dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
23
BLOG

PO "walczy z korupcją" - jak może i potrafi

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 0

Jak wskazuje wielu obserwatorów i badaczy, z czym zresztą się zgadzam, Platforma Obywatelska pozyskuje coraz szersze rzesze zwolenników wbijając się w buty PiS-u. Jednym z pól, na których owo wbijanie się w buty ma miejsce, jest obszar walki z korupcją.

Ponieważ PiS z korupcją walczył, eliminując ulegające jej jednostki i wzbudzając strach przed prowokacją oraz rujnując potencjalne zaufanie i solidarność między potencjalnie przyjmującym i potencjalnie wręczającym korzyść majątkową, Platforma z przyczyn oczywistych musi być temu przeciwna (mam szczerą nadzieję, że tylko i wyłącznie z tych przyczyn, ale zostawmy...)

Stąd też widoczna ostatnio strategia PO: po pierwsze pokazać, że korupcja to nie skorumpowany urzędnik czy funkcjonariusz publiczny, ale okoliczności, które go do tego popychają. Po drugie zaś - wskazać, że ci, którzy walczyli z korupcją, robili to źle. Nie bardzo da się wskazać, że walczący z korupcją byli skorumpowani, co byłoby z punktu widzenia PO najlepsze - trzeba więc pokazać, że było z nimi coś nie tak - w każdym razie święci nie byli. Stąd nagłe zamiłowanie różnych osób w PO do śledzenia historii rachunków i wyciągów z kart służbowych różnych urzędników samorządowych i państwowych.

Obie strategie mają sens i pewne szanse powodzenia - pod warunkiem wszakże, że nie wzbudzą zbyt wielkiej zadumy mediów nad przyczynami, uwarunkowaniami i skutkami takiej polityki. A że w mediach jest, jak jest - to szanse są całkiem spore. Więc podumajmy tutaj - pewnie tak do szuflady.

Kwestia pierwsza - czemuż to właściwe jest "eliminowanie zbędnych przepisów, które krępują obywatela" a nie jest właściwe takie działanie odpowiednich służb, które złamie nić zaufania między dającym i biorącym? Chyba nie takie zaufanie chciał budować premier Dodald Tusk opowiadając o nim w kółko podczas expose? Ja się zgodzę z pierwszym członem - czyli eliminowaniem korupcjogennych przepisów - ale pod dwoma warunkami:

  • -Po pierwsze, że eliminowanie to nie zastąpi także prowokacji, łapania na gorącym uczynku i innego rodzaju nękania czynnych łapówkarzy - czy to w lekarskich fartuchach, czy z kajetem egzaminatora WORD, czy też posłanki zakochanej w korumpującym ją panu Tomaszu.
  • -Po drugie, że eliminowanie to nie spowoduje powstania próżni, czegoś w rodzaju mętnej wody, w której wiadomo komu się najlepiej łowi. Że nie będzie przypominało np. otwarcia granic dla przewozu waluty - kiedy to "zlikwidowano zbędny przepis" - i chwilę po tym ruszyła sieć kantorów wiadomo czyich i wiadomo w jaki sposób powstałych. Czy PO potrafi zagwarantować, że za "zbędne" nie zostaną uznane przepisy konieczne dla zapewnienia uczciwego obrotu gospodarczego? Nie wiadomo - na razie dużo mamy bicia piany i ogólników, a konkretów jak na lekarstwo.

Warto też zapytać czy zawsze winien jest przepis? Czy PO zlikwiduje ograniczenia prędkosci na drogach? Czy PO zlikwiduje bezpłatne zabiegi medyczne wykonywane według kolejności zgłoszeń? Czy PO zlikwiduje zakaz wpłacania nieujawnianych środków przez osoby fizyczne na rzecz kandydatów na posłów? Zlikwiduje jawność finansowania polityki? Nie, tego nie zlikwidują, bo nie mogą - w tych przypadkach jedynym sposobem wali z korupcją jest nieustanne nękanie - funkcjonariusz publiczny mający ciągoty korupcyjne powinien być nieustannie nękany przez własną podświadomość - informującą go, że może ten kierowca to od Kamińskiego - a może ten pacjent, któremu się spieszy do operacji to z CBA czy ABC jest? Niech PO powie wprost, czy taka walka z korupcją też może odbywać się zza biurek, bez prowokacji, bez nagłaśniania przypadków zatrzymania na gorącym uczynku.

I kwestia druga - też niepokojąca. Oto "młot na łapówkarzy" - pierwsza cowgirl Rzeczypospolitej IV-1/2 [czwartej minus jedna druga :)]szeryf Julia Pitera zajmuje się tym, jaki urzędnik gdzie i za ile zjadł - i czy nie zapłacił przypadkiem kartą służbową. Czy to jest najpoważniejszy problem? Czy ujawnienie tych tajemnic sprawi, ze w rankingu państw skorumpowanych z pozycji obok Kuby i Tunezji przeniesiemy się między Danię i Finlandię? Przecież nie, i zarówno Dodald Tusk, jak i Julia Pitera doskonale wiedzą, że nie.

Czemu więc osoba, która w powszechnym odbiorze jest symblolem walki z korupcją (do czego zresztą się przyczyniła, działaniami i wypowiedziami) swoją działalność publiczną w rządzie zaczyna od... robienia tajnej prasówki dotyczącej bezeceństw szefa CBA oraz zapowiedzi tyleż drugorzędnych co dziwacznych (wyciągi z kart, łączenie CBA z NIK, jakieś dyrdymały o Trybunale Konstytucyjnym)? O co tu chodzi? Czy tylko o niefrasobliwość podlaną zachłyśnięciem się objętą funkcją? Czy może o pokazanie, że korupcja to nie jest sprawa, która by dotyczyła zwykłych obywateli? Że to nie lekarz w szpitalu powiatowym, który bez "dedykacji" nie pomoże, jest dla tego obywatela zagrożeniem i wrzodem, a wrzodem jest urzędnik państwowy, którzy przyjmując delegację zagraniczną płacił kartą służbową, zamiast kupić w Tesco pół litra i kaszankę z własnej kieszeni? W tę manierę wpisała się zresztą dziś, jak zwykle ze zgrabnością mamuta w sklepie z ceramiką sanitarną, prezydent Warszawy, wyliczając ile to wina za 700 złotych można wypić będą wysokim urzędnikiem m.st. Warszawy.

Chciałbym, żeby jakieś medium, o nieco większej niż blog cytadela.salon24.pl sile oddziaływania zechciało zapytać rządzących - czy hasło "walki z korupcją" nie będzie odtąd używane do określania czegoś, co realnej walki z korupcją w najlepszym wypadku najlepiej nie służy, a w najgorszym - moze stać się jej zaprzeczeniem. Dodam, że na TVN24 w tym względzie nie liczę.

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka