czyli manifest dla tych, którzy wierzą, że IV RP jeszcze nie zginęła...
Ano właśnie. To leninowskie, co nie znaczy że głupie pytanie wypada postawić w dzień po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, kiedy bardzo wyraźnie rysuje się polityczna perspektywa kilku kolejnych lat. Co robić, żeby złowieszcza satysfakcja Aleksandra Kwaśniewskiego („21 października skończyła się IV RP”) okazała się zdecydowanie przedwczesna? Wydaje się, że krzyczenia na Tuska, że prezydenta nazywa „braćmi Kaczyńskimi” i masowe pozywanie go do sądu razem z Niesiołowskim nie jest najlepszym sposobem przyciągnięcia przez Prawo i Sprawiedliwość nowych wyborców. Co więc nalezy czynić? Tak na gorąco spisałem sobie dzisiaj pięć najważniejszych punktów. Oto one:
1. Stępić ostrość retoryki. To było skuteczne, kiedy Miller szedł do władzy w 2001 r. – skompromitowane rządy AWS oraz TVP w rękach Kwiatkowskiego (TVN24 dopiero raczkowało, Polsat zajmował się głównie dostarczaniem rozrywki niskich lotów a nie polityką). Było to też skuteczne w 2005 r., kiedy to większość silnych już mediów prywatnych suchej nitki nie zostawiała na skompromitowanych rządach SLD – a PO i PiS wydawały się dwiema stronami tego samego medalu. Ale kiedy mamy „takiego fajnego premiera”, kiedy znakomita większość najbardziej wpływowych mediów w rozpędu jeszcze bije w PiS jak w bęben – jakakolwiek nadmierna ostrość retoryki w stosunku do Tuska wprawdzie pozwoli utrzymać mobilizację wśród elektoratu trwałego, ale tych, którzy masowo ruszyli teraz do urn, młodych, na pewno do PiS-u nie przekona.
Zdecydowanie należy więc porzucić retorykę w rodzaju „chamstwo”, „chłopiec na posyłki”, „byliśmy atakowani od 1991 r.”, „ja z Radiem Zet nie rozmawiam...”. To już wiemy – i wiemy też, że będziecie atakowani i w 2011. A w Radu Zet rozmawia się nie z radiem, a ze słuchaczami. A ci na wybory może pójdą, może nie pójdą, ale gdyby poszli, to warto do nich przemówić, nie?
Teraz trzeba pokazać miłe acz stanowcze oblicze. Ostrość – tak, mocne argumenty i twarde stanowiska – tak. Ale bez wycieczek personalnych i wywodów w rodzaju „kto kogo powinien przepraszać”. Albo J. Kaczyński skończy jak Bronisław Geremek. Zwłaszcza, że za „normalność” i „fajność” prawie zawsze zbiera się premię – ostatnio zgarnął ją Pawlak, który stał się „siłą spokoju” tej kampanii – a w obecnych czasach spokój był rzeczą cenną i pożądaną. Może dla ocieplenia wizerunku warto wykorzystać panią Marię Kaczyńską? Sądzę, że czasy wściekłej nagonki na nią za nazwisko, reklamówkę i urodę minęły. Wizerunek może też ocieplić... kot Jarosława Kaczyńskiego. Sesja w „Gali”, jakies opowieści w piśmie „Mój Pies”. Niech się zwierzęta PiS-u nie kojarzą z nieszczęsną Sabą (chociaż jej wizerunek też jest chyba jeszcze do uratowania).
Ważne jest też wysyłanie do udziału w audycjach tv, do rozmów z dziennikarzami polityków potrafiących ciekawie przekazać własne zdanie i dobrze je uargumentować. Czyli – więcej Brudzińskiego, Dudzińskiego, Zalewskiego, nawet Dorna (ale pod warunkiem, że przestanie chlapać na prawo i lewo „ścierwojadami’, „burymi sukami”, „nałaźliwościami” i tego typu tekstami. A stanowczo mniej Putry, Kuchcińskiego, Szczypińskiej.
2. Wizerunek rzecz ważna, ale musi się za nim kryć jakaś idea. Trzeba znaleźć jakiś punkt oparcia, kwestię – popularną w społeczeństwie a niepopularną wśród elit. Kiedyś mogła to być kara śmierci, teraz trochę nie wypada, „wykształciuchy” tego nie kupią. Nie może to być też naprędce sklecona lipa w rodzaju „prywatyzacji szpitali”. Gdyby nie ogłoszony „sukces” przy uchwalaniu tzw. traktatu reformującego, byłaby to świetna rzecz – można by było domagać się referendum, rozkręcić kampanię zbierania podpisów, domagać się odrzucenia tego szczytowego osiągnięcia eurosklerotyków. Z pożytkiem dla Polski i dla UE. Ale nie można. No więc może euro? Przeciwstawić zwykłych ludzi i ich problemy ze wzrostem cen, a także zagrożenia związane z utratą suwerennej polityki monetarnej (umiejętnie poprowadzona kampania może być sukcesem – w końcu ilu Polaków da sobie zabrać złotówkę i podporządkować się bankowi centralnemu we Frankfurcie?) oczekiwanym przez nielicznych korzyściom „wyeliminowanie ryzyka kursowego” – a cóż obchodzi zwykłych obywateli ryzyko kursowe, jak im chleb i mleko znowu podrożeją!. A może podatek liniowy? Tylko tu komuniści też będą chcieli upiec swą pieczeń. W każdym razie coś trzeba znaleźć.
Słowem – trzeba znaleźć coś, co zmobilizuje Polaków, czego poparcie będzie dla PO niedopuszczalne – i tego się trzymać.
3. Należy stale i nieustannie przypominać Tuskowi o tych jego autostradach, pływalniach, liczyć Polaków wracających z Irlandii, sprawdzać ile zarabiają lekarze i pielęgniarki. I pytać publicznie – dlaczego jeszcze nie ma cudu. Ale uwaga: żadnego wyliczania ofiar wypadków za rządów Tuska. Pamiętać trzeba, że media tego nie kupią. Może się za bardzo nie oburzali, jak Miller z Toberem wyliczali Buzkowi zamarzniętych bezdomnych, w ogóle się nie oburzali, kiedy brudny chwyt z wypadkami zastosowała PO, ale jak Kaczyński czy Kurski zaczną liczyć te ofiary, to zaraz podniesie się gromki krzyk oburzenia – już widzę red. Kolendę-Zaleską z ubolewaniem komentującą upadek obyczajów.
4. Media. Nie wygra się wyborów wbrew wszystkim mediom. Nawet rok 2005 to potwierdza. Wprawdzie PiS nie był faworytem, ale nie był też śmiertelnym wrogiem. Być może publikatory uwierzyły, że to ze strony „przyjaciół z PiS-u” można spodziewać się tylko drugiego miejsca i lojalnego koalicjantowania przy „premierze z Krakowa”. Wyszło inaczej – i media różnej maści dały PiS-owi odczuć, że nie o to im chodziło. W 2007 r. było to oczywistą oczywistością. A więc – trzeba „utrzymać” TVP, nie po to, żeby zrobić z niej drugą TVKwiatkowski – to by było samobójstwo. Trzeba ją utrzymać po to, aby zapewnić minimalną chociaż równowagę między potęgą mediów wrogich PiS-owi zawsze i wszędzie. Lepiej to zadanie wykonałby Bronisław Wildstein, więc raz jeszcze wypada napluć sobie w brodę, że się go pozwoliło wyrzucić.
A po drugie – trzeba walczyć o „Rzepę”. To jest firma państwowa w znacznej części, trzeba uważać, żeby nie zainstalowano w niej ponownie kogoś w rodzaju p. Gaudena – który zrobił z niej to, co teraz zrobiono (zresztą z pomocą tych samych dziennikarzy) z Newsweeka. To, co jest teraz – jest optymalne – i jest to najlepsza gazeta na rynku. I taka niech zostanie, zwłaszcza w obliczu zapowiadanego tu i ówdzie przejęcia sterów „Dziennika” przez Tomasza Lisa.
5. Last but not least A nawet bym powiedział, że jest to najważniejsze. Odwojowanie młodzieży. Ktoś słusznie zauważył, ze nie zrobi się tego za pomocą pos. Sobeckiej. Postawiłbym nawet tezę, że wybory Platformie wygrało pokolenie gadu-gadu. Młodzi ludzie, którzy dotąd byli wychowywani na grupę bierną społecznie i nastawioną na tzw. samorealizację – własne przyjemności, prawa zamiast obowiązków, konsumpcjonizm, egoizm – a przy tym „wychowywani” przez media nowej generacji – stacje typu Viva, MTV, programy "Kuby" Wojewódzkiego, różne Big Brothery, światy według Kiepskich „idolki” w rodzaju tzw. Dody. Nawała chłamu sącząca się z telewizora i komputera – jednym słowem zalew i wielki triumf chamstwa, niskiej kultury i masowej infantylizacji coraz starszych osób.
To wszystko zrodziło bierność umysłową (wystarczy spojrzeć choćby na popularność serwisów w rodzaju „ściąga.pl”, kupowanie prezentacji maturalnych, masowe przedstawianie prac ściągniętych z internetu jako własnych przez studentów), skłonność do odruchów stadnych (różne „łańcuszki” z dowcipami – zazwyczaj żenująco niskich lotów – wysyłane mailem, „akcje” sms-owe) a ta z kolei przyniosła podatność na łatwą manipulację. No bo po co myśleć, po co docierać do prawdy, skoro po pierwsze – wszystko można „ściągnąć z netu” a po drugie i tak wszystko – od polityki po obyczaje – zinterpretują za nas autorzy maili. Wiadomo, że jak Giertych, to palenie książek Gombrowicza. Jak Maria Kaczyńska – reklamówka w samolocie i docinki na temat jej oblicza. Jak Lech Kaczyński – to oczywiście kurdupel z fotomontaży. Jak kaczka – to oczywiście skreślona, albo w ogóle przeznaczona do odstrzału. Po co myśleć, skoro wszystko jest do myślenia podane na tacy. Ten właśnie mechanizm wykorzystali autorzy akcji „podnoszenia frekwencji” (zresztą często tożsami z tymi, których przed chwilą przywołałem). Najpierw udało im się wywołać wśród tych nieodpornych na manipulację grup przekonanie, że „kraj” trzeba zmienić (no bo prezydent kurdupel, PiS zawłaszcza państwo, demokracja zagrożona, śmieją się z nas w Europie, Polakom jest wstyd, Wielkiego Noblistę się obraża), potem zaś zmasowaną akcją propagandową pt. „zmień kraj, idź na wybory” (co było jednak już łatwiejszym etapem) udało im się wysłać tych młodych do urn. Zagranie podwójnie perfidne. Bo z jednej strony była to prowadzona pod płaszczykiem „akcji obywatelskiej” de facto kampania PO – a z drugiej strony była tak genialnie skonstruowana, że nawet nie można jej skrytykować, bo od razu człowiek się naraża na zarzut, że nie cieszy się z „sukcesu demokraji”. A ja jakoś wśród tych zachwytów nad wysoką frekwencja wśród młodych nie usłyszałem ani jdnego głosu wyrażającego zmartwienie, że wśród starszych albo np. mieszkańców wsi frekwencja aż tak zachwycająca nie była. To najlepsze potwierdzenie tego o czym piszę i dowód na "szczerość" intencji zachwyconych „obywatelską postawą młodzieży”.
A więc, drogie panie i panowie – sympatycy IV RP. Do dzieła! Trzeba odwojowac internet! Odwojować młodych! Pokazywać absurdy rządów, które nadejdą – od samego sojuszu PO-PSL począwszy aż po konkretne ich dokonania – a oprócz rzeczy dobrych (w co nie wątpię) i niedobrych (czego się obawiam), koalicja PO-PSL będzie z całą pewnością autorem pomysłów śmiesznych, nielogicznych czy wręcz głupich. I to trzeba wykorzystywać. Bezlitośnie i z ironią wyszydzać bzdury, krytykować i punktować niespełnione obietnice, nietrafione posunięcia. I robić to z finezją spotu „Mordo ty moja” – to było dobre, szybko chwyciło. Jak nie na szczeblu centralnym – to w samorządzie. Rządy H. Gronkiewicz-Waltz w Warszawie są znakomitą pożywką dla takiej twórczości (choćby ostatni pomysł ze stadionem narodowym w Łomiankach) Tą droga trzeba iść (a już są pierwsze przykłady – choćby "7 dni Tuska"). Pokonać przeciwnika jego własną bronią – dobrze przy okazji byłoby wykreować jakiegoś „Kubę” Wojewódzkiego IV RP (jeśli chodzi o przyciąganie młodzieży – a nie o poziom chamstwa oczywiście)– może W.Cejrowski by się dał namówić – on by chyba pasował do tego najlepiej – bo ma praktykę. R. Ziemkiewicz? Też nie najgorzej. I takiej osobowości powinien poszukać i wykreować ją prezes Urbański. Zamiast organizować kolejne wygłupy pseudogwiazdek fikających na łyżwach czy obiecując teleokienko tow. Sierakowskiemu (niech mu TVN organizuje, skoro taka pluralistyczna i otwarta)
No i z kilu punktów zanotowanych na gorąco powstał mój manifest programowy na odcinku praktyki politycznej, który niniejszym daję wszystkim, którzy projektu IV RP nie zawiesili na kołku pod rozwagę – i zapraszam do dodawania kolejnych punktów – i w miarę możliwości realizowania już powstałych.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)