstytucjyjnym (jako jego sędzia), parę lat też zajmował się pisaniem podręczników do prawa konstytucyjnego. I on, opisując tzw. "pierwszy krok", wyraźnie stwierdza (podkr. moje): "Desygnowanie premiera nie powoduje skutków prawnych dla urzędującej Rady Ministrów, a jedynym zadaniem desygnowanego premiera jest skompletowanie składu swojego gabinetu. Wymaga to uzgodnień koalicyjnych, a także akceptacji Prezydenta, ponieważ bez jego decyzji nie moze dojść do ostatecznego powołania rządu. (..) prezydentowi pozostawiony jest tylko wybór między powołaniem proponowanego rządu lub odmową jego powołania, nie może zaś powołać rządu w innym składzie" (L.Garlicki, Polskie prawo konstytucyjne. Zarys wykładu, Warszawa 2000, s.288).
Myślę więc, że sprawa jest tym razem w sposób oczywisty oczywista - i takową powinna być nawet dla red. Wierzuka :)


Komentarze
Pokaż komentarze (8)