Z rosnącym przerażeniem i smutkiem obserwuję inwazję słownictwa potocznego - czy wręcz slangowego - na media drukowane. Za dawnych czasów, kiedy brało się do ręki gazetę, miało się pewność, że będzie ona dopracowana pod każdym względem - z porządną korektą, stylistycznie nienaganna. Potem pojawiły się szmatławe media, które bardzo zaniżyły poziom tzw. "języka gazetowego" - ale to można było im wybaczyć - pisali tak, jak mówią ludzie - żeby do tych ludzi dotrzeć. Cały czas był jednak podział na prasę "bulwarową" i tzw. "poważną" był jednak widoczny.
Teraz jednak język niemalże ulicy przenika i do gazet - wydawałoby się - poważnych. Proponuję przejrzeć dowolną gazetę regionalną - z tych, które jeszcze zostały przy życiu.
Gwarantuję, że dużą rzadkością są tam słowa "pieniądze", środki", "fundusze" - każdorazowo będzie to "kasa". I to nie jako synonim budżetu - np. "W urzędzie marszłkowskim kasa pusta". Nie, nie! "Kasa" to po prostu dawne "pieniądze: "Nie ma kasy na szpitale", "Posłowie chcą zabrać kasę naszemu regionowi", "Mniejsza kasa dla szkół".
Podobnie ze słówkiem "stanowisko" - w znaczeniu "funkcja". Partie spierają się o podział stanowisk? Nie! "Koalicjanci kłócą się o stołki"! Wicewojewodą został człowiek z PSL? Nie! "Stołek dla ludowca"! To jest jak plaga, epidemia, zaraza!
No dobrze,, fakt stwierdziłem - a teraz pora zastanowić się nad przyczynami. Ludzie tego chcą? Wątpię. Ludzie chyba rozumieją, co oznacza sowo "środki" czy "fundusze". Ludzie tego potrzebują? Nieprawda - nikt tak nie dba o podkreślanie własnej misji, własnej służebności wobec społeczeństwa jak dziennikarze. Więc czy nie można temu społeczeństwu pomóc również dbając o kulturę języka?
Przyczyna tkwi chyba gdzie indziej. W ciągu ostatnich lat na rynek dziennikarski wkroczyły pokolenia, które już nie wiedzą, co to "wypracowanie", "szkolna rozprawka". Już od nich nie wymagano sążnistych esejów pisanych pięknym stylem. Już nikt nie zachwycał się nauczycielem, który pracowicie wychwytywał wszelkie "kwiatki" stylistyczne i surowo je piętnował. Taki unikat stawał się "gnębicielem młodzieży", "sadystą". Obecnie w prasie zaczyna dominować pokolenie, które zamiast czytać lektury chodziło (bądź było prowadzane) na filmy "oparte na lekturach". Zamiast pisać wypracowania - pisało "www.ściąga.pl" a następnie "ctrl+c - ctrl+v". Zamiast rozwijać bogactwo języka, zasób słów, piękno mowy z pomocą Żeromskiego, Prusa o Sienkiewiczu nie wspominając - powielało wypociny półanalfabetów-autorów omówień i bryków". Obecnie zresztą żeby zdać maturę z języka polskiego, nie trzeba się za bardzo naczytać.
A lektury szkolne, jak się okazuje, stają się orężem w wojnie idologicznej - ich wartość nie w tym, że mogą wzbogacić słownictwo młodzieży, uwrażliwić ją na piękno polskiej mowy - nie - lektura ma być bagnetem na karabinie niosącym czy to postęp i "dekonstrukcję dylematów moralnych" - albo też wartości patriotyczne. Oczywiście to też - ale przede wszystkim ma dać podstawy do odbioru, widzenia świata - i opisu tego świata. Opisu własnymi słowami - nie przy pomocy papki gazetowo-telewizyjnej ("tak naprawdę speckomisjia zwołała krótki briefing dla dziennikarzy"). Dlatego Sienkiewicz tak, ale nie tylko bo "krzepi serca" - ale przede wszystkim dlatego, że uczy, jak opisywać świat. Zresztą (wracając do słynnego sporu) czy Gombrowicz napisałby to, co napisał i był tym, kim był, gdyby nie czytał Sienkiewicza, Słowackiego? A współczesnej młodzieży i podlizujący się jej infantylni faceci po czterdziestce wmawiają modę na nieczytanie - a jeżeli już - to czytanie nie po to, żeby uczyć się języka polskiego - tylko żeby rozgrywać ideologiczne wojenki. A przecież tylko ktoś, kto nie przeczytał Sienkiewicza a "Lalkę" przekartkował, natomiast z "Chłopów" zna tylko jedną ksiągę, a i to z bryku, tylko ktoś taki może np. bełkot p. Masłowskiej albo masowo ostatnimi czasy reklamowane w pociągach metra trzecirzędne czytadła uważać za wybitą literaturę.
I stąd mamy zatrzęsienie "redaktorów", którzy z przejęciem i pełną powagą, być może przekonani o absolutnej poprawności swoich "dzieł", donoszą czytelnikom, że marszałek województwa "odebrał kasę" pociągom regionalnym. I wcale nie jest to kronika kryminalna z marszałkiem wyrywającym kasjerce na dworcu jej warsztat pracy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)